Branża > Raporty

Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"

(1/3) > >>

Durbik:
Ponieważ mój poprzedni raport witpowy opisywał grę którą - choć graną do tej pory - przegrywam sromotnie, teraz będzie raport z walki w nowym środowisku! Do witpa wyszedł massive rebuild - Admiral's Edition. Kupiliśmy z Marcinem. Ten zaś kończy bycie studentem, zaczyna jakąś powagę w swoim życiu, więc gramy. Główna kampania. Podobno gramy do oporu, więc... NIPPON BONSAI!!!

Obecna data gry to 16 grudnia. Pisał będę z kilkunastodniowym opóźnieniem - Pedro czyta i może przez to zyskać zbytnią wiedzę o moich mrocznych tajnych planach z dupy!

Niniejszy AAR będzie pisany w ten sam sposób co znany w środowisku witperskich dziadków AAR Cuttlefisha - Small Ship, Big War - The Voyages of the Hibiki. Polecam lekturę - to jest niby 171 stron forum, ale czyta się bardzo fajnie. Zasadą jest opisywanie wojny z perspektywy jednego okrętu i jego załogi. U CFa to był niszczyciel, u mnie pancernik I S E - widać lubię wielkie, 14inch pyty!



Poznajcie go bliżej w formie jaką widzę ja (w programie AE tracker):



Nie wiem co to wam mówi, ale zaletą ISE jest niewątpliwie artyleria główna. 12 dział 14 cali! Artyleria drugorzędna w porządku, pelotki nieliczne! Kapitan jeszcze o tym nie wie, ale ta wojna będzie wojną powietrznomorską... Opancerzenie monstrualne, jednak odbija się to na prędkości. 25 węzłów oznacza, że Ise nie zalicza się do pancerników szybkich.. No ale wodowany był w 1916 roku, to czegóż wymagać!

Jeszcze staty kapitana Isamu Takedy:

Leadership (ogólna zdolność dowodzenia, najważniejszy stat): 71
Inspiration (wiara w Cesarza, potęgę Nipponu i w takie tam poważne motywy: 62)
Air (znajomość wojny powietrznej): 35
Naval (walka morska): 64
Land (Walka lądowa, ale tez ostrzeliwanie celów naziemnych z morza): 35
Administrative skills (papierkowa robota, pomaga autorytetem w naprawach, załadunku etc): 47
Agresiveness (chęć do banzajowania against all odds): 72

Jak widać kapitan to poważny zawodnik ze starej szkoły. Jest zwolennikiem doktryny walnej bitwy z Amerykanami, która podobnie jak pod Tsushimą zapewni Japonii pozycję mocarstwa na wiele lat. Zresztą uczestniczył w tamtej bitwie jako gunnery officer.

=======================================================================================

6 grudnia 1941 (zawsze wg. czasu zachodniego wybrzeża USA

Lokalizacja: stocznia marynarki w Kure (dystrykt Hiroshima)
Kurs: brak
Uskodzenia: 0 (sys dmg) / 0 (float dmg) / 0 (engine dmg) / 0 (fires)
Task Force: -
Rozkazy: gotowość bojowa

---

Biały welbot z lekkim buczeniem sunął po powierzchni zatoki w Kure torem specjalnie wytyczonym dla transportu oficerów.

Zatoka była zatłoczona okrętami bojowymi cesarskiej marynarki, statkami handlowymi, tendrami, patrolowcami i wszelkim śmieciem jaki tylko zdolny jest unosić się na wodzie. Cała ta hałastra, zwykle zachowująca się niezbyt logicznie, chaotycznie i hałaśliwie, zamarła jakby w to grudniowe popołudnie. Pocztą pantoflową każdy z marynarzy, od oficerów do palaczy, dowiedział się o naradzie u Admirała Yamamoto. Same szychy, a więc szykowało się jakieś grubsze gówno. Bardziej doświadczeni wnioskowali że to raczej całe szambo - cofnięto urlopy, wydano klucze do magazynów z ostrą amunicją, nawet burdel z Koreankami usunięto z portu - a przecież nawet Tokeitai, marynarski odpowiednik Kempeitai korzystało zwykle z jego usług i tolerowało.

A panowie admirałowie radzili bite cztery godziny.

---

 - To nasz. Stary płynie! - syknął dowódca wieży III, porucznik Taizo Shijihara do swojego odpowiednika w sekcji walki z uszkodzeniami, Kenji Furajimy.

- Taaa... - Furajima odjął od oczu swoją lornetkę i zamyślił się głęboko - Dawno nie widziałem go takiego wyprostowanego.

Rzeczywiście, kapitan Isamu Takeda, człowiek siedemdziesięciopięcioletni zwykle chodził, siedział, ba - nawet leżał - okrutnie zgarbiony. Tym razem jednak widok kapitana na przedniej ławie welbota, w galowym mundurze, białej czapce i rękawiczkach byłby niemal majestatyczny, gdyby nie mizerny wzrost Takedy, nazywanego za plecami "gnomem" albo "konusem".

Welbot dobił do trapu Ise, a kapitan bez pomocy stewarda wdrapał się na okręt, witany przenikliwymi gwizdkami trapowych. Doskoczył do niego pierwszy oficer, trzydziestopięcioletni Daitaro Ono, kadet którego od oseska wyszkolił Takeda. Chwilę rozmawiali przyciszonym głosem, następnie zaś kapitan udał się do swojej kabiny, a pierwszy zniknął bez śladu. Jednak już za pięć minut po serii chrypnięć, trzasków i gwizdów z okrętowego radiowęzła dobiegł głos Ono - wszyscy z ponad 1380 osób stanowiących załogę Ise zamieniło się w żywe radioodbiorniki dostrojone na falę "potwierdzenie plotki"

 - "Panowie oficerowie proszeni na naradę do pana kapitana na godzine szóstą po południu. Sekcje zdać najstarszym podoficerom."

 - No to mamy przesrane, młodziaki - sapnął szef kucharzy do swoich pomocników - płyniemy gdzieś jak nic, jutro albo pojutrze. Oby na przykład do Tokio, a nie gonić foki na Sachalinie...

---

 - Panowie - rzekł powoli kapitan - admirał Yamamoto, dowódca Połączonej Floty, upoważnił mnie do przekazania oficerom na moim okręcie następującej wiadomości: wobec niesprawiedliwego i agresywnego zachowania się USA, Wielkiej Brytanii i ich sojuszników, którzy skazują nasz kraj na powolne umieranie blokując surowce konieczne do rozwoju, Japonia musi interweniować. Dziś w nocy zostanie podjęta ostatnia próba  dyplomatycznego rozwiązania. Jeśli nie powiedzie się - wojna!

W każdej innej flocie taka wiadomość wywołałaby lawinę komentarzy - we flocie japońskiej dyscyplina i forma były tak wielkie, że tylko kilku młodszych oficerów wstało porywczo i wpatrywało się w kapitana z ogniem w oczach.

 - Jutro zostanie wydana ostra amunicja - kontynuował kapitan. - Jutro także urządzimy ćwiczenia z ostrego strzelania w zatoce. Dostałem zgodę kapitanatu i nadplanowe 3 jednostki ognia

Dopiero ta wiadomość wywołała ciche komentarze. Dowództwo zwykle płakało nad każdym pociskiem jak nad śmiercią pierworodnego Cesarza, a co dopiero dawać tyle na ćwiczenia!

- Panowie... Prosze o spokój. Nie wiem gdzie i kiedy się zacznie i czy w ogóle się zacznie. Oby nie. Wojna to najgorsza z rzeczy. Ale jeśli rzeczywiście nastanie, ufam, że każdy z panów i podlegli im ludzie z radością nie tyle oddadzą życie za Cesarza, ale zachowają to życie aby niszczyć wroga i pomnażać potęgę Japonii.

- Ale się rozgadał patetycznie... - zdążył bąknąć cicho Furajima, zanim wszyscy wstali i zaryczeli tradycjnie trzykrotnie "NIppon Banzai".

- A teraz proszę panów na stanowiska. Jutro przed ćwiczeniami odprawa o 10 rano, Wtedy już wszystko będzie wiadomo. Dobranoc.

Wszyscy oficerowie wstali, skłonili się głęboko i poczynając od najmłodszego wychodzili z sali odpraw. Ono popatrzył na kapitana a ten pokręcił głową. Gdy zostali sami, kapitan cicho powiedział:

- Pomóż mi młody człowieku, jestem zmęczony tym gadaniem. - Wsparł się na ramieniu pierwszego i już zwyczajnie zgarbiony poczłapał do kajuty. - Poproś Atanabe żeby w razie wiadomości "kod czerwony" budził mnie bez obaw. To będzie długa noc...

:
O, to ten report z fajnymi zdjęciami statków, będę zaglądał pozdr!

Durbik:
7 grudnia 1941

Lokalizacja: 30 mil od Kure
Kurs: S-SW
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: -
Rozkazy: ćwiczenia strzeleckie

Mały węglowiec Akahashi Maru # 3 najlepsze lata miał już za sobą. Były czasy, kiedy jego bunkry wypełnione były czarnym paliwem, a nawet najbardziej majestatyczne i wyniosłe okręty wojenne karnie ustawiały się w kolejce do pobrania węgla. Ale to już mineło. Teraz mazut królował jako napęd Cesarskiej Marynarki, a konwersja małego trampa na coś bardziej przydatnego była całkowicie nieopłacalna.

Z tych wszystkich powodów z dwudziestu kilometrów mknęły ku niemu 670 kilogramowe pociski przeciwpancerne wystrzelone z dział 36cm / 45 YT1.

---

 - Krótkie! Góra dwa, korekta - lewo jeden! - zagrzmiał porucznik Hara, który przyklejony do dalmierza wieży 4 wyglądał jak futurystyczny owad z gigantycznymi czułkami. W lustrach przyrzadu było widać niebieski dym z barwionego prochu ścielący się na wodzie około stu metrów przed burtą celu. Bliżej był tylko dym czerwony, przypisany tego dnia wieży nr 1
 - Zgoda, Góra dwa, korekta - lewo jeden - spokojnie potwierdził komandor porucznik Shimizu obserwujący marynarza obsługującego ręczny kalkulator artyleryjski - na tarczach urządzenia widniał ten sam wynik.
- Jeden gotowe!
- Dwa gotowe! - ładowniczy zasygnalizowali, że pociski są w lufach i czekają na odpalenie.
- Ognia... - wyburczał Shimuzu

Dwa burzące granaty wypełnione pirotechniczną substancją znakującą przemieszaną z ładunkiem wybuchowym pomkneły z prędkością 700 metrów na sekundę do bezbronnego celu, poruszającego się z prędkością 8 węzłów. Trafienia były tak bliskie celu, że stateczek zakołysał się, nabrał przechyłu na prawą burtę i zaczął tonąć. Sekundę później bezpośrednie trafienie pociskiem z wieży nr 1 zmieniło Akahashi Maru # 3 w kulę ognia i nie było już wiadomo co jest czerwonym barwnikiem, a co eksplozją.

---

Zanotować: cel zniszczony przez wieżę nr 1 w 3/4, w 1/4 przez wieżę nr 4. Dla załogi jedynki premia do poborów. Dla czwórki wachta krótsza o 2 godziny z dziś na jutro - powiedział kapitan Takeda, nie odrywając oczu od lornetki. - A wiesz co jeszcze było na tej naradzie, Daitaro?

- Nie, panie Kapitanie - odpowiedział Ono, odprowadzając wzrokiem adiutanta

- Yamamoto obwieścił, że w razie wojny żaden pancernik nie będzie gnił w stoczni, ale wszystkie będą podobno "wypełniać zadania bojowe"

- W naszym przypadku to nie będzie raczej polegało na ściganiu się z Brytyjczykami między wysepkami, Taisa - odpowiedział kpiąco Ono

- Nie podśmiewaj się ze staruszków - mnie i okrętu. Zawsze możemy eskortować konwoje, ostrzeliwać plaże i groźnie wyglądać. Zresztą 25 węzłów jeszcze wyciagamy. Amerykanie nie mają takich szybkich. - zadumał się kapitan

- To mnie martwi. Osiem pancerników w Zatoce Perłowej! Mogą zaburzyć wszystkie nasze plany... - ściszonym głosem powiedział Ono

- W sekrecie powiem ci chłopcze, że nasza wspaniała flota myśli o wszystkim, zresztą dowiesz się jutro, co by się nie działo - zachichotał starzec, co sprawiło że na chwilę stał się podobny do złośliwej małpy

- O... Tak? Bardzo ciekawe. A jak o to zadba?

- O nie, przeczytasz gazetę - z satysfakcją powiedział kapitan i wrócił do studiowania powierzchni morza, gdzie dopalały się szczątki statku celu - No, satysfakcjonujace ćwiczenia. Dać rozkaz powrotu.

Durbik:
8 grudnia 1941

Lokalizacja: Kure
Kurs: -
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: -
Rozkazy: gotowość do wyjścia w morze

---

Dwa nowiutkie głośniki tkwiące na wysokim słupie dominującym nad bazą marynarki w Kure zajęczały w sprzężeniu zwrotnym i po raz ósmy tego dnia - wraz ze swoimi dwupaszczowymi braćmi w całej Japonii - zaczęły nadawać komunikat obwieszczany triumfującym męskim głosem:

- "Nad ranem dnia wczorajszego siły zbrojne Cesarstwa Japonii na rozkaz Cesarza rozpoczęły wyzwoleńczą walkę z reżimami kolonialnymi USA, Anglii i Holandii. Orły z lotniskowcowych sił uderzeniowych admirała Nagumo zaskoczyły uśpionego wroga i zadały mu kapitalny cios - zaatakowano bazę morską w Pearl Harbor na Hawajach. Zniszczeniu uległa prawie cała flota przeciwnika - trzy wielkie pancerniki zniszczone, pięć krytycznie uszkodzonych, wiele krążowników, niszczycieli i innych okrętów zatopionych! Samoloty wroga zniszczone na ziemi! Straty własne minimalne! Cesarz osobiście pogratulował dzielnym lotnikom. Decydujący cios zadano także tak zwanej flocie brytyjskiej: krążownik liniowy "Repulse" został zatopiony, zaś pancernik Price of Wales, nawet nazwą urągający ludom Azji, był widziany gdy po otrzymaniu licznych trafień zmykał przed kolejnymi atakami. Cesarska piechota dostała rozkaz wymarszu w kierunku okupowanych przez wroga terenów, już pierwszego dnia działań zajmując wyspę Batan na Filipinach. Do krucjaty o swobodną i dostatnią Azję przyłączyły się także narody Wietnamu, Tajlandii, Mandżukuo i Wolnych Chin! Z Cesarzem do zwycięstwa, NIPPON BANZAI!"

- Lotniskowce... Kto by pomyślał! Odkąd to pomocnicze okręty wygrywają wojnę? - ze zdziwieniem zapytał Ono, po raz piąty już chyba wysłuchując komunikatu.

- Z ust kapitana to by jakoś brzmiało. Ale ty? Zawsze byłeś do przodu z techniką. Takie czasy! - drugi oficer, Noboru Genda wiedział, że nazywanie kapitana "starym" przy jego wychowanku i jedynym przyjacielu jest raczej w złym tonie.

- Technika to jedno, a wiedza, że jakaś płaska krypa z paroma latawcami zatapia wielki pancernik to drugie... Straszne to trochę - odrzekł Ono.

- Lepiej żeby cię nikt nie usłyszał jak nazywasz dzielne siły szybkie admirała Nagumo płaskimi krypami, a lotników - półbogów operatorami latawców - zaśmiał się Genda.

- Racja. Na pewno wyruszymy w morze, a tylko mi tu politycznych brakuje.... Zauważyłeś że o ICH lotniskowcach nie ma mowy w komunikacie? - ożywił się Ono.

- Nie ma. Może ich tam nie było? - odpowiedział drugi.

- Oby były. Okazuje się, że bez ich zniszczenia to jak włamywać się do czyjegoś domu i zabrać jedynie pieniądze, a zostawić drogie kamienie.

- Ładne porównanie. Oby admirał Nagumo też był równie przewidującym poetą... - powoli powiedział Genda.

---

Tymczasem wiele, wiele mil na wschód od dwóch zdziwionych, przestraszonych i radosnych zarazem oficerów, admirał Chuichi Nagumo, dowódca Kido Butiai, szybkich sił lotniskowcowych cesarstwa Japonii nakazał rozdzielenie zespołu na dwie części: wolniejsze Kaga i Akagi prostą drogą płynęły do Truk japońskiego bastionu nad bastiony. Hiryu, Soryu, Shokaku iZuikaku zaś w eskorcie pancerników, krążowników i niszczycieli zataczały łuk w kierunku południowym, obserwując wszystkimi swoimi licznymi oczami bezmiar oceanu. Polowanie na nieobecne w Pearl lotniskowce wroga rozpoczynało się.

---

Całkowicie nieudaną okazała się akcja penetracji zatoki w Pearl przez małe okręty podwodne, wyrzucane z okrętu - nosiciela u wrót zatoki.Wszystkie sześć nie zdołało wystrzelić torped w kierunku celów, a załogi poległy lub zostały wzięte do niewoli. Poniżej stylizowany portret poległych:



Durbik:
9 - 10 grudnia 1941

Lokalizacja: pełne morze
Kurs: S-SE
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8017
Rozkazy: przebazowanie do Truk, archipelag Karolin

---

Ise od dwóch dni szedł z prędkością 20 węzłów w kierunku bazy w Truk w towarzystwie pancernika Nagato, ciężkiego krążownika Aoba oraz trzech niszczycieli. Ten bardzo silny zespół miał wzmocnić obecność Cesarskiej Marynarki na szerokich połaciach południowo - zachodniego Pacyfiku, bowiem do tej pory aktywność Japończyków na tym terenie ograniczała się do lotów patrolowych i misji okrętów podwodnych. Teraz miało to się zmienić - W Truk okrętowali się już żołnierze mający stanowić trzon sił inwazyjnych rzucanych przeciwko Kavieng na Nowej Irlandii oraz Rabaul na Nowej Brytanii. Szczególnie ten ostatni, stanowiący naturalny port i posiadający rozbudowaną infrastrukturę lotniskową, stanowił łakowmy kąsek dla cesarskich sztabowców. Zdobyty i przystosowany do bazowania samolotów armii i marynarki, mógł stać się Rabaul trampolina do zdobycia panowania w całym obszarze SWPAC (wg nomenklatury amerykańskiej) - co zaś z kolei mogłoby zaowocować inwazją bogatego wschodniego wybrzeża Australii. Zespół dowodzony przez Kontradmirała Yano Hideo, kapitana pancernika Nagato był gwarantem, że pierwsza faza operacji przebiegnie bez zakłóceń, szczególnie zaś bez interwencji alianckich krążowników, których bazowanie w Australii potwierdzono jeszcze przed wojną.

Odbywając bezpieczną podróż po macierzystych wodach, eskortowani przez niszczyciele, okręty ZOP i samoloty, marynarze na Ise mieli wystarczającą ilość czasu, zęby tkwić całymi gromadami przy odbiornikach radiowych i słuchać kolejnych wieści z frontów. Prym w tym wiedli gońcy kapitańscy, którzy służbowo siedząc a kabinie nasłuchu radiowego, w przerwach między kolejnymi wywołaniami i bieganiem z potweirdzeniemia - rozsiewali wieści. Wystarczyło po drodze szepnąć słówko komukolwiek, a już za pół godziny cały okręt mruczał: "lądowanie na Filipinach!", "desant na Malajach!", "Borneo uchwycone!". Pod wieczór podniosłe nastroje zwarzyła jednak wieść o tym, że amerykańskie lotniskowce - bądź lotniskowiec -  jak duchy wyłoniły się z przestrzeni pacyficznych i rozbiły flotę inwazyjną zmierzającą na wyspę Wake, najbardziej na zachód wysuniętą bazę amerykańską. Wieści mówiły o dwóch dużych krążownikach pomocniczych straconych, jednym transportowcu ciężko uszkodzonym oraz o uszkodzeniach na okrętach wojennych eskorty. Ta wiadomość była ostatnią dnia 9 grudnia i w niejednym niedowiarku w zespole 8017 zaburzyła chocby na chwilę wiarę w ostateczne zwycięstwo NIpponu i Cesarza.

---

Świt 10 grudnia zastał sztab admirała Nagumo, boga walki powietrznomorskiej, w pełni gotowości. Dzięki nocnym komunikatom okrętu podwodnego I-153, stwierdzono z pewnością, iż jeden z amerykańskich lotniskowców operujących na Pacyfiku porusza się kursem E-NE w silnej eskorcie krążowników i niszczycieli. To, czy ten właśnie lotniskowiec był sprawcą wczorajszej porażki floty i smierci około 600 świetnie wyszkolonych żołnierzy piechoty morskiej - nie było teraz ważne. Równo z nastaniem świtu pierwsze bombowce nurkujące Aichi D3A oraz torpedowe Nakajima B5N1 eskortowane przez słynne już Zera rozpoczęły formowanie się w klucze lecące z maksymalną prędkością w kierunku namierzonego noca celu. Równoczesnie druga fala samolotów startowała z Kagi i Akagi, znajdujących się około 300 mil na NW od sił głównych i zamykających japońską pułapkę.

Dzień zakończył się tragicznie dla Amerykanów. Pierwsza fala  napastników skupiła się w całości na lotniskowcu "Enterprise", który mimo wyrzucenia w powietrze o odpowiedniej porze wszystkich dostępnych mysliwców F4F Wildcat, był praktycznie bezbronny. Dwie torpedy kalibru 18 cali znalazły jego burty, zaś cztery bomby przeciwpancerne o wagomiarze 250 kilogramów dopełniły dzieła zniszczenia, powodując liczne eksplozje i pożary. Drużyny przeciwawaryjne nie mogły dotrzeć do wszystkich ognisk zapalnych, zaś woda morska nieubłaganie wlewała się do wnętrza wielkiego lotniskowca, łamiąc grodze wodoszczelne i zalewając przedziały pełne marynarzy. "Enterprise" tonął i nikt już nie mógł nic na to poradzić.

Kolejne fale samolotów skupiły się na eskorcie krążowniczej, zatapiając dwa ciężkie krążowniki na pewno, a trzeci prawdopodobnie. Trafione zostały także dwa niszczyciele, jednak nie udało się stwierdzić ich dalszego losu. Straty własne Nagumy wyniosły 16 samolotów.

Obrazu bitwy dopełnił fakt, iż kontruderzenie amerykańskie zostało kompletnie rozbite przez myśliwce Zero, patrolujące w wielkiej liczbie niebo nad zespołem Nagumy. Tym "Dauntlessom" i "Devastatorom", którym udało się przejść przez te sieczkę, nie udało się skutecznie zaatakować ani jednego świetnie manewrującego lotniskowca. Wszystkie amerykańskie samoloty zostały zestrzelone przez obronę przeciwlotniczą, zaś te, które już wcześniej powróciły w rejon macierzystego zespołu, musiały skapotować na oceanie. Na miejscu gdzie powinien być okręt stanowiący ich bazę i dom - widniała masa szczątków i wielka plama ropy.




Nagato (pierwszy z dołu) oraz Ise (trzeci z dołu) w przedwojennej paradzie. Oprócz nich na zdjęciu także Kirishima i siostrzana dla Ise Hyuga.



Enterprise w 1939 roku

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej