Branża > Raporty

Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"

<< < (2/3) > >>

Durbik:
11 - 12 grudnia 1941

Lokalizacja: pełne morze
Kurs: S
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8017
Rozkazy: przebazowanie do Truk, archipelag Karolin

---

Konserwacja lufy działa artylerii głównej okrętu podczas ruchu tegoż okrętu nie jest sprawą prostą. Dla Ise rozkazy wymarszu w morze przyszły w kilka godzin po ostrym strzelaniu, dlatego nawet kapitan Takeda nie potrafił załatwić miejsca przy nabrzeżu czy choćby tendrze aby wykonać tę niezbędną pracę. Tymczasem przestrzelana i niewyczyszczona lufa groziła eksplozją przy kolejnej próbie oddania salwy - a pancernik nieubłaganie zbliżał się  do wód uznawanych w dowództwie Cesarskiej Marynarki za "właśnie zabezpieczane".

Procedura wyglądała następująco: najpierw  każda wieża  obracała sie w pozycję neutralną tak, aby zapewnić ekipie czyszczącej jak najszersze oparcie w pokładzie. Odbywało się to w schemacie "pięciu czuwa - jeden odpoczywa" - dzięki temu pancernik w każdej chwili był gotowy do oddania salwy burtowej mocą dziesięciu dział. Następnie na konstrukcji złożonej z drabin, marynarzy i tego co akurat było pod ręką montowano spiralnie ukształtowany wycior, który siłą ludzkich mięśni obracano kilkanaście razy w dziale tak, aby z bruzdowania wydobyć nawet najmniejsze fragmenty niespalonej substancji pędnej, mogacej być powodem nieszczęścia. Podobną procedurę, ale w delikatniejszy sposób - i z użyciem krótszych wyciorów - przeprowadzano od wnętrza wieży. następnie działa dodatkowo przedmuchiwano przy pomocy specjalnie w tym celu skonstruowanej instalacji. W 36 godzin wszystkie 6 dwudziałowych wież było gotowych do działania, zaś pokryte smarem, odpadami i innym badziewiem wyciory znaczyły drogę za pancernikiem, unosząc się dobrych kilka godzin na powierzchni oceanu.

W japońskiej flocie nie zdawano sobie sprawy, że w tej wojnie każdy ślad pozostawiony przez własne okrręty będzie wnikliwie wykorzystany do ich śledzenia przez okręty podwodne i samoloty wroga. Tym razem wydawało się jednak, że niefrasobliwośc ujdzie na sucho - nie wychwycono żadnych meldunków, ani nie zauważono śladu podwodnego łowcy na ogonie zespołu. Rejs do Truk trwał nadal.



Działa pancernika klasy Ise

Durbik:
13 grudnia 1941

Lokalizacja: atol Truk, wyspa Dublon
Kurs: -
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8017
Rozkazy: oczekiwanie na sformowanie konwoju

---

Większość z prawie tysiąc czterystu ludzi stanowiących załogę Ise nigdy nie widziała tropików. Dlatego widok pięknego atolu o szerokich plażach, rafy koralowej tak wyraźnie przebijąjącej się spod powierzchni wody i niemal rajskiej roślinności - budził niekłamany zachwyt. Powściągliwi z natury Japończycy posiadali jednak wrażliwość na piękno ukształtowane estetyczną kulturą swojego kraju, która po rewolucji Meiji stała się powszechnie dostępna. Ten i ów układał więc w zaciszu własnej koi haiku opiewające piekno atolu, większość zaś wykorzystywała każdą chwilę żęby siedzieć na pokładzie i się napatrzeć.

A było na co. Koralowy atol Truk, stanowiący łup Japonii z Pierwszej Wojny Światowej składał się z kilkunastu większych i kilkudziesięciu mniejszych wysepek, otoczonych barierą rafy koralowej, będącej siedliskiem wielu barwynych ryb, skorupiaków i mięczaków. Same koralowce przy odpowiednim oświetleniu mieniły się spod wody tysiącem barw, a tropikalna roślinność czepiająca się z konieczności nawet najmiejszego kawałka stałego gruntu, dopełniała obrazu rajskich wysp.

Japończycy usadowili się na Truk, zmieniając atol w groźną bazę powietrznomorską. Lotniska na wyspach Weno i Felen pozwalały panować w powietrzu nad wielkim obszarem oceanu, zaś naturalne kotwicowisko przy wyspie Dublon, znajdującej się na południowy zachód od centrum atolu - pozwalało na przebywanie w bazie nawet największych jednostek Cesarskiej Marynarki. Obecnie przy nadbrzeżach stały karnie usztawione w szeregi i zabezpieczone sieciami przeciwtorpedowymi transportowce, ładujące żołnierzy piechoty morskiej i materiał wojenny w ramach przygotowywanej inwazji na Rabaul i Kavieng. Te właśnie konwoje miały eskortować właśnie przybyłe pancerniki Nagato i Ise.

---

Zgodnie z japońskim ceremoniałem, którego wyżsi oficerowie z lubością przestrzegali, kapitanowie i pierwsi oficerowie nowoprzybyłych okrętów zostali zaproszeni na wieczorny poczęstunek przez dowódcę bazy Marynarki w Truk. W macierzystej Japonii takie "poczęstunki" zwykle przeradzały się w pijackie sesje, nierzadko okraszone nie tyle występami gejsz, co raczej tańcami prostytutek gejsze udających. Jednak w tak odległej od domu bazie nie wiadomo, czego można się było spodziewać. Takeda i Ono zjawili się więc u Wiceadmirała Barona Matsuji Ijuina z dużym zaciekawieniem.

---

Wzorowy porządek panował na stole w pomieszczeniu reprezentacyjnym kapitanatu portu. Maty do siedzenia najlepszej jakości, kryształowe naczynia na sake, dwie przygrywające na shamisenach młode maiko - jednym słowem najlepsza herbaciarnia po tej stronie równika. Niektórzy z zaproszonych oficerów byli tym zaskoczeni - mysleli że pojedzą dobrego, świeżego mięsa, opiją się sakę i będą opowiadać grube żarty. Tymczasem gospodarz zadbał, aby atmosfera przypominała tę, którą spotyka się w najszacownieszych ochaya w Kioto. Gejsze chodziły między mężczyznami, dla każdego znajdując miłe słowo, dolewając herbaty, na żądanie deklamując poezje czy śpiewając.

 - Proszę mi powiedzieć, panie majorze, czy trudno jest dowodzić naraz tyloma ludźmi, tyloma... mężczyznami? - zapytała gejsza, nie podnosząc przy tym ani na chwilę wzroku, czym ujęła Ono, który lubił profesjonalizm, zwłaszcza u gejsz.

- Nie trudniej niż dowodzić wami w waszym okiya - odpowiedział wesoło - czy mieszkasz w okiya tu na Truk, czy też twój dom jest w Japonii? - spytał z ciekawością. Domy gejsz poza wyspami japońskimi były bowiem rzadkością

- Tak, shosa. Mieszkamy tutaj. Pan admirał był tak miły i zapewnił nam wszystko co konieczne - odpowiedziała gejsza

- Ho, ho, toż to prawdziwa gratka dla nas prostych oficerów oglądać tak piękne kwiaty nie tylko od święta, ale i częściej! Muszę osobiście podziękować panu Admirałowi, gdy nadarzy się okazja - odparł Ono, wiedząc, że gejsze należy komplementować, gdyż należy to do ceremoniału, a poza tym podobała mu się ta kobieta.

- Pan major żartuje, nam tu na prowincji nie mierzyć się z pięknościami z Kioto - skromnie, ale z nutką wesołości wyszeptała gejsza

Daitaro roześmiał się wesoło i zaczął rozglądać po sali. Stali bywalcy restauracji i herbaciarni czuli się swobodnie, podobnie jak gospodarz, który po paru czarkach sake odrzucił arystokratyczną manierę z jaką ich przywitał i rozmawiał z grupką dowódców niszczycieli z 5 dywizjonu. Niektórzy jednak nie do końca wiedzieli jak się zachować i czuli się przytłoczeni oficjalnością przyjęcia, na którą nie byli przygotowani. Ono zerknął też na swojego kapitana, siedzącego na lewo od miejsca które zjamował pierwszy oficer. Takeda zagadywany wytrwale przez około trzydziestoletnią gejszę odburkiwał tylko niezadowolony i popijał wciąż dolewaną mu herbatę. Ono zasmiał się w duchu - kapitan nigdy nie lubił takich przyjęć, a częstotliwość tych na których musiał bywać była wprost proporcjonalna do miejsca w hierarchii jakie zajmował. Poprzednio, jako dowódca lekkiego krążownika "Kashima" nie musiał chadzać na tego typu rauty za często. jednak teraz, kiedy objął pancernik - dumę floty - zły humor związany z traceniem czasu na zabawy ogarniał go dużo częściej. Ono z kolei, wychowany w zamożnej rodzinie przemysłowca z Nagoi, był przyzwyczajony do herbat z gejszami i sprawiały mu one przyjemność.

Do pomieszczenia w którym biesiadowali oficerowie wszedł nagle adiutant i podbiegłszy do admirała, ukłonił się i przekazał mu złożoną na czworo kartę, w której każdy z oficerów poznał przedruk z dalekopisu. Wszyscy obecni ucichli i wpatrywali się w admirała, który przeczytał dokument i wstał z miną, jakby własnie usłyszał cudowny wiersz opiewający jego zasługi, śpiewany przez kapłanki ze świątyni Yamakuni.

- Panowie, proszę o powstanie - zaczął admirał, a gejsze spiesznie oddaliły się do pomieszczenia obok - odczytam teraz komunikat Cesarskiej Kwatery Głównej: "Dziś w godzinach porannych, siły szybkie Admirała Nagumy zlokalizowały i zatopiły kolejny lotniskowiec wroga, Lexington, przy minimalnych stratach własnych. Zatopiono także liczne okręty eskorty, wiele jest uszkodzonych. Wróg osiągnął jedno niegroźne trafienie na lotniskowcu Hiryu, który jednak pozostaje w gotowości bojowej. Chwała cesarskim orłom!"

Wybuchła wrzawa - jedni cieszyli się z wieści, inni zastanawiali się co znaczy "niegroźne trafienie". Ono podszedł do kapitana i powiedział:

 - To świetne wieści, Taisa! Teraz wróg nie może nam już nic przeciwstawić! Pancerniki zniszczone, lotniskowce zniszczone... Wojna idzie lepiej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać!

- Zwykłem zawsze gasić podobny entuzjazm u kadetów na "Kashimie", Daitaro... Ale tym razem masz rację. Mamy co najmniej rok spokoju, póki Amerykanie okrzepną. Cieszę się. Jak nigdy widzę sens naszych działań.  - powiedział Takeda z mocą - Napijemy się by to uczcić, kiedy tylko te wymalowane kobiety przyniosą jakieś sake - dodał z niechęcią.

- Kiedyś opowie mi pan kapitanie co sprawia, że tak nie lubi pan tych kobiet - zaśmiał się Ono. Ale nie dziś. Dziś jest co świętować!



Atol Truk. Wyspa Dublon to ta na zachód od wyspy Tol



Śmierć lexingtona od razów zadanych mu przez lotniskowce Nagumy (podpisu na zdjęciu nie chciało mi się usuwać już)

Durbik:
14 grudnia 1941

Lokalizacja: S od Truk, pełne morze
Kurs: S-SW
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8184
Rozkazy: osłona operacji "Wschodni Lew Morski"

---

Ise powoli i majestatycznie szedł kursem na trawersie konwoju inwazyjnego do Rabaul. Pancernik był doskonale widoczny z pokładów transportowców, umacniając wiarę w to, że operacja symultanicznego uderzenia na Rabaul i Kavieng jest doskonale przygotowana i będzie wzorowo przeprowadzona. Brak lotniskowców wroga i wielkie działa Ise gwarantowały, że nic nie może pójść źle.

Szyk przyjęty przez okręty byłby ekstremalnie ryzykowny na Atlantyku - okręty podwodne które zwykły wynurzać się do ataku w środku konwojów, na pewno nie przepuściłyby możliwości atakowania torpedami wyjątkowo ważnego celu - wielkiego pancernika. Konwój osłony winien iść w odległości kilku - kilkunastu mil za konwojem, zas role pikiet powinny grać uzbrojone w broń przeciwpodwodną niszczyciele. Jednak Japończycy dopiero zaczynali rozumieć, jak straszną dla wysiłku wojennego jest ciągła utrata statków i okrętów zatapiantych przez torpedy spod wody. Oficerowie Ise jeszcze w Truk słyszeli plotki, że straty floty handlowej od broni podwodnej są wysokie, jednak plotki plotkami, a przedwojenna praktyka sobie, szczególnie że załogi okrętów bojowych nie odczuły jeszcze jak jeden atak torpedowy może zburzyć misternie budowane plany.

Okręt płynął więc nie niepokojony ku pierwszemu w tej wojnie starciu sił nawodnych, w którym uczestniczył pancernik Cesarskiej Marynarki, a który nazwano potem "Bitwą o Archiipelag Bismarcka"



Rejon Rabaul na Nowej Brytanii wg przedwojennego stanu posiadania. Baza na Rabaul nie jest bazą świetnie rozwiniętą, jednak Cesarskie Dowództwo ma wobec niej wielkie plany...

Durbik:
15 grudnia 1941

Lokalizacja: N-NW od Rabaul, okolice w-y Mussau
Kurs: S-SE
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8184
Rozkazy: osłona operacji "Wschodni Lew Morski"

---

 - Mówię wam, wściekł się jak dzikie zwierzę - szeptał starszy szeregowy Harada, członek obsługi okrętowego wodnopłatowca między jedną pecyną ryżu a drugą

 - A ty byś nie wrzeszczał? Przecież nawet bosman widział ten raport który pisał do dowództwa. Że potrzeba samolotu o większym zasięgu. A oni dali mu starego Kawanishi! - to mówiąc rozmówca Harady rozejrzał się po mesie czy nikt nie słucha niezbyt legalnego obgadywania oficera

- Nie narzekaj! Uczyliśmy się obsługi na tym samolocie

- Tak, ale przecież wiesz dobrze że chodziło mu o te świetne nowe Aichi! Wszyscy je dostają - tylko nie my! I jeszcze musieliśmy - zamiast pić sake i obmacywać miejscowe dziwki - przerabiać cholerną katapultę do ich fanaberii! - wciąż pieklił się marynarz Otabe z obsługi płatowca

- Ano tak - westchnął Harada - i jeszcze major chodzi jak struty przez to, cała sekcja cierpi, ćwiczeń nam dowalają dodatkowe godziny... W sumie to konieczność! Ci nowi nawet nie widzieli E7K na oczy.

- Podobno obiecali dać E13A po powrocie! Kiedy wrócimy nie wiadomo... Hej Harada! A może jednak sprzedałbyś ten chiński sztylet? Daję dwadzieścia jenów!

- Chciałbyś kolego! I za dwieście nie będzie twój! - śmiejąc się dwaj plotkarze opuścili - obszerną jak na okrętowe warunki - mesę szeregowców - i udali się na kolejne zarządzone przez majora - pilota Noboru Totukaze ćwicenia w próbnym strzelaniu ze zmodyfikowanej na Truk katapulty

---



Kawanishi E7K "Alf" - taki samolot dostał Totukaze...



... a takiego pragnął - Aichi E13A "Jake". Dodać trzeba, że - nowoczesne, ale obdarzone niewielkim zbiornikiem paliwa - dotychczasowe samoloty przenoszone na Ise, to jest Mitsubishi F1M "Pete" nie sprawdziły się jak dotąd w wojnie z Marcinem - przestrzenie do patrolowania są za wielkie!

Durbik:
16 -18 grudnia 1941

Lokalizacja: bliska reda miejsca desantu "1" - Rabaul
Kurs: -
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8184
Rozkazy: osłona operacji "Wschodni Lew Morski"

---

Wyjątek z książki "Słońce wzeszło w tropikach" Zbigniewa Flisowskiego, wyd. MON, Warszawa 1962:

" [...] 16 grudnia japońscy żołnierze, stłoczeni do tej pory w niezbyt komfortowych ładowniach naprędce przystosowanych do przewozu ludzi statków, wylali się na brzeg Nowej Brytanii. MImo wspacia ogniowego dział pancernika "Ise" i krążownika cięzkiego "Kiniugasa", pierwszego dnia nie udało się przełamać obrony Australijczyków. Zdeterminowani żołnierze dawali odpór najeźdzcom, szczególnie że byli świadomi braku możliwości ewakuacji w razie ogarnięcia ich przez Japończyków. Obrona składała się z Batalionu "Lark" (skowronek), kompanii strzelców nowogwinejskich, oraz naprędce sformowanych drużyn obsługi kotwicowiska i lotniska w Rabaul. Japończycy rzucili przeciw bazie dwa specjalne pułki desantowe: drugi Kure i drugi Sasebo, wspierane przez 17 regiment artylerii polowej. Były to przeważające siły, dlatego obrona - mimo, iż bohaterska - była z góry skazana na niepowodzenie. Jednak, jak się rzekło -16 grudnia nic nie wskazywało na rychłą klęskę Rabaulu.

Okręty japońskie tymczasem strzegły transportów wyładowujących zaopatrzenie i sprzęt na brzeg wyspy. Przy pełnieniu zdań osłonowych, ciężkie okręty prowadziły pojedynek artyleryjski (dość jednostronny) z ujawnianymi sukcesywnie przez piechotę stanowiskami ogniowymi wroga. I tak "Ise" wystrzelił 76 pocisków z dział artylerii głownej, "Kiniugasa" zaś 136 granatów ośmiocalowych. Jak pokazały późniejsze wydarzenia, dość chaotyczny i niecelny ogień poczynił dość znaczące uszczerbki w zasobach amunicji cesarskich okrętów (a niewielki w szeregach obrońców). Miało się to zemścić niebawem, gdy alianckie dowództwo postanowiło wreszcie przeciwdziałać desantowi na Rabaul przy użyciu australijskiej i nowozelandzkiej floty. [...]



Kiniugasa widziana z Ise podczas patrolu w rejonie desantowania. 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Idź do wersji pełnej