Off-Topic > Muzyka

GEARLUST, THE STORY

(1/3) > >>

trzy86:
Trochę za dużo krótkich form i tematów o grach wideo na tym forum. Skłania mnie to do podzielenia się z wami pewną historią, a zarazem małą refleksją na temat codzienności i małości ludzkich spraw...

Zacznę od tego, że fajnie jest wyciągać rzeczy z lamusa. Albo dostać je jakimś głupim trafem... szczególnie jeśli traf zależy też od wiedzy lub ogólnie pojętego sprytu (http://pl.wikipedia.org/wiki/Lis). Dodatkową motywacją są zainteresowania wymagające dużych nakładów finansowych podczas gdy tych brak! Wtedy przyjemność z wygrzebania czegoś ciekawego płynie z przygody, satysfakcji oraz przyczyn pragmatycznych - by nie rzec prozaicznych!

Tydzień temu zalurkowałem w gumtree, bastion starego internetu. Nie zaglądałem jednak w zwierzenia ani ogłoszenia matrymonialne gejów, bo to mnie nie interesuje, ale w dział "instrumenty muzyczne". Wypatrzyłem polski, chałturniczy automat perkusyjny za stówkę. Niby żadna okazja, ale wtajemniczeni wiedzą, że APS MINI RHYTHM MR 3201 brzmi całkiem w pytkę oraz posiada regulacje głośności werbla, stopy i hihatów. No i zaatakowałem, nie przypuszczając, że splot wydarzeń rzuci mnie w prawdziwy bareizm!

Umówiony byłem w mieszkaniu sprzedającego na Solcu (blisko hali Torwar). Klatka syfiasta, obskurna dość, jacyś ludzie porozumiewają się krzykiem parę pięter wyżej. Ale do drzwi dobrnąłem już na trzeciej kondygnacji (czyli na drugim piętrze, żółtodzioby często mylą piętro z kondygnacją!). Zadzwoniłem i otworzył mi cudowny pan. Teraz będzie bardziej opisowo.

Pan ów był jasnorudy. Pod nosem kwitł mu wąs , trochę w stylu Wasowskiego z "Za chwilę ciąg dalszy programu", trochę w stylu Hogana, bo nieco zagięty po bokach ust. Cera czerstwa, rysy słowiańskie. Niżej koszulka szara, ale szara w stylu roku 1991 - z takimi jakby ciemniejszymi przecierkami, jak szum telewizyjny - przuszczam, że 91 rok koszulka pamiętała. Na piersi napis PLAY OFF, a obok mała palma. T-shirt wpuszczony bardzo mocno (napięty) w niebieskie jeansy. Na stopach klapki. ZNACZY SIĘ, RODAK.
 Zostaję zaproszony do gniazda. Przedpokój jamnik, wagon, tunel - jak kto woli. Ale chyba najbardziej "wagon", bowiem poza cechami wąskości i długości elegancko obity sosenką. W przedpokoju pierwsze drzwi po prawej, może metr od wejściowych. Jestem już w pokoju dziennym. A tam niecodzienna stajnia Augiasza!

Uwagę zwraca asymetryczne planowanie pomieszczenia. Po stronie prawej jest mało. Piec kaflowy, jakieś siedzisko - ale ogólnie goła ściana z malowidłem farbą metalik. Po prawej przestrzeń zagospodarowana nieomylnie, jak w tetrisie. Meblościanka pod sufit, na każdej półce coś innego (malutkie, smutne stanowisko z rozbebeszonym komputerem, srebrna trójsegmentowa wieża na CD, której każdy segment stoi na innym piętrze szrankwandu).

W tym akapicie użyję słowa dosadnego, ale pasującego do scenerii: na całą podłogę pokoju ROZJEBANE akordeony. Definicja rozjebania przedmiotów na całą dostepną przestrzeń. Wszystkie akordeony śmierdzące, połowa ma powyłamywane klawiatury. Koszmar dla estety (aspekt rozjebania) i porządnego człowieka (akordeony). Pod oknem, które jest akurat przede mną, siedzi na krześle jakiś dziad w polarze o barwie niebieskiej. Dziad suchy, ale polar wypełnia wolną przestrzeń.
Pan Rudowąsy cały czas coś papla, w końcu wyjmuje automat perkusyjny APS. Automat obity, przez gniazdko zasilacza wypuszczony kabel "do skręcenia". Automat podobno pozyskany z zespołu reprezentacyjnego wojska polskiego. Rudowąsy jest oczywiście specjalistą i powiada, że to on musi pokazać jak podłączać, bo to japoński standard jest, a ja to nie wiadomo co jeszcze mogę zepsuć. Przynosi wzmacniacz REGENT produkcji NRD, stawia go na boku i podłącza do głośnika na piecu kaflowym. W tym czasie jego kumpel w polarze prowadzi srogie negocjacje przez telefon, których zaczynam słuchać gdy unosi mu się głos: NIE. BIERZ MYDŁO. 400 TO DOBRA CENA, JESZCZE ZAROBISZ. JA BRAŁEM MYDŁO PO 400. I tak dalej.

Nagle odzywa się domofon i Rudowąsy panikuje. KURWA, krzyczy, TO KOMINIARZE, KURWA, MÓWIŁEM, ŻE ZARAZ PRZYJDĄ KOMINIARZE, KURWA. Leci do drzwi wejściowych, które, choć za rogiem, są bardzo blisko pokoju dzięki czemu dobrze wszystko słyszę. Ton zmienia na bezczelno-błagalny, otwiera drzwi i mówi: nieee, panowie, chwila, 5 minut. 3 minuty. Mniej niż 3 minuty, NIECH NO TYLKO RUSZY. I zamyka im drzwi, jakby mieli wiedzieć co ma ruszyć. Wraca biegiem, z wypiekami, i skręca druta. Wtem automat zaczyna łupać. PAC, PAC, PAC. Wręczam stówkę. Rudowąsy wraca do wejścia, otwiera drzwi i... wchodzi kominiarz z irokezem.

 Facet w polarze hadluje mydłem przez komórkę (zestaw douszny "kontakt z bazą"), dookoła rozjebane akordeony, Rudowąsy się spina i robi raban, ja nie mogę przejść bo blokuję się z punkiem-kominiarzem w przedpokoju. Wyszedłem chyba w czas bo sytuacja mogła się rozwinąć w dowolnym kierunku.

Oto i cała historia. Teraz śmieszny morał. Wyobraźcie sobie, że wszyscy ci audiofile, elitarni klawiszowcy, poważni gitarzyści i inni wirtuozi, gdy kupują jakiś sprzęt za XXXX zł, muszą wypierać ze świadomości, że ich złote cielce przeszły kiedyś przez ręce Rudowąsego i jego kumpla. A wcześniej pewnie jakiś Niemiec wyrzucił je na śmietnik i Turek obciął kabel na miedź.

No, chyba że są wyluzowani, jak np. ja!

sah:
piękna opowieść

Durbik:
piękna, ale jedynym podejrzanym jej elementem jest to że cię nie ineresują niby gejowskie ogłoszenia na gumtree, za bardzo coś podkreślasz

jakie to miasto btw? ja kiedyś opisze odbieranie przedmiotów z allegro w nowej hucie

sah:
napisał że Solec i "blisko hali Torwar", czyli stolica

pedro:
Co to jest gumtree

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej