Autor Wątek: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!  (Przeczytany 11137 razy)

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!


Uwaga uwaga! Jakby wam jeszcze było mało zawodzenia dziada Durba o tym jak to WitP jest najgenialniejszą grą i w ogóle TURY >>> HUJOWE FPSY - a na pewno wam mało jak na was patrzę - oto kolejny after action report ze zmagań na Pacyfiku! Tym razem ma szansę dłużej potrwać - przeciwnik jest zupełnie z innej bajki niz niejaki Marcin "słomiany zapał do gier" Chrobak, jest to stary dziod, żonaty wiadomka - czyli bedzie grał, bo przecież co ma w domu do roboty!

Mod: CHS (Combined Historical Scenario) - scenariusz nr 159, co oznacza, że model walk powietrznych mocno przerobiony. Silniejszy ogień p-lot, mniej krwawe pojedynki powietrzne. Zera nie mają od początku wojny bonusu, ale za to ich piloci są zdolniejsi niż brytyjscy i amerykańscy koledzy (albo i nie koledzy).

JESTEM ALIANTAMI. Niniejszy zapis bedzie wyglądał tak: wybieram jakąś akcję podczas tury i ją opisuje w piękny epicki sposób, który was antytalencia literackie wprawi w zachwyt, następnie zaś okraszę go obrazkami! jak się w turze nic fajnego nie stanie... to nic nie opiszę! A czasem po prostu podam sytuację i jakieś skriny, żeby było coś na czasie.

=====================================================

Jest 4 dzień wojny, 11 grudnia 1941. Zmagania rozpoczęły się dwoma higlightami: nalotem na pearl harbor i na manilę. O ile w nalocie na pearl straty - mimo że bolesne - do przeżycia (żaden pancernik nie zatopiony, aczkolwiek 6 z 8 straszliwie uszkodzone), o tyle atak na manilę był przytłaczający. Stojące w karnych rządkach okręty podwodne mac arthura pękały pod ciosami 800kg przeciwpancernych bomb i zrzucanych z powietrza stabilizowanych torped. Rezultat: wojna podwodna do 1943 MOCNO utrudniona. Cel rzekłbym strategiczny - został przez skośnookich osiągnięty.

NIkt nie wylądował na Malajach. Ani na Wake. Dziwne ruchy (a raczej ich brak) - i niepokojące. na razie za wcześnie aby mówić, ale może uda się poważniej zakłócić ofensywą - choćby na Wake... Eksodus floty hadlowej i wojennej z teatrów działań w toku.

=====================================================

Dozorowiec marynarki USA "Isabel" odrzucił ostatnią stalową linę prowadzącą przewód paliwowy, pozwalając angielskiej obsłudze portu zwinąć całą instalację i zabezpieczyć ja na powrót siatką maskującą. Przerobiony szybki jacht motorowy jakim była "Isabel" nie mieścił w swych zbiornikach wiele paliwa, więc cała operacja trwała tylko trzy godziny. Do świtu pozostały jeszcze co najmniej dwie, co pozwalało małemu okręcikowi opuścić niepostrzeżenie niewielki naftoport w MIri na Borneo i próbować dalszej niebezpiecznej przeprawy na południowy zachód, w kierunku holenderskich posiadłości, pozostających jeszcze poza zasięgiem japońskich samolotów. Dowódca "Isabel", Bernie Hansen, wiedział, że jedyną szansą na spieprzenie z tego kotła i powalczenie jeszcze w tej wojnie jest taktyka krycia się wśród maloweniczych wybrzeży Borneo. Do tej pory udawało się to doskonale - od momentu ucieczki z Manili na niebie nie pojawił się ani jeden japoński samolot, za to radio było pełne dramatycznych wezwań SOS wysyłanych przez tonące statki i okręty amerykańskie i filipińskie. Wszystkie one znajdowały się zbyt daleko od "Isabel" by mogła ona udzielić skutecznej pomocy. Dlatego wypełniając rozkazy wydane jeszcze pierwszego dnia wojny, Hansen prowadził swój dozorowiec do holenderskiej Batawii, gdzie podobno instalowało się sojusznicze dowództwo morskie.

***

- "Uwaga, mostek! Światła pozycyjne i dym w namiarze 023" - marynarz mający wachtę na skromnej platformie obserwacyjnej "Izzie" krzyknął do tuby głosowej, wcześniej upewniwszy się że nic mu się nie przywidziało, a obiekt pływający który dostrzegł w odległości 3000 jardów jest rzeczywisty.

- "Oświetlić!" - odkrzyknął pierwszy oficer i odwrócił się do wachtowego - "budź kapitana. maszyny jedna druga naprzód. kurs 030"

Snop światła z reflektora wydobył z mroku krępą, niską sylwetkę obładowanego transportowca w wojennym maskowaniu. Zaskoczona załoga - najwyraźniej nieprzyjacielskiego - niewielkiego statku biegała w losowych kierunkach po pokładzie bez wyraźnego celu. Na dziobie wycelowany w niebo szczerzył się pysk trzycalowej armaty. W końcu za pośrednictwem aldisa "Isabel" odebrała międzynarodowy kod oznaczający "WHAT SHIP".

- "Strzał przed dziób. Nadać: USS ISABEL. SURRENDER NOW. DONT USE RADIO"

Błyski aldisa nastąpiły zaraz po wystrzale własnej, trzycalowej dziobowej armaty. Pocisk 76,2mm wybuchł w wodzie około 60 metrów przed dziobem frachtowca. Japończycy mimo to nie dawali oznak biernej postawy - obsadzono jedyne działo, pokład zaś zaroił się od figurek ubranych w jasnobrązowe mundury - to transportowani żołnierze nie chcieli czy to umierać pod pokładem, czy tez przegapić bitwy.

-" Ognia z obu na własne namiary" - kapitan pojawił się na mostku i chwytając podaną mu lornetkę, jedną ręką zakładał kamizelkę przeciwodłamkową. - "Starczy tej kurtuazji, musimy mu napykać zanim eskorta się zorientuje"

Ale eskorty nie było. Pierwsze - po krótkim wstrzelaniu - celne trafienia z obu trójcalówek wznieciły niewielkie pożary, następne zaś wywołały sporą eksplozję - zapewne amunicji, gdyż w niebo wyrzuconych zostało w efektownym wybuchu kilkaset dymiących metalowych szczątków. W świetle reflektora widać było skaczących do wody żołnierzy oraz rzadkie rozbłyski ognia z dziobowej części statku przeciwnika - odpowiedzi ogniem, tyleż niecelnej co rzadkiej.

- "Zużycie?" - spytał Hansen
- "Sześć jednostek na działo, sir" - odpowiedź oficera kontroli ognia zadudniła na mostku w krótkiej chwili ciszy między wystrzałami.
- "Sporo" - skrzywił się. "Maszyny: 3/4 naprzód. Sternik: kurs 295, kontrola ognia: jeszcze trzy salwy i kończymy. Jemu już więcej nie zaszkodzimy, a sobie możemy."
-" Sir, są jeszcze dwa. Nadają coś kodem, słyszę dwa źródła" - dało się słyszeć z kabiny radzika
-" Tym bardziej zwijamy się. To pewnie eskorta"

***

Załoga "Isabel" nie zdawała sobie sprawy, że wiadomości o ataku na nieeskortowany konwój niedaleko MIri słucha radiowiec na krążowniku ciężkim "Chokai", który godzinę wcześniej zatopił na redzie pobliskiego Brunei wypełniony ropą tankowiec "British Lord", oraz idący mu na pomoc szybki stawiacz min "Thracian". Kapitan Chokai nakazał wysłanie w eter wiadomości SOS pochodzacej jakoby z "Thraciana", podawszy pozycję i informację o zatopieniu przez okręt podwodny. Nastepnie na krążowniku i jego osłonie zarządzono ciszę radiową. Zaś "Isabel" potweirdziła wiadomość, zmieniła kurs i zgodnie z prawem międzynarodowym i tradycją morską uznała za priorytet ratowanie rozbitków. Niestety, płynęła wprost w pułapkę.

***

Zaskoczeni celnym ogniem dział ośmio i pięciocalowych marynarze na "Isabel" nie mieli czasu oddać ani jednego celnego strzału. We wczesnych godzinach rannych "Chokai" i towarzyszące mu niszczyciele, otrzymujac dokładne dane artyleryjskie z wyrzuconego przez krążownik w powietrze wodnosamolotu Aichi E13A, z granicy widoczności zmieniły dzielny dozorowiec w płonący wrak. Po trafieniu z osmiocalowego działa głównej artylerii "Chokai", były motorowy jacht przekształcony na dozorowiec marynarki, poszedł pod wodę przełamawszy się aż na trzy części. Nie przeżył nikt.

Night Time Surface Combat, near Miri at 32,56
 
Japanese Ships
AP Hokuhi Maru, Shell hits 8,  on fire,  heavy damage
AP Iwaki Maru
AP Kaika Maru
 
Allied Ships
PG Isabel
 
Japanese ground losses:
192 casualties reported

Day Time Surface Combat, near Brunei at 33,56
 
Japanese Ships
CA Chokai
DD Shirakumo
DD Sagiri
 
Allied Ships
PG Isabel, Shell hits 8, and is sunk




Isabel walczy z desantem w Miri


Isabel zaraz po wybuchu wojny
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline Koki

  • +++++
  • Wiadomości: 5 069
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #1 dnia: 2009-04-21 (Wto), 06:30 »
WitP - lektura obowiązkowa

Offline pedro

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 4 154
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #2 dnia: 2009-04-21 (Wto), 12:25 »
Idziesz widzę w mikrohistorię, słusznie.

Offline zan

  • +++
  • Wiadomości: 2 747
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #3 dnia: 2009-04-21 (Wto), 13:07 »
wprawia mnie beztalencie literackie w zachwyt.

ze tez Ci sie kurwa chce to pisac durb, podziwiam

Offline Xtense

  • ಠ_ಠ
  • +++++
  • Wiadomości: 5 276
  • ಠ_ಠ
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #4 dnia: 2009-04-21 (Wto), 13:44 »
No przez takie właśnie mikrohistorie, raporty Durba są 348573647856347856 razy bardziej ciekawe niż te wypociny co tam robiłem drzewiej.

Accept a humble fanboy yelp as a token of gratitude.

*KWIIIIIII!* ^_^_^_^_^_^_^_^_^_^_^_^
"We are the music makers, and we are the dreamers of dreams. Wandering by the lone sea-breakers and sitting by the desolate streams." --Arthur O'Shaughnessy
18:08 - .Ald: nie mam czasu na takie rzeczy
B - Człowiek Który Miał Różowego iPoda

Offline sah

  • Administrator
  • ++++
  • Wiadomości: 3 834
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #5 dnia: 2009-04-21 (Wto), 14:08 »
^ próba racjonalizacji przerwanego raportu

Offline Xtense

  • ಠ_ಠ
  • +++++
  • Wiadomości: 5 276
  • ಠ_ಠ
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #6 dnia: 2009-04-21 (Wto), 15:00 »
E, po co mam racjonalizować, że mi się zwyczajnie odechciało, skoro wszyscy to wiedzą?
« Ostatnia zmiana: 2009-04-21 (Wto), 15:27 wysłana przez Xtense »
"We are the music makers, and we are the dreamers of dreams. Wandering by the lone sea-breakers and sitting by the desolate streams." --Arthur O'Shaughnessy
18:08 - .Ald: nie mam czasu na takie rzeczy
B - Człowiek Który Miał Różowego iPoda

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #7 dnia: 2009-04-22 (Śro), 20:57 »


Filipińskie lotnisko Zablan w manilskiej dzielnicy Quezon City z lotu ptaka przypominało rozkraczoną na kamieniu jaszczurkę wygrzewającą sie w ostrym grudniowym słońcu. Główne i zapasowe pasy startowe pokryte były kurzem pochodzacym z mozolnego zasypywania lejów po ostatnim nalocie. Japończycy metodycznie równali z ziemią wszystkie filipińskie lotniska wojskowe - jednak Manila i Clark Field były po prostu zbyt wielkie żeby skromnie załadowane bombami japońskie dwusilnikowe samoloty mogły skutecznie je uszkodzić. Jednak każdy nalot powodował zniszczenia składów paliwa i amunicji, infrastruktury lotnisk, składów zapasów - wreszcie zaś ubytki w sile żywej, których ze względu na blokadę Luzonu nie dało się już uzupełnić. Jedyne co mogli zrobić Filipińczycy to zasypywać dziury w pasach, umozliwiając tym samym start nielicznym sprawnym jeszcze myśliwcom.

Wojna obnażyła niedoskonałość tak sprzętu, jak i założeń strategicznych przyświecajacych opracowaniu doktryny użycia sił myśliwskich nad Filipinami. W końcu lat trzydziestych uznano, iż nieopancerzone samoloty japońskie zdolne sa tylko do nalotów nękających, ewnetualnie do bombardowań precyzyjnych. Nikt nie spodziewał się, że żółtki mają aż tyle samolotów i że zadanie jest dla nich często ważniejsze niż bezpieczny powrót do bazy. Kompletnym zaskoczeniem był także Mitsubishi A6M2 - Rei shiki Kanjō sentoki - znany szerzej jako ZERO lub ZEKE. Jego zwrotność, przede wszystkim zaś absurdalny kąt wznoszenia, pozwalał japońskim pilotom na ewolucje niedostępne dla innych konstrukcji dominujących nad polem walki roku 1941. Nie licząc Europy oczywiście.

Właśnie niedocenienie przeciwnika sprawiło, że oprócz latających na przestarzałym sprzęcie i operujacych z Clark Field Filipińczyków, nieba nad Manilą strzegły tylko dwie niepełne grupy myśliwskie: 1 i 17. Uszkodzenia bazy serwisowej, zawodność sprzętu (zwłaszcza podwozi samolotów Curtiss P-40E "Warhawk" oraz Curtiss P-40B "Tomahawk") zredukowały ilość samolotów obu grup które mogły być poderwane w powietrze w razie nalotu z 32 do 13. Trzy samoloty rezerwowano na wypadek nalotu kombinowanego, dlatego tez dnia 12 grudnia 1941 nieba nad Manilą mogło bronić tylko 10 maszyn mysliwskich: trzy "Tomahawki" oraz 7 "Warhawków"

***

Wbrew obiegowej opinii pilot myśliwski po usłyszeniu syreny alarmu nie biegnie niczym kot z pęcherzem do swojej maszyny, w biegu zakładając pilotkę i gogle. Wręcz przeciwnie - pierwsze miejsce gdzie udaje się kazdy pilot dyżurny jest sala odpraw. Tam każdy z nich dowiaduje się o kierunku, wysokości, przypuszczalnym składzie i celu rajdu, oraz o ostatniej odległości od lotniska. Wtedy dopiero piloci udają się (dostojnie i powoli - jakżeby inaczej) do maszyn, które jedna po drugiej niezbyt zgrabnie odrywają się od ziemi często jeszcze przysiadając, jakby w wyrazie protestu że ktoś każe im coś tak niemiłego jak start wyczyniać. Na wojnie nie ma pośpiechu, w dwa dni jeszcze nikt jej nie wygrał. Maksymę tę znali piloci na całym świecie, ale szczególnie poważnie traktowali ją "arystokraci" z 1 FG - nie dalej jak wczoraj dwóch z nich wychodząc w pięknym manewrze od słońca na czoło japońskiej formacji bombowej, zestrzeliło po "Zerze" - co jak okazało się po wojnie było pierwszym amerykańskim zwycięstwem powietrznym nad japońską maszyną mysliwską. To zdarzenie podniosło morale w całym korpusie filipińskim McArthura i wprowadziło pewną nonszalancję w zachowanie pilotów.

***

- "O kurwa..." - zaklął Jeff Bernstein, skrzydłowy dowódcy formacji przechwytującej USAAF.

Widok był rzeczywiście przerażający. Poniżej granicy chmur, kluczami po cztery maszyny, nad Manilę nadlatywało około stu japońskich bombowców G3M "Nell" i G4M1 "Betty". W osłonie formacji uwijało się kilkanaście do kilkudziesięciu "Zer".

- "Wchodzimy. Ross, spróbuj odciągnąć trochę myśliwców. Ja i Butch bierzemy dużych." - odezwał się w słuchawkach głos Matthew Hernandeza, Squad leadera skromnej dziewiątki przechwytujących maszyn.

Trzy "Warhawki" natychmiast nabrały wysokości, chcąc zasymulować chęć wejścia w nurkowanie i przelotu przez formację bombową. Takiego zagrożenia Japończycy nie mogli zignorować - momentalnie od formacji oderwało się kilka "Zer", rozpoczynając z amerykańskimi harcownikami zwykły taniec. Tymczasem pozostała siódemka myśliwców zbliżała się na lekkim wznoszeniu i podobnym kącie podjeścia do wrogich bombowców, których bezpośrednia eskorta - co dziwne - nie wykazywała ochoty na spotkanie jeszcze przed granicą zagrożenia dla ociężałych "Bettych" i "Nell".

- "Zachowują się dziwnie. Rozglądajcie się" - szczęknął do mikrofonu Hernandez

Z wielkiej chmury majestatycznie szybującej nad polem bitwy, bez ostrzeżenia, wyjąc silnikami produkowanymi przez firmę Nakajima wypadło siedem "Zer" i wykręciło w arcyciasnym zakręcie, lokując się w tylnej górnej półsferze Amerykanów. Widząc powodzenie pułapki ekskorta formacji bombowej dodała gazu i natarła na wziętych w ten sposób niejako w dwa ognie lotników USA.

Hernandez nakazał rozproszenie i odwrót, ale było już o wiele za późno.

Pierwsza z walki wypadła maszyna porucznika Lawna. Trafiona w ogon pociskiem 20 mm działka całkiem straciła sterowność i wpadłszy w korkociąg runęła w kierunku ziemi, pozostawiając jednak na niebie białą czaszę spadochronu. Po nim trafiony w zbiornik paliwa eksplodował samolot dowódcy, następnie zaś zestrzelone kolejno wszystkie maszyny amerykańskie. Uratowało się sześciu z dziesięciu pilotów.

Formacja japońska po rozprawieniu  się ze spodziewanym patrolem bojowym rozdzieliła się na dwee nierówne części - większość nadleciała nad lotnisko, zwalniając tam z zaczepów śmiercionośny ładunek bomb kruszących, zaś mniejsza grupa zaatakowała port, w którym kotwiczyły już tylko okręty niezdolne same wyjść w morze po gigantycznym nalocie z 7 grudnia. Bomby przeciwpancerne o wagomiarze 800kg i będące kiedyś pociskami do 14-calowych dział okrętowych, tym razem docierały do swoich ofiar z powietrza, a nie z wody. Zniszczony między innymi został jedyny suchy dok na Filipinach mogący pomieścić pancerniki - tzw. Dewey Dry.

***

Po klęsce z dnia 12 grudnia siedemnastą grupę myśliwską rozformowano, a jej piloci zostali przeniesieni do 1FG, która następnego dnia mogła wystawić do walki tylko 1 samolot P-40B "Tomahawk".




Hernandez ostrzeliwany

Day Air attack on Manila , at 43,52
 
Japanese aircraft
A6M2 Zero x 44
G3M Nell x 51
G4M1 Betty x 52
 
Allied aircraft
P-40B Tomahawk x 3
P-40E Warhawk x 7
 
Japanese aircraft losses
G3M Nell: 6 damaged
G4M1 Betty: 1 destroyed, 6 damaged
 
Allied aircraft losses
P-40B Tomahawk: 5 destroyed
P-40E Warhawk: 5 destroyed
 
Allied Ships
SS Sealion, Bomb hits 2,  on fire,  heavy damage
SS Perch, Bomb hits 1,  on fire,  heavy damage
PG Tulsa, Bomb hits 2,  on fire,  heavy damage
SS Skipjack, Bomb hits 1,  on fire,  heavy damage
AR Dewey Dry Dock, Bomb hits 1,  on fire,  heavy damage
 
 
Allied ground losses:
272 casualties reported
Guns lost 7
Vehicles lost 3
 
Airbase hits 4
Airbase supply hits 1
Runway hits 11
Port hits 1

Rezultat walki
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline zan

  • +++
  • Wiadomości: 2 747
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #8 dnia: 2009-04-22 (Śro), 22:01 »
po chuj masz i myslniki i cudzyslowia przy dialogu?

Offline Xtense

  • ಠ_ಠ
  • +++++
  • Wiadomości: 5 276
  • ಠ_ಠ
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #9 dnia: 2009-04-22 (Śro), 22:05 »
zan uczy durbana!
"We are the music makers, and we are the dreamers of dreams. Wandering by the lone sea-breakers and sitting by the desolate streams." --Arthur O'Shaughnessy
18:08 - .Ald: nie mam czasu na takie rzeczy
B - Człowiek Który Miał Różowego iPoda

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #10 dnia: 2009-04-22 (Śro), 22:09 »
zan: czytałeś kiedyś... książkę? może tam nie ma cudzysłowów ale myślniki są na bank! polecam, może być każda książka z dialogami! a w niektórych to nawet są cudzysłowy!!!!!!!!!!!
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline ignus

  • DKMiści
  • +++
  • Wiadomości: 2 488
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #11 dnia: 2009-04-22 (Śro), 22:12 »
cudzysłowy przy dialogach to raczej wiesz Durb... ANGIELSKIE KSIĄŻKI STYLE. więc zapewne o to chodziło!

Offline zan

  • +++
  • Wiadomości: 2 747
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #12 dnia: 2009-04-22 (Śro), 22:54 »
co, nie pasuje ze sie blad zrobilo?

Offline Xtense

  • ಠ_ಠ
  • +++++
  • Wiadomości: 5 276
  • ಠ_ಠ
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #13 dnia: 2009-04-22 (Śro), 22:55 »
<tu post Yisraela o kochankach Zachodu>
"We are the music makers, and we are the dreamers of dreams. Wandering by the lone sea-breakers and sitting by the desolate streams." --Arthur O'Shaughnessy
18:08 - .Ald: nie mam czasu na takie rzeczy
B - Człowiek Który Miał Różowego iPoda

Offline Kore

  • +++
  • Wiadomości: 2 367
  • Zdegustowany.
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #14 dnia: 2009-04-22 (Śro), 23:19 »
Jednak Durb to robi logi z pasją.

Offline Koki

  • +++++
  • Wiadomości: 5 069
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #15 dnia: 2009-04-23 (Czw), 06:37 »
No. Wziąść jakąś pomniejszą walkę która na ekranie rozstrzyga się w sztzszztzstzst dwie sekundy i napisać takie opowiadanie na dwie strony.

To jednak trzeba mieć duszę nerda

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #16 dnia: 2009-04-23 (Czw), 07:55 »
Ech Zan.

Dialogi w polskiej literaturze są od myślników. Od zawsze. I dobrze, bo widać gdzie jest dialog świetnie dzięki temu. Dialogi w zachodniej są DODATKOWO albo i nie dodatkowo czasem brane w cudzysłów. W tym samym celu. A to jest ekran komputera. Szare literki na szarym tle. Dialogów mało. Więc... Żeby nawet taki fan angielskich książek i przygód na morzu jak ty mógł się domyślić gdzie ktoś coś mówi - jest to i to. Naprawdę nie rozumiem - zamiast się przypierdolić do stylu, który jest mizerny co sam widzę, to taki Zan się przypierdoli do cudzych słów.

Pytam retorycznie: JAKIŻ MECHANIZM Z MROKÓW PSYCHIKI ZANA ZA TYM STOI????/
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline zan

  • +++
  • Wiadomości: 2 747
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #17 dnia: 2009-04-23 (Czw), 08:13 »
Mogę się mylić, ale przeczytawszy sporo książek w języku Szekspira i sir Francisa Drake'a stwierdzam, że nie widziałem jeszcze i myślnika i cudzych słów.

Ale masz rację, nie  będę tak się przypieprzał. Przepraszam :(

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #18 dnia: 2009-04-26 (Nie), 12:15 »


Starszy szeregowy William Butch obudził się z przemożnym przekonaniem, że dziś umrze.

Niby wszystko było tak samo - zmiennik obudził go o czwartej rano, a Butch wstał i wlokąc się powoli w kierunku swojego posterunku w okopie otaczającym stanowisko 6 calowego działa obrony wybrzeża, chlapiąc wodą z manierki na ręce i twarz, chcąc odpędzić resztki snu. Jednak coś wisiało w powietrzu - mimo że Japończycy byli jeszcze daleko, nie było słychać śmiechów, głośnych przekleństw, nikt nie gwizdał ani nie śpiewał. Ludzie albo mruczeli albo szeptali. A Butch zaczął coraz bardziej się niepokoić.

Nie to, żeby ofensywa jpońska była jakimś zaskoczeniem - co to to nie. Od kilku dni wiadomo było, że wróg pokonuje w bardzo szybkim tempie kilometry dróg wdłuż wybrzeża Półwyspu Malajskiego nie tylko transportem zmotoryzowanym, ale także... rowerami. Ta taktyka pozwalała na jako takie nadążanie za czołgami, dzięki czemu Japończycy zajęli Alor Star o tydzień wcześniej niż wynikało z planu obrony Malajów, a teraz stali już o krok od miasta Georgetown -a tym samym od Fortu Penang, w którego obsadzie służył strzelec erkaemu Billy Butch. A jemu żółty blitzkrieg wcale sie nie podobał. Na ewakuację fortu nie było co liczyć - bombowce nurkujące żółtków obrzucały wściekle bombami nawet pływające po oceanie miednice, co dopiero oczekiwać jakiegoś porządnego transportowca. Dobrze, że choć droga lądowa w kierunku niezdobytej twierdzy Singapur była otwarta.

Butch przejął kaem, przywitał się z amunicyjnym Phillipsem i zaczął rozglądać się po przedpolu i ku górze, tam gdzie zwykle szczerzył zęby dział w kierunku morza bunkier fortu nr 7. Z ciekawością zauważył, że przez noc jakimś cudem (prawdopodobnie uzywając miejscowych tragarzy jako siły roboczej) obrócono działo nazywane przez obsługę "Ann" - teraz jego sześciocalowy pysk wystawał z drzwi do bunkra, celując w kierunku prawdopodobnego nadejścia Japończyków. Obsługa wbijała mocujące pale, a hinduscy robotnicy układali osłonę z worków z piaskiem. Butch trochę poweselał - co jak co, ale mieć za plecami takie wspracie ogniowe to dobra rzecz.

***

- "Celownik plus dwa, lewo jeden!"
- "Jest celownik plus dwa, lewo jeden."
- "Ognia za dziesięć!" - rozmowa w bunkrze z konieczności była krótka - pełno w nim było dymu i pary od wylewanych na lufę działa wiader wody - mimo chęci nie udało się przystosować chłodzenia ani wentylacji do nowego ustawienia działa, nieprzewidzianego przez plany fortu.

-"Ogień za pięć!" - ryknął jeden z żołnierzy obsługi działa wyznaczony do tego zadania ze względu na mocny głos.

Wszyscy żołnierze osłony (w tym Butch) szybko porzucili broń i zasłonili uszy obiema rękami. Przy pierwszym wystrzale większość tego nie zrobiła - dwóch od razu zemdlało, jednemu poszła krew z uszu, a wszyscy z najbliższej działu drużyny chwilowo ogłuchli. Teraz, przy strzale numer siedemnaście każdy dbał o siebie jak mógł.

Działo błysnęło, buchnęło płomieniem i cofnęło lufę na oporopowrotnik. Pocisk przemknął nad stanowiskami żołnierzy z odsłony fortu, gwizdnął nad okopanymi hinduskimi rekrutami z szóstej brygady i uderzył prosto w ruinę zabudowania gospodarczego dwa kilometry dalej, skąd według obserwacji walił japoński moźdierz. Z drewnianej chatynki nie zostało wiele, jednak rezultatu ognia nie dało się ocenić z powodu odległości.

Działo "Ann" wciąż strzelało, niezagrożone kontrakcją - japończycy w dwóch kontrbateriach mieli prawdopodobnie tylko działa 75mm, a tych pociski nie donosiły, bądź jeśli już trafiły w obszar fortu nr 7 - nie wyrzadzały wielkich zniszczeń.

Do godziny trzeciej po południu obrona Penang wydawała się całkiem sensowna, a cała wyspa możliwa do utrzymania. Mimo zaangażowanych dwóch dywizji wroga, pozycje na grobli prowadzącej z kontynentu trzymały się mocno.

***

- "Czołgi, sir! Przeprawili się na wyspę! Przełamanie między 17 a 10 pułkiem hinduskim, nacierają na tyły piętnastej brygady!" - krzyknął radiotelegrafista w kwaterze brygadiera C.A. Lyona

-"Nadać do szóstej brygady: wycofywać się w kierunku zapasowej grobli, zostawić grupę osłonową przy głównej grobli. Nadać do piętnastej: wycofywać się w kierunku zapasowej grobli"

- "Uciekamy? A co z fortem i pułkiem p-lot?" - spytał cicho major Sztabowy Russel-Smith
- "Ja im już nie pomogę. Skurwiele, musieli przepłynąć jakimiś barkami. Lepiej zostawić fort w osłonie odwrotu niż zmarnować cały korpus. Biorę odpowiedzialność" - odpowiedział głucho Lyon.

***

Ucieczka dwóch hinduskich brygad przed pewnym okrążeniem pozostawiła na lewym skrzydle odcięty fort Penang, który po trzech godzinach walki skapitulował z powodu braku amunicji większego kalibru niż naboje karabinowe. Japońska piąta dywizja walcząca bezpośrednio z załogą fortu straciła około trzystu żołnierzy, kilka dział i moździerzy oraz jedną tankietkę z zamontowanym kaemem T92.

Zaraz po kapitulacji oddzielono Brytyjczyków i Kanadyjczyków od Hindusów i Malajów - tych ostatnich zabrano w niewiadomym kierunku, bardzo słabo strzeżonych. Tych pierwszych zaś zamknięto w ich własnych koszarach, w międzyczasie upychając w nich także innych białych jeńców wziętych w całej okolicy, także ludność cywilną i urzędników. W nocy do każdego z budynków weszło kilku Japończyków. Pokrzykując, wyprowadzali Anglików na zewnątrz, ustawiali pod murowaną ścianą i rozstrzeliwali. W ten sposób zginęło 1056 żołnierzy i oficerów oraz ok. 500 cywilów. Ten incydent w zachodnich źródłach zwykło się po wojnie określać jako "The Penang Massacre"

Starszy szeregowy William Butch znajdował się pośród zastrzelonych. O jego losie rodzina w Anglii dowiedziała się dopiero w 1947 roku, gdy opublikowano listę strat kampanii malajskiej.



Moment kapitulacji fortu

Ground combat at Georgetown
 
Japanese Shock attack
 
Attacking force 44910 troops, 173 guns, 117 vehicles, Assault Value = 981
 
Defending force 12857 troops, 79 guns, 0 vehicles, Assault Value = 161
 
Japanese max assault: 2046 - adjusted assault: 1986
 
Allied max defense: 139 - adjusted defense: 149
 
Japanese assault odds: 13 to 1 (fort level 3)
 
Japanese forces CAPTURE Georgetown base !!!
 
 
Japanese ground losses:
1900 casualties reported
Guns lost 13
Vehicles lost 2
 
Allied ground losses:
2857 casualties reported
Guns lost 27
 
 
Defeated Allied Units Retreating!

Wynik walki
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline Einnar

  • voidhead
  • DKMiści
  • ++
  • Wiadomości: 1 885
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #19 dnia: 2009-04-26 (Nie), 12:36 »
Fajnie by było jakbyś od czasu do czasu wrzucił też jakiś pogląd na globalną sytuację strategiczną (mocne baty zbierasz, czy raczej do przodu?).

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #20 dnia: 2009-04-26 (Nie), 13:49 »
Cześć Daniel! Wrzucę dziś, jak dostanę turę. W skrócie - baty są, ale strategicznych faili nie ma wiele
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #21 dnia: 2009-04-26 (Nie), 23:02 »


Obiecana sytuacja strategiczna w najwazniejszych rejonach:



BORNEO:



 - wróg wylądował w Kuchingu (lewo góra) i napotkał moje zmyślne pole minowe - inwazja jest świetne przygotowana (jak każda tego przeciwnika), więc zawiera sporo trałowców. Mimo to na minę wpadła najbardziej chyba fajna zdobycz, czyli APD - ten skurwysyn ma dwie OŚMIOKROTNE wyrzutnie bomb głębinowych, więc rozjebuje moje suby samą siłą spokoju. A tak o jednego chuja mniej. Lotnictwo raczej tylko nęka - inwazja ma osłonę lotniczą zer i claude'ów.

 - pancernik Prince of Wales (KSIONŻE WALENI) stacjonuje w Balikpapanie (dół). Na razie go nie wykryto, ma nadzieję przechwycić inwazję na rejon Samarinda - Balikpapan kiedy ta się wydarzy. Japońskie okręty na prawo od Tarakanu nie mogą się zdecydować - zatopiły mi Boise i chyba wracają, inwazja na Tarakan na razie niet.

CHINY:



 - Hong Kong przeżywa codzienne bombardowania ciężkimi działami, ale nie było jeszcze szturmu. Oszczędza, psiamać. Myślę że jeden szturm starczy. Albo dwa.
 - Wróg zbiera się w rejonie Szanghaju - w sumie mój zwiad naliczył 16 wielkich jednostek. pewnie ruszą na Wenchow a potem dalej na lewo, na Changshę docelowo. To tam ich spotkamy.
 - Japońce opuścili Ichang, zostawiając tam tylko oddział piechoty morskiej "Yangtze". W takim razie moje korpusy z lasu wyjdą i to zdobędą. Kiedyś. Na razie trzeba utrzymać drogę do Ichangu - tam następuje niebezpieczna komasacja! nie wiem czy to się uda, zodbywcy idą b. wolno.
 - generalnie na razie jest miszmasz - front ustabilizuje się niedługo, poznamy kierunki japońskiej ofensywy etc etc.

NOWA GWINEA I OKOLICE



 - tu dziwna cisza. Zajęli żółtki W-y Admiralicji, ale na Rabaul nie ma ataku na razie. Więc wzmocniłem go Australijczykami z 22 (chyba) Independent Coy, którzy wcześniej stacjonowali w niemożliwym do utrzymania Kaviengu. mam też w Rabaulu 2 lekkie krążowniki - inwazji nie zatrzymają, ale zaangażują wroga i może go troszkę poszczerbią.
 - to co zbliża się do Thursday Island to przetrwalniki filipińskiego pułku - wzmocnią obronę tej kluczowej wyspy, unikając zagłady macierzystej armii
 - Moresby na razie kwiczy - nie mam w Australii ani pół prawdziwego myśliwca oprócz Port Darwin.

WAKE I MIDWAY:



 - idzie w końcu inwazja na Wake. Późno idzie, ale w dużej sile (elementy lotniskowcowe też idą. W międzyczasie zdążyłem dowieźć na wyspę 90% trzeciego batalionu obrony wybrzeża marines. Mają chłopcy działa 155mm - powinni więc poszczerbić wrogi desant. Nie łudzę się - obronić się nie obronią, ale drogo sprzedadzą skórę.
 - Z Pearl wyszły Saratoga i Lexington. Popłyną na Midway, tam zatankują i poczekają na rozwój sytuacji. Jestem gotów je poświęcić, gdyby to miało sprawić że zatopię lub ciężko uszkodzę jakikolwiek element Kido Buitai. Enterprise jest w drodze do Australii - moze zdąży przed ofensywą na Rabaul?

STRATY MORSKIE wg punktów zwycięstwa (vp):




Dla nie-nerdów:

CA - ciężki krążownik
CL - lekki krążownik
DD - niszczyciel
SS - okręt podwodny
MSW - trałowiec
PG - kanonierka
TK - tankowiec
AP - transportowiec wojska
AK - transportowiec zaopatrzenia
AV - baza wodnosamolotów, transportowiec lotniczy
DM - destroyer minelayer (szybki stawiacz min)

Jak widać nie straciłem żadnego pancernika ani - broń Boże - lotniskowca. Gro moich strat w wielkich okrętach to szybki transport w/w 3 batalionu obrony wybrzeża na Wake - zmacało mnie wtedy Kido niecnie i rezultaty jak widać. Ale nie jestem złej myśli.

W następnym analizatorze - Birma (na razie cicho), hawaje & USA, Aleuty oraz Indie!
« Ostatnia zmiana: 2009-04-26 (Nie), 23:04 wysłana przez Durbik »
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #22 dnia: 2009-05-04 (Pon), 23:55 »


Niebo nad Andamanami już drugi dzień było całkowicie czyste, pozbawione chocby jednego nędznego cumulusa. Niestety. Każdy z marynarzy byłego liniowca Far East Service - obecnie krążownika pomocniczego Marynarki Jego Królewskiej Mości "Corfu" oddałby dwa żołdy - a, niech będzie, nawet dzień przepustki - za troche tropikalnej ulewy, najlepiej burzy z piorunami. Bo dla Corfu i osłanianych przez niego statków konwoju TB-04, największym wrogiem były samoloty dalekiego zasięgu G3M "Nell" startujące z kontynentu. Dzień wcześniej udało się odeprzeć bez strat nalot trzynastu takich samolotów, lecz dziś Japończycy wiedzieli już dobrze, że nieba nad konwojem nie strzegą żadne myśliwce. Obiecane "Buffalo" z Birmy jeszcze nie dotarły, zresztą lotnisko w Port Blair, gorączkowo rozbudowywanie przez Anglików i uciekinierów z holenderskiego Borneo, nie mogło na razie sprostać potrzebom nawet najmniejszej grupy myśliwskiej. Marynarce handlowej i wojennej pozostawała więc tylko broń przeciwlotnicza, bierna obrona i modlitwa.

Komodor konwoju, Ruskins, od początku był sceptyczny wobec pomysłu wysyłania szybkiego konwoju do Port Blair. W raporcie sporządzonym po objęciu dowództwa na potrzeby dowództwa Royal Navy na Cejlonie wskazywał, iż nieosłaniany z powietrza konwój musi zostać zdziesiątkowany przez Japończyków, posiadających na zdobytym lotnisku w Victoria Point odpowiedni zapas torped i bomb (o czym przekonali się uciekinierzy z Malajów aż nazbyt dokładnie). Jego uwagi zostały przez zastępcę drugiego Lorda Admiralicji "przyjęte do wiadomości", a w rozmowie z bezpośrednim przełożonym oznajmiono Ruskinsowi iż znaczenie dostarczenia na Wielki Andaman 3 Pułku Karabinierów, oraz zaopatrzenia na trzy miesiące wojny - jest nie do przecenienia. W dowództwie panowała psychoza japońskich ataków powietrznodesantowych. Pod wpływem majowych wydarzeń na Krecie, Brytyjczycy opracowali strategię obrony przed tego typu operacjami - jej głównym założeniem była mobilność własnych jednostek oraz posiadanie dużego odwodu w centrum obszaru operacyjnego. Trzeci Pułk Karabinierów spełniał pierwszy warunek - była to jednostka pancerno - motorowa, świetnie nadająca się do niszczenia izolowanych punktów obrony nieprzyjaciela - pozbawionego siłą rzeczy skutecznej obrony przeciwpancernej.

"Wszystko to pięknie" - myślał Ruskins - "ale dlaczego do cholery nie dadzą mi nawet pół prawdziwego krążownika?"

Odpowiedź była oczywista - bo były potrzebne gdzie indziej. Konwój TB-04 oprócz "Corfu" (wypełniającego oczywiście także zadania transportowe) osłaniany był przez jeden ścigacz okrętów podwodnych i jeden dozorowiec. Śmiesznie mało jak na dziesięć szybkich transportowców. Na Atlantyku dostaliby co najmniej pięć korwet, a tak... Mieli dwie sześciocalówki na "Corfu". Dobrze że walka z siłami nawodnymi przeciwnika na tym akwenie była jeszcze niezbyt prawdowpodobna.

Samoloty przeciwnie. Była oczywiście szansa że prześlizną się niezauważeni. Upadła, gdy ścigacz "Thyme" wykrył i zaatakował w nocy z 17 na 18 grudnia japoński okręt podwodny snujący się w okolicach tyłów konwoju. Japończyk uciekł i z całą pewnością nadał na kontynent pozycję i liczbę zaobserwowanych statków. W międzyczasie TB-04 rozpoczął rozładunek, w pierwszej kolejności przzerzucając na ląd żołnierzy i czołgi. Wszyscy obserowali przy tym zajęciu niebo i oczywiście doczekali się. Pierwszy atak dnia 18 grudnia był nieudany (zestrzelono jeden nieprzyjacielski samolot i dwa prawdopodobnie), jednak dzień później żołtki wiedziały, że nie muszą być tak ostrożni - myśliwców nie było.

I rzeczywiście - około godziny 7.30 od wschodu, wraz z wschodzącym słońcem nad oczekujące wciąż w kolejce na rozładunek zaopatrzenia statki konwoju nadleciało 22 bombowce "Nell" w asyście kilkunastu myśliwców Ki-43-Ib "Hayabusa", przez aliantów okrełsanych jako "Oscar". Myśliwce nie napotkawszy oporu zaczęły krążyć dwa tysiące stóp nad obiektem ataku, natomiast topedowce opusciły się na dwieście stóp i jak na ćwiczeniach zaczęły zrzucać torpedy w taki sposób, aby jedną zmianą kierunku nie dało się wyminąć wszystkich. Ta taktyka nazwywała się "Młot i Kowadło" i była straszliwie skuteczna wobec wolno manewrujących celów.

"Corfu" grzmiał ze swoich 4 i 3 calowych dział p-lot do nisko lecących Japończyków. Wtórowały mu przeciwlotnicze Browningi i Vickersy innych statków konwoju. Jednak mimo zaobserwowania pewnych uszkodzeń u przeciwnika, torpedy typ 91 zaczęły eksplodować w burtach  transportowców.

Jedną torpedę zainkasował "Shinai", chłodnicowiec pływający pod chińską banderą. Przechył nie był duży, jednak pożar miał się tlić na nim jeszcze przez dwa dni. Najbardziej ucierpiał drugi z Chińczyków, statek amunicyjny "Tai Sang". Dwie torpedy spowodowały wybuch pocisków 37mm w ładowni nr 4, w tak powstałą wyrwę szerokości kilku metrów zaczęła tonami wlewać się woda. Mimo tego załoga nadała na okręt komodora, że jest w stanie utrzymać kotły pod parą i wyciągnąć z nieszczęsnego statku trzy węzły. Brytyjczyk "Empire Hawk" przewożący produkty sypkie - mąkę, kaszę, kukurydzę i proso - otrzymał trafienia trzema torpedami. Zniszczenia systemów statku nie były wielkie, ale przechył groził utratą kontroli nad zalewaniem przedziałów w każdej chwili. Jedną torpedę dostał także Norweg "Kongsdal" - pusty masowiec stojący na redzie. Tu uszkodzenia były najmniejsze, energię wybuchu przyjęły puste ładownie.

Celem ostatniej czwórki japońskich "Nell" stał się sam "Corfu". Przekształcony w okręt wojenny ze spokojnego liniowca sródziemnomorskiego, nie był przecież jako wojenny budowany. Nie miał więc opancerzenia, sprężystych, wodoszczelnych grodzi ani bąbli przeciwtorpedowych. Nie był też na tyle szybki, aby wyminąć aż cztery podwodne pociski mknące w kierunku jego burt z prędkością 48 węzłów. Dwa trafienia - w śródokręcie oraz w część dziobową wstrząsnęły dzielnym krążownikiem pomocniczym.

Jednak 450mm głowice bojowe zawierające tylko 204 kilogramy ładunku wybuchowego to nie długie lance. Zdolne były do prucia burt, powodowania przechyłów i pożarów - mimo to zatopienie przy pomocy tylko dwóch z nich sporego liniowca było prawie niemożliwe. "Corfu" oklapł na lewą burtę dość znacznie - mimo to pożary w jego wnętrzu nie groziły eksplozją transportowanej amunicji, a drużyny przeciwawaryjne ropoczęły prowizoryczne kontr-zalewanie oraz odcinanie suchych pomieszczeń.

Żaden ze statków konwoju nie został zatopiony podczas ataku ani dnia następnego. Jednak utracono 93 ludzi i tony materiału wojennego. Nazajutrz konwój został rozformowany - nieuszkodzone statki dały całą naprzód do Trincomalee na Cejlonie, za nimi z taką prędkością na jaką było ich stać podążali "kalecy".

W dowództwie floty uznano zadanie konwoju TB-04 za wykonane. Jednak straty jakie poniesiono zaowocowały w przyszłości zmianą strategii formowania konwojów - odtąd obrona przeciwlotnicza miała być organizowana w oparciu o szybkie okręty wojenne z szybkostrzelnymi działami p-lot, wyposażone specjalnie do tego celu. Alianckie dowództwo nauczyło się, że japońska torpeda zrzucana z powietrza to skuteczna broń - i adaptowało się do tej wiedzy.

Day Air attack on TF, near Port Blair at 23,34
 
Japanese aircraft
G3M Nell x 22
Ki-43-Ib Oscar x 12
 
Japanese aircraft losses
G3M Nell: 10 damaged
 
Allied Ships
AK Ngow Hok
PC Pansy
AK Empire Hawk, Torpedo hits 1,  on fire,  heavy damage
AK Kongsdal, Torpedo hits 1
AK Tai Sang, Torpedo hits 2,  on fire,  heavy damage
AK Shinai, Torpedo hits 1,  on fire
AP Corfu, Torpedo hits 2,  on fire,  heavy damage
AK Herstein


Konwój po ataku. 3 kolumny uszkodzeń: systemy, przechyły/zalewanie, pożary


Torpeda w śródokręcie
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #23 dnia: 2009-05-10 (Nie), 22:23 »


-=== R A P O R T ===-

Klauzula: ŚCIŚLE TAJNE

wersja: skrócona

do: Commander In Chief South Pacific Area (CINCSPAC) Vice-Admirał Robert L. Ghormley

sporządził: Robert E. Dramm, Chief of Staff South Pacific Area (COSSPAC)

dotyczy: operacja TRIANGLE


W ramach pierwszej ofensywnej operacji z udziałem sił powietrzno-morskich skierowanej przeciw Japończykom, dowództwo południowego Pacyfiku oddelegowało do wykonania operacji TRIANGLE lotniskowce: Enterprise (CV-6) i Lexington (CV-2) - łącznie z 180 samolotami na pokładach, krążownik ciężki Salt Lake City, oraz 11 niszczycieli. Flota ta wyruszyła z wyspy MIdway dnia 18 grudnia 1941 roku. Dowódca: Vice-Admirał Spruance.

Cele operacji:

1. Zaburzenie japońskich działań ofensywnych i transportu w rejonie Rabaul - Nowa Gwinea - Palau - Truk.
2. Skompletowanie w Rockhampton (Australia) zespołu lotniskowcowego Lexington - Saratoga (Saratoga osiągnęła port Rockhampton drogą południową już dnia 14 grudnia)
3. Odciągnięcie sił powietrzno-morskich wroga od osłony inwazji w Holenderskich Indiach Wschodnich.



Około 400 mil na zachód od wyspy Wake, od głownych sił odłączył się krążownik ciężki Salt Lake City ( dowódca: kapitan Ellis W. Zacharias) w asysćie trzech niszczycieli, z zadaniem zniszczenia operującego w pobliżu wyspy wrogiego zespołu ZOP. 22 grudnia zespół wydzielony napotkał zamiast rzeczonego zespołu ZOP konwój z zaopatrzeniem. W walce nocnej zatopiono dwa transportowce na pewno, dwa ciężko uszkodzono, jeden uszkodzono nieznacznie. Strat własnych brak. Podczas drogi powrotnej na Midway niszczyciel Fanning otrzymał trafienie torpedą z okrętu podwodnego nieprzyjaciela, jednak okręt mimo ciężkich uszkodzeń utrzymał parę i o własnych siłach skierował się ku bazie w Pearl.



Po sześciu dniach przemieszczania się z połową maksymalnej prędkości w celu uniknięcia wykrycia przez wodnosamoloty wroga [patrz: "I"], zespół lotniskowcowy osiągnał punkt oddalony o 215 mil na wschód od atolu Truk. Nad ranem 24 grudnia wyrzucono w powietrze rozpoznanie lotnicze, które wykryło na redzie portu w Truk intensywny ruch transportowy wroga (ok. 35 - 40 statków). O godzinie 12:35 oba lotniskowce wyrzuciły w powietrze 122 samoloty, uzbrojone w bomby o wagomiarze 1000 i 500 funtów. Obrony myśliwskiej na Truk nie stwierdzono. Załogi zameldowały o następujących stratach nieprzyjaciela: dwa transportowce piechoty i jeden transportowiec cargo zatopione, cztery statki ciężko uszkodzone, jeden uszkodzony lekko. Straty własne: dwa SBD-3 Dauntless od ognia p-lot.

W godzinach popołudniowych 80 mil od zespołu wykryto chłodnicowiec w asyście dozorowca. Nad cel nadleciało 12 bombówców torpedowych, jednak dzięki wzorowemu manewrowaniu, przeciwnik otrzymał tylko jedno trafienie. Akcji nie ponawiano ze względu na niewielką atrakcyjność celu.



W dniu 25 grudnia zespół podzielił się następująco: Enterprise i 4 niszczyciele (IIa) jako zespół gorzej zaopatrzony w paliwo, zawrócił w kierunku Midway. Zespół: Lexington oraz 3 niszczyciele podążał w kierunku na port w Rabaul. Drugi ze wspomnianych zespołów (d-ca: vice-admirał Schaff - IIb) mimo złej pogody wyrzucił w powietrze 16 bombowców nurkujących, które napotkawszy 60 mil na południe od Truk samotny statek handlowy wroga, trafiły go jedną bombą 500-funtową, uszkadzając cel w stopniu średnim.

W dniu 26 grudnia niezidentyfikowane lotniskowcowe siły wroga znajdujące się przypuszczalnie na kierunku NNW zatopiły Enterprise, tracąc kilkanaście samolotów (patrz: X). Główną przyczyną tego fatalnego zdarzenia była niewielka ilość paliwa która dysponował lotniskowiec - większość została zużyta na manewrowanie dnia poprzedniego. Siły wroga składały się z około 40 bombowców nurkujących Aichi "Val" oraz trzydziestu nakajima "Kate". Ataki wszystkich  skupiły się na Eterprise, który łącznie otrzymał trafienia 16 bombami 250kg oraz 7 torpedami.

Wnioski:

1. Dalekosiężne cele strategiczne wymienione we wstępie udało się zrealizować. Poniesiono jednak dotkliwą porażkę taktyczną.

2. Wyszkolenie załóg bombowych jest niedostateczne. Wyniki bombardowań okazały się niezadowalające. Sugestie: należy wdrożyć program treningowy skoordynowanych nalotów typu "nożyce" - przeciwnik stosuje tę taktykę z powodzeniem od początku wojny.

3. Zaopatrzenie w paliwo podczas przyszłych operacji winno uwzględniać trzykrotność założonego maksimum. Praktyka operacyjna pokazała, iż manewry bojowe wyczerpują zapasy paliwa w sposób nieuwzględniony w przedwojennych analizach.

4. W ocenie sporządzającego raport mimo utraty Enterprise, udało się stworzyć zagrożenie dla przeciwnika na wodach do tej pory uważanych przezeń za bezpieczne (brak osłony lotniczej). Operacja TRIANGLE zmusi wroga do rozczłonkowania sił powietrznomorskich oraz lotniczych bazujących na lądzie.Obecność lotniskowców na morzu Bismarcka spowolni zaś postęp wrgoa na linii Nowa Gwinea - Rabaul.
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline Koki

  • +++++
  • Wiadomości: 5 069
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #24 dnia: 2009-05-11 (Pon), 06:55 »
:salute:

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #25 dnia: 2009-05-19 (Wto), 13:32 »


***

Każdy kto stał kiedykolwiek na warcie wie dobrze, że godziny od drugiej do czwartej rano to największy horror dla wartownika - jest ciemno, zimno, spać się chce bardziej niż kiedykolwiek... Jeśli jeszcze warta pełniona jest na obiekcie który jak do tej pory był całkowicie spokojny, a wojna rozgrywa się gdzieś daleko i zdaje się nie dotyczyć warty osobiście - nic dziwnego, że zawodzi.

***

A tej nocy zawiodło w Australijskim Port Darwin wszystko. Radar ewakuowanej z Filipin jednostki inżynieryjnej US Navy był bezużyteczny bez nowego zestawu lamp, który znajdował się w tej chwili na niszczycielu gdzieś w okolicach Fidżi. Nocne loty patrolowe zawieszono ze względu na koszmarną pogodę - styczeń u wybrzeży północnej Australii potrafi być niesamowicie burzowy. Obserwatorzy baterii nadbrzeżnej Emery Point mimo posiadania silnych reflektorów i doskonałego sprzętu optycznego nie widzieli dalej niż 300 - 400 metrów w głąb oceanu. Wystarczająco na wszczęcie alarmu w razie próby desantu - rozpaczliwie niewystarczająco dla odparcia rajdu.

***

25000 jardów od linii brzegowej, 2000 jardów poza zasięgiem dział z Emery Point, niczym duchy wyłoniły się z mgły najpierw masywne, imponujące nadbudówki, które miały przypominać i przypominały wielkie pagody, następnie zaś szare cielska pancerników Fuso i Yamashiro, weteranów pamiętających jeszcze pościg za Maximilianem von Spee podczas pierwszej wojny światowej. Eskortowane przez liczne niszczyciele i wspierane przez ciężki krążownik Kako, okręty zajęły pozycje namiarowe i o godzinie 3:46 rozpoczęły dokładny i zaplanowany ogień według wskazań doskonałej mapy Port Darwin, zakupionej przez ambasadę japońską jeszcze przed wojną na wolnym rynku.

***

PIerwszy czternastocalowy pocisk wrył się z pełnym impetem w plac apelowy w koszarach batalionu obrony wybrzeża Armii Australijskiej. Wadliwy zapalnik nie zadziałał i niewypał utkwił w tym miejscu na dobre. Po wojnie wokół niego zbudowano akademię oficerską marynarki wojennej - przypominał o tragicznych wydarzeniach nocy 5 stycznia wszystkim kadetom, którzy kiedykolwiek postawili nogę w Shell Garden, niewielkiej plamie zieleni pośród betonowych zabudowań akademii.

***

Kolejne pociski nie były już takie łaskawe. Z upiornym dźwiękiem pociągu ekspresowego nad koszary nadleciało w sumie 52 granaty kalibru 356mm. Budynki wzniesione z lekkiej cegły i wspierane drewnianymi belkami waliły się nawet nie jak domki z kart - przypominało to raczej skomplikowany układ stworzony z kostek domina, któremu wystarczy tchnienie aby uległ zniszczeniu. W gruzach koszar poległy setki żołnierzy, pracowników wojska oraz nieliczni znajdujący się tam cywile. Kto nie umarł od razu, udusił się w szczątkach budynków zawalonych od ognia czy wstrząsów wywołanych bliskimi eksplozjami.

***

Jednak głównym celem rajdu było lotnisko, z którego w ostatnich dniach startowały ustawicznie alianckie bombowce, aby nękać siły inwazyjne Japończyków zajmujące Timor. Doskonale wstrzelane w pas startowy i zabudowania lotniska japońskie pancerniki zużyły po 5 jednostek ognia do głównych baterii właśnie na niszczenie największego atutu aliantów w regionie. Szrapnele przebijały bezlitośnie powierzchnie płatów skrzydeł wielkich bombowców B-17, popieliły ewakowane tu holenderskie myśliwce i australijskie myśliwsko - bombowe Wirrawaye, dewastowały wreszcie hangary, które były wypełnione amunicją, częściami zamiennymi i stanowiskami obsługi. Jeden z pocisków wielkiego kalibru zerwał pokrywę z podziemnego zbiornika benzyny lotniczej - ze względu na wielką powierzchnię spalania nie nastapił wybuch, jednak słup ognia i dymu było widać z bardzo daleka przez trzy dni. Pas startowy nad ranem przypominał slalom z przeszkodami, a zdolny do startu był tylko jeden holenderski myśliwiec, który szczęśliwie w nocy przechodził przegląd na lotnisku pomocniczym.

***

Krążownik Kako realizował cel dugorzędny - ostrzał portu. Japończycy zdawali sobie sprawę, że przy pirsach Port Darwin znajduje się amerykańsko - australijsko - filipińsko - holenderska zbieranina okrętów, prowadząca ewakuację ludzi i sprzętu z odciętych garnizonów w Holenderskich Indiach Wschodnich. Dlatego sześć ośmiocalowych dział Kako nie mogło narzekać na brak celów. Mimo ostrzału na ślepo udało się Japończykom uszkodzić kilka statków handlowych oraz bazę wodnosamolotów, a także ciężko uszkodzić transportowiec Mayon, którego pokład wypełniony był amunicją 20mm, co spowodowało spektakularne fajerwerki i oświetlenie całego portu szybko migającą feerią barw.

***

O godzinie 4.15 ogień japoński ucichł, a pancerniki nabierając prędkości zawróciły na północ. Nad Darwin szalały pożary, gdzieniegdzie słychać było przytłumione eksplozje. Był to pierwszy w tej wonie atak na kontynent australijski - jak trafnie ujął korespondent Sydney Morning Herald w komentarzu redakcyjnym - od piątego stycznia Australijczycy mieli prawo uważać, że wojna stała się prawdziwie światowa.

Naval bombardment of Darwin, at 36,84
 
 
Allied aircraft
no flights
 
 
Allied aircraft losses
Hudson I: 1 destroyed
B-17E Fortress: 1 destroyed
Wirraway: 2 destroyed
B-17D Fortress: 1 destroyed
Brewster 339D: 2 destroyed
 
Japanese Ships
CA Kako
BB Yamashiro
BB Fuso
 
Allied Ships
TK George G Henry, Shell hits 1
AK Tasman, Shell hits 1,  on fire
AK Mayon, Shell hits 1,  on fire,  heavy damage
AVD Arend, Shell hits 1
AK Barossa, Shell hits 1,  on fire
 
 
Allied ground losses:
1972 casualties reported
Guns lost 46
Vehicles lost 4
 
Airbase hits 3
Airbase supply hits 2
Runway hits 22
Port hits 1
« Ostatnia zmiana: 2009-05-19 (Wto), 13:35 wysłana przez Durbik »
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #26 dnia: 2009-05-28 (Czw), 15:23 »


Czas na uzupełnienie AARa o sytuację strategiczną na dzień 19 stycznia 1942 roku:

BIRMA:



Wróg zrezygnował z atakowania Birmy! Holendrzy budują w pośpiechu lotnisko na Nikobarach tak, aby mogły tam lądować holenderskie samoloty ewakuujące Sumatrę. Moulmein i Rangun budują forty w razie czego. Konwój stacjonujący w Rangunie dowiózł tam 18 brytyjską dywizję piechoty. O ten rejon jestem na razie spokojny! Zacząłem już nawet bombardowania niesmiałe z rangunu Blenheimami.


PÓŁNOCNA AUSTRALIA



Tu największe skoncentrowanie wroga, to i moje największe straty - wiele statków handlowych bije mi małe kido :( No i SNLF w Wyndham z nieba- raz zaatakowali (2 baseforce obroniły bazę!) - a teraz chyba nie mają supplies. Przerzucam tam samolotami 2/2 Independent Coy, ale to tak raczej TOKEN FORCE. Nawet jak baza padnie - z Wyndham można i owszem, bombardować - ale nie podbić kraj.


HAWAJE:



Brak aktywności wroga, od czasu do czasu jakiś wodnosamolot pojawi się nad Midway (katapultowany z okrętu podwodnego). Mimo to przerzuciłem jedną z dywizji piechoty na Midway, pilnuje bazy także 12 PT-Boatów. Oby wystarczyło jakby co! W Pearl są 2 pancerniki: jeden to Arizona (95/100 sys damage), drugi to Nevada, który niedługo powinien być wyklepany jak nieśmigana nówka. Oklahoma nie przeżyła podróży na zachodnie wybrzeże (2 torpy z suba), reszta kisi się w San Fran.


INDIE (takie zwykłe a nie jak sah słucha):



NIedawno sformowany carrier force Royal Navy powoli przemieszcza się no południowy wschód... Zobaczymy czy będzie okazja go użyć, bombowce Betty srożą się nad Oceanem Indyjskim. W Adenie pojawiają się kolejne pułki p-lot i pułki obsługi naziemnej lotnisk. Nie ma tego czym wozić, argh!

INNE TEATRY:

Jawa - lądowanie na Jawie w Kragen! Przewidziałem to - troszkę udało się wykrwawić lądujących, ale Jawa oczywiście niedługo upadnie (daję jej 2 - 3 tygodnie maks). Tu też widzieliśmy widowiskowy desant japońców z nieba - zajęli Madioen, niebronioną bazę, ale za to na drodze do Surabai.

Chiny - w niektórych miejscach front już stabilny (północ), w niektórych zas miazga! (południe). Wenchow niedługo bedzie stracone, z bazy (zapomniałem nazwy) leżacej 2 heksy na zachód, na szlaku przez lasy - nie bedzie się dało chyba uciec! Okrążenie i śmierć czeka...

Nowa Gwinea, Nowa Brytania - Rabaul wzięty - ale ilu żołtych poległo, hoho! 2 statki wraże wpadły na miny i zatonęły, jeden wpadł i bezczelnie nie zatonął! Nowa Gwinea na razie czysta...

Południowy Pacyfik - umacniam Canton Island, ale jak będzie chciał wyciągnąć łapę, to weźmie. Na razie nie widać jednak żeby chciał. Zatrzymał się na linii Nauru - Tarawa - Baker

Aleuty - nastały zadymki (i dobrze), więc ten cvl śmieszny mi tu nie lata. Z wroga tylko jakieś suby widzę. Tymczasem każda ważniejsza wyspa ma już obsadę w sile pułku, wojska inżynieryjne w drodze!


Ogólnie jest dośc słabo. Bije mnie jak chce! Ale Alianci mają TAKIE rezerwy, że nawet jeśli na każde moje 10 transportów on straci jeden - i tak wygrywam! A ten stosunek to ok 1:7 na razie. A niedługo się zmieni, imperium urośnie i będzie musiało przetrawić zdobycze. A wtedy my powoli zaczniemy przekłuwać balonik...
« Ostatnia zmiana: 2009-05-28 (Czw), 15:26 wysłana przez Durbik »
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline sah

  • Administrator
  • ++++
  • Wiadomości: 3 834
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #27 dnia: 2009-05-28 (Czw), 16:11 »
Cytuj
INDIE (takie zwykłe a nie jak sah słucha):

coo?? sprawdasz czytalność takimi trollowymi metodami? shame on you

Offline Einnar

  • voidhead
  • DKMiści
  • ++
  • Wiadomości: 1 885
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #28 dnia: 2009-05-28 (Czw), 17:41 »
no ciekawa taktyka z lądowaniem w środku buszu

Offline pedro

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 4 154
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #29 dnia: 2009-05-28 (Czw), 18:29 »
To jest przynęta. Żeby durbik zrobił jakiś kontrdesant tam - bo tamtejszymi drogami to się nie opłaca nic wysyłać - bo raz że sto lat by to trwało, a dwa że wyzdychają z głodu większe jednostki. I jak durbik wyśle jakieś transporty, to zaraz skoczą na nie jakieś szybkie japońskie okręty.

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #30 dnia: 2009-05-28 (Czw), 20:07 »
poza tym tam jest z mety lotnisko 4 - to znaczy że można z niego startować z ciężką jak chuj torpedą. paka betych tam i wszelkie operacje morskie w okolicy - utrudnione MOCNO

Koleś jest naprawdę dobry. Grałem z 4 osobami w sumie w witp tak więcej niż 100 tur - i ten jest na pewno najlepszy, trochę mu nie dorównuję. Ale za to uczę się uczę, jak wyjdzie admirals edition to skopię pedrowi ass! (najpierw tylko musze przeczytać 330 stron instrukcji)
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline B

  • Lis Niebieski
  • Moderator Globalny
  • ++++
  • Wiadomości: 3 705
  • control over men is all
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #31 dnia: 2009-05-29 (Pią), 20:07 »
No to teraz uwaga, będzie masywny odnośnik do żartu Pawła o indie gównach co sah ich słucha:

http://czerski.soup.io/post/20172872/Image
"więc lis postanowił go wyruchać"

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #32 dnia: 2009-05-29 (Pią), 20:36 »
o, mocne!
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline sah

  • Administrator
  • ++++
  • Wiadomości: 3 834
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #33 dnia: 2009-05-30 (Sob), 14:04 »
solidny meme

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #34 dnia: 2009-06-03 (Śro), 22:52 »


***

Kabina radaru na krążowniku "Pensacola" była wypełniona tytoniowym dymem, co nie było normalną sytuacją. Sprzęt był drogi i awaryjny - a zadymienie pomieszczenia nie pomagało w odczycie i interpretacji błysków dobiegających z  małego okrągłego ekranu. Porucznik Brett dodatkowo nie cierpiał smrodu jaki wydawały z siebie brązowe papierosy starego, które udawało mu się skombinować cudem boskim nawet na zdawałoby się całkowicie pustych plażach Luganville, ich ostatniego miejsca postoju. Teraz byli o setki mil stamtąd, a kapitan dalej palił to świństwo śmierdzące jednocześnie słodko i mdło.

- "Jakieś zmiany, poruczniku?"
- "Nie, sir" - odpowiedział Brett. - "Na granicy zasięgu kilkanaście mniejszych jednostek, prawdopodobnie zacumowanych. Patrol niewielkich okrętów na redzie portu".
- "Bardzo słusznie. Idę na mostek, informować o zmianie sytuacji"
- "Aye, Sir."

***

Nocny rajd na redę portu w Rabaul jak dotychczas przebiegał zgodnie z planem. Skład zespołu kapitana Youngee'a odzwierciedlał jednak dokładnie problemy z jakimi musiało się borykać alianckie dowództwo. Okrętem flagowym był amerykański krążownik "Pensacola", pierwszy wybudowany tej klasy, niekoniecznie najnowszy. Posiadał jednak zestaw radarowy CXAM, co dawało mu niemal boską przewagę nad krążownikami japońskimi. Oprócz "Pensacoli" w skład zespołu wchodziły: lekkie krążowniki - marynarki australijskiej "Perth" oraz holenderskiej - "De Ruyter", o dziwacznej ale wdzięcznej sylwetce. Osłonę zapewniały niszczyciel "Farragut" oraz pływający pod banderą wolnej Francji "Le Triomphant" - lider flotylli, albo jak chcieli niektórzy - wielki niszczyciel - także wyposażony w radar przez swoich brytyjskich sojuszników.

Na tych kilku okrętach używano trzech różnych języków - a wliczywszy w to niezrozumiały dla nikogo żargon australijski, nawet czterech. Nic dziwnego że Youngee dużo palił. Mimo że zespół miał już okazję zgrać się w boju, kwestie komunikacji dalej były palące. Jednak dowództwo Południowo - Zachodniego Pacyfiku uznało, że raporty o obecności na redzie Rabaulu tylko transportowców i sił osłony są prawdziwe i zaryzykowało jedyny element ofensywny między Fidżi a wybrzeżem Australii.

***

Masa żelastwa w odległości 10000 jardów była japońskimi transportowcami. Było ich wiele - na tyle żeby możliwe stało się ukrycie przed falami radaru zespołu uderzeniowego Cesarskiej Marynarki składającego się z dwóch krążowników liniowych, dwóch ciężkich krążowników oraz niszczycieli osłony. Japończycy wiedzieli o zbliżaniu się zespołu dzięki meldunkom okrętu podwodnego RO-33, który całkowicie przypadkowo zlokalizował alianckie okręty podczas powrotu z patrolu u wybrzeży Australii. Skutkiem tego Japończycy doskonale znali przypuszczalny skład i cel rajdu. Gdy odległość od zacumowanej przynęty zaczęła stawać się dogodna dla dział rajderów, japońskie okręty zaczajone w pułapce zaczęły wyłaniać się zza transportowców odcinając ewentualną drogę ucieczki.

***

- "Sir, nowe kontakty! Sześć celów! Prędkość około 30 węzłów, 10000 jardów, kierunek 331!" - rozległo się z tuby głosowej na mostku Pensacoli

- "Oż ty kurwa, czekali na nas! Nadać do okrętów zespołu: odwrót w szyku namiaru, ostrzał na dowolne cele!"

Aldis i klucz nadajnika zagrały jednocześnie. Cztery okręty dokonały zwrotu na prawą burtę i z prędkością 28 węzłów błyskając rufowymi działami spiesznie oddalały się z miejsca zastawionej pułapki w lukę między portem a zbliżającym się wrogiem. Cztery, ale nie piąty. "Le Triomphant" najwyraźniej nie otrzymał sygnału lub źle go odczytał, bo dalej mknął w kirunku zbliżających się niszczycieli, teraz już wspieranych przez ciężkie krążowniki wroga.

- "Co ten idiota robi??? Przecież widzą na radarze w jakie gówno wdepnęliśmy!" - irytował się Youngee
- "Ich radar to szmelc, sir." - odrzekł znad lornetki pierwszy oficer - "najwyraźniej nie dostali rozkazu, a echa jakie widzą nic im nie mówią. Za chwilę powinni dostać dokładny obraz, bo zbliżają się do przeciwnika."

Rzeczywiście, rozeznawszy się w sytuacji Francuz zaczynał właśnie dokonywać zwrotu w celu odwrotu razem z zespołem, kiedy eksplozja przy jego burcie wyrzuciła w powietrze ogromny słup wody. To jedna z "długich lanc" odpalonych zgodnie z japońskim zwyczajem bardzo wcześnie, sięgnęła celu. Lider natychmiast zwolnił, a jego sylwetka zaczęła się niebezpiecznie przechylać na jedną stronę.

- "Nadać do zespołu: kontynuować odwrót. Skupić ogień na niszczycielach." - warknął Youngee

Ta decyzja była konieczna - w razie próby udzielenia pomocy tonącemu Francuzowi cały zespół byłby narażony na zniszczenie. Zwłaszcza gdy około dwustu stóp od burty "De Ruytera" wykwitła pierwsza fontanna wody pochodzaca z wybuchu pocisku wielkiego kalibru. A to oznaczało że do gry weszły pancerniki, co było już śmiertelnie niebezpieczne.

***

"Le Triomphant" prowadził do końca ogień z dziobowej baterii dział 5,5 cala. Japońskie niszczyciele "Hibiki" i "Amagiri" zamieniły pechowy okręt francuski w płonący wrak, po czym "Hibiki" dobił go drugą torpedą. O godzinie 3.54 niszczyciel poszedł na dno z całą dwustudwudziestoosobową załogą, z kapitanem Philippe'm Auboyneau na czele.

***

Sześć minut później na "Pensacoli" zaobserwowano pierwsze własne trafienie. Prowadząca pojedynek ogniowy z niszczycielem "Akatsuki" rufowa wieża dział 8 calowych sprawiła, że trafiony dwoma pociskami niszczyciel wypadł z szyku, zwolnił i kręcił się wokół własnej osi, zdradzając objawy uszkodzenia maszyny sterowej. Ogień z Pensacoli przeniósł się na kolejny niszczyciel przeciwnika. Jak do tej pory wrogie pancerniki nie osiągnęły ani jednego trafienia, ale ich salwy coraz wyraźniej obramowywały już "Perth" i "De Ruytera". Ten ostatni o 4.09 osiągnął trafienia ze swoich szybkostrzelnych dział 5.9 cala. Jego ofiarą był pogromca "Le Triomphanta", "Hibiki". Niszczyciel nie wypadł z szyku, jednak jego już przeładowane  wyrzutnie torped nie mogły po raz kolejny zaszkodzić uchodzącym z pola walki aliantom ze względu na pożary na śródokręciu.

***

Kiedy już Youngee sądził, że reszta jego okrętów ujdzie cało, dwa ośmiocalowe pociski wystrzelone z dziobowej wieży krążownika "Takao" trafiły niszczyciel "Farragut". Jeden z nich przebił pancerny pokład, wpadł do mesy podoficerskiej i tam eksplodował. Natychmiast wybuchły pożar objął całą dziobową sekcję okrętu. Drugi z pocisków przebił burtę dwa metry ponad linią wodną i rozerwał się w magazynie żywności. Przez otwór w burcie natychmiast zaczęła się wlewać woda, jednak nie zaszkodziło to prędkości okrętu ani jego zdolności do odpowiadania ogniem.

***

Ucieczka powiodła się. Zmuszone do manewrowania pod ogniem dział ośmio, sześcio i 5,9 calowych niszczyciele japońskie wytraciły przewagę prędkości i były zmuszone do zaprzestania walki. Japońskie krążowniki były za daleko aby próbować pościgu, zaś krążowniki liniowe widząc nieskuteczność swojego ognia tylko sporadycznie strzelały z dział czternastocalowych w kierunku wycofującego się zespołu, licząc raczej na szczęśliwy traf niż na umiejętności artylerzystów. Pierwsza poważniejsza bitwa sił nawodnych w wojnie na Pacyfiku została praktycznie zakończona.

***

Uchodzący zespół natknął się o 10 mil od miejsca bitwy na powracający z nocnego dalekiego patrolu przeciwpodwodnego japoński zespół kanonierek i dozorowców. Zespół ten wyłonił się zza niewielkiej skalistej wysepki, całkowicie wcześniej niewidoczny dla operatora radaru, porucznika Bretta. Nie powiadomione w porę o rajdzie przez swoje główne siły, japońskie okręty zostały zaskoczone - jednak równie zaskoczeni byli alianci. Tylko "De Ruyterowi" udało się osiągnąć trafienia - jeden dozorowiec został zatopiony torpedą wystrzeloną z absurdalnie niewielkiej odległości 2000 jardów, drugi zaś holender pozostawił płonący w szybko zmieniającej się na dzienną scenerii tropikalnego raju jakim jest niewątpliwie Rabaul na Nowej Brytanii.

***

Okręty alianckie z prędkością 23 węzłów (niższą od maksymalnej ze względu na uszkodzonego "Farraguta") oddaliły się z miejsca walki ku odległemu Luganville na wyspie Espiritu Santo, gdzie marynarka amerykańska zdążyła w miesiąc zgromadzić więcej zapasów niż mogłoby się przyśnić naraz Admirałowi Yamamoto. Bitwę mieli opisać historycy - a wcześniej kapitan Youngee w swoim raporcie - ale stało się jasne, że Japończycy nie są niezniszczalni w walce nocnej. Ta właśnie świadomość była najcenniejszym zwycięstwem odniesionym w bitwie pod Rabaul.



Amagiri dobija LE TRIĄFĄ

Wynik obu starć:

Night Time Surface Combat, near Rabaul at 62,90
 
Japanese Ships
BB Kongo
BB Haruna
CA Takao, Shell hits 5
CA Atago
DD Asashio
DD Michishio
DD Arashio
DD Akatsuki, Shell hits 2,  on fire,  heavy damage
DD Hibiki, Shell hits 2,  on fire
DD Amagiri, Shell hits 1
 
Allied Ships
CA Pensacola
CL De Ruyter, Shell hits 1
CL Perth, Shell hits 2
DD Farragut, Shell hits 2,  on fire
DD Le Triomphant, Shell hits 31, Torpedo hits 2, and is sunk
 
--------------------------------------------------------------------------------
Night Time Surface Combat, near Rabaul at 62,90
 
Japanese Ships
PG Ikunta Maru, Shell hits 1,  on fire
PG Kaikei Maru, Shell hits 1
PC Fumi Maru #3, Shell hits 8, Torpedo hits 1, and is sunk
PC Shonon Maru #11, Shell hits 1
PC Takunan Maru #6
PC Takunan Maru #7, Shell hits 3,  on fire,  heavy damage
 
Allied Ships
CA Pensacola
CL De Ruyter, Shell hits 1
CL Perth
DD Farragut,  on fire
« Ostatnia zmiana: 2009-06-03 (Śro), 22:59 wysłana przez Durbik »
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline Einnar

  • voidhead
  • DKMiści
  • ++
  • Wiadomości: 1 885
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #35 dnia: 2009-06-09 (Wto), 18:09 »
I co, wypędziłeś inwazję z Australii?

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #36 dnia: 2009-06-09 (Wto), 19:27 »
wypędziłem. po cięzkich bojach przypłynęły w nocy niszczyciele i zabrały 3 jednostki japońskie które do tego czasu znalazły się w Wyndham. Bardzo się cieszę z tego - aczkolwiek nie wiem czy na Darwin niedługo nie spadnie inwazja...

Jakiś apdjt wkrótce - na razie nie ma własciwie akcji - Japończyk ma przerwę operacyjną, połyka mniejsze kąski... Na duże wydarzenia cały czas czekamy. Dośc powiedziec że Royal Navy i jej 2 lotniskowce zbliżają się do Sumatry, gdzie lądują nieosłaniane przez lotniskowce wroga siły...
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje

Offline Durbik

  • DKMiści
  • +++++
  • Wiadomości: 7 457
  • Obey the Fist!
Odp: Przygody na morzu, lądzie i w powietrzu - Durb vs. fani BUKKAKE!
« Odpowiedź #37 dnia: 2009-06-19 (Pią), 22:47 »


* 13 lutego 1942, niebo nad Raheng (Rahaeng), sajusznicza Japończykom Tajlandia *

===

Taaak, to miało sens - nareszcie ktoś tam na górze doszedł do wniosku, że latanie od czasu do czasu w dwa - trzy samoloty i nękanie żółtków się nie opłaca - żołtek jest cierpliwy i nie musi w nocy spać zanadto. Ale taka wyprawa w jakiej na swoim P-40 uczestniczył właśnie Mathew Kuykendall - o, to było coś. Aliantom udało się zgromadzić na lotniskach Rangunu grubo ponad sto bombowców! Co prawda z powodu defektów czy wypadków musiało zawrócić sześć z nich, jednak 104 maszyny niosły w swoich lukach przesłanie pokoju japońskiemu dywizjonowi samolotów rozpoznawczych stacjonującemu w Rahaengu. Ogromną większość bombowców stanowiły co prawda leciwe "Blenheimy IV" a nawet całkiem przestarzałe "Blenheimy I", jednak w skład wyprawy wchodziło kilkanaście latających fortec, a nawet dywizjon australiskich "Hudsonów" oraz holenderskich "Martinów"... Tak wielka wyprawa - co prawda trudna do koordynacji - miała bardzo duży wymiar propagandowy, w końcu praktycznie wszystkie walczące nacje miały w niej swój wkład. Osłona myśliwska nie była wielka -  groźba japońskiego nalotu na Rangun wciąż była bardzo duża, jednak około trzydziestu myśliwców - głównie P-40 i Brewster Buffalo - udało się wydzielić do tego zadania.

Mathew "Kirk" Kuykendall i jego "Naughty Sally" walczyli nad Birmą w składzie 1 dywizjonu AVG od początku, od 7 grudnia. Jak na razie na kabinie namalowane było tylko półtora wschodzącego słońca - całe zestrzelenie za Ki-15 "Babs" i połowa zaliczona za "Oscara", który rozpadł się kilka dni temu w zgodnej nawale ognia Mata i pewnego Holendra na Brewsterze.

***

Wyprawa z hukiem silników nadlatywała nad lotnisko - cel. Osłony myśliwskiej wroga spodziewano się z kierunku Bangkoku, głównej bazy lotniczej wroga w Tajlandii. I rzeczywiście, trójka obserwacyjna zasygnalizowała kilkanaście samolotów przeciwnika z tego właśnie kierunku na kursie przechwytującym o godzinie 08.56. Ulubioną taktyką Japończyków było zwabianie myśliwców alianckich na niższe pułapy przy pomocy słabszych Ki-43 "Oscar", jednocześnie zostawiając rozpraszanie bombowców "Zerom", uzbrojonym w działka 20mm. Tym razem jednak alianci nie dali się nabrać - ku "Oscarom" zapikowali tylko Anglicy na "Hurricane'ach" - reszta osłony trzymała się blisko bombowców.

Szybko wywiązały się pojedyncze strzelaniny. Tu i tam z kotła wypadał w korkociągu samolot  - częściej mimo wszystko aliancki. Piloci grupy myśliwskiej "Yamada" byli w końcu creme de la creme birmańskiej floty powietrznej. Jednak tu i tam nawet tak przerażające w opowieściach z kantyny "Zera" musiały ustapić przewadze liczebnej, nowej taktyce, świeżości załóg i duchowi walki.

***

"Kirk" własnie zwinął ogon w płytkim nurkowaniu, unikając oznaczających serii z ckm-ów kaliber 7,7mm. Przeciwnika na jego ogonie na pewno nie uda mu się dostać - P-40 nie był tak zwrotny jak "Zero" i walka kołowa z japońskim adwersarzem wyposażonym w taki sprzęt była niebezpieczna i bezsensowna. Zamiast tego Mat kontynuował nurkowanie w kierunku odznaczającego się tysiąc stóp poniżej kadłuba A6M2, ścigającego pomalowany na piaskowo - błękitne kolory australijski "Buffalo". Kangur miotał się jak mógł, jednak Japończyk już uszkodził krępy mysliwiec na tyle, że ucieczka była mało prawdopodobna. Kuykendall otworzył przepustnicę i zanurkował. Podchodził z prawej tylnej ćwiartki - wiedząc że ma tylko jedną szansę, nie dbał o zacięcie karabinów i ze średniej odległości otworzył ogień. Błękitne rozbłyski poszarpały płótno pokrywające wyloty browningów 12,7mm, a pociski od czasu do czasu błyskając magnezjową smugą pomknęły w stronę "Zera". Tylko cztery z nich trafiły w cel. Ale to wystarczyło - niezasklepiające się zbiorniki paliwa znajdujące się w skrzydłach A6M2 zostały przebite w dwóch miejscach - paliwo zapaliło się i w krótkim czasie pożar objął całe skrzydło. Japończyk katapultował się, a "Zero" pozbawione skrzydła spadło w bezładnym korkociągu w zielony bezmiar dżungli. "Kirk" zawył z zachwytu, po czy zaczął wychodzić z nurkowania i rozglądać się na wszystkie strony, przede wszystkim szukając bombowców które miał ochraniać.

***

Tylko trzy "Zera" i dwa "Oscary" przedarły się w bezpośrednie pobliże ciężkich maszyn. Te drugie po wytrzeleniu całej amunicji do słabych i nielicznych ckmów (co spowodowało uszkodzenia na jednym z "Blenheimów"), uciekły w chmury. Natomiast trójka "Zer" nadleciała od godziny trzeciej formacji, dziurawiąc kadłub jednej z fortec stanowiących graniczne samoloty grupy ze względu na siłę ognia p-lot. Następnie trójka rozdzieliła się, wybierając cele spośród lżej opancerzonych "Blenheimów". Dwa z angielskich bombowców wypadły z szyku - jeden zawrócił kopcąc czarnym, tłustym dymem z prawego silnika, drugi jednak spadł jak kamień z urwanym ogonem. Atak tak szybko jak się zaczął, tak się i skończył. Zwrotne "Zera" odskoczyły od najeżonej lufami karabinów maszynowych formacji, jeden z nich ostrzelał jeszcze holenderskiego "Martina" odstającego od grupy - i już ich nie było.

***

Ogień przeciwlotniczy nad Rahaeng był ciężki. Mimo to samoloty kolejno opróżniały luki bombowe z wysokości 10.000 stóp. Bomby 500 i 250 funtowe spadały na pas startowy, stanowiska samolotów - a przede wszystkim na bazę lotniczą, w której brudnym płomieniem w efekcie bombardowania płonęły składy paliwa. Wyprawa nie zadała Japończykom jakichś ogromnych strat, ale alianci wiedzieli, że wojna na wyniszczenie nad Birmą i Tajlandią ma sens tylko dla nich. Nalot na Rahaeng to jeden z pierwszych oznak tego, że zasobność i organizacja zachodu zaczynają triumfować nad okrucieństwem i wyrachowaniem wschodu.

"Kirk" Kuykendall zdejmuje swojego Japończyka:



Efekt rajdu (raporty pilotów japońskich o zestrzeleniach - przesadzone. Prawdziwy stosunek strat: 5 japońce, 11 alianci)

Day Air attack on Rahaeng , at 31,36
 
Japanese aircraft
A6M2 Zero x 13
Ki-43-Ib Oscar x 9
 
Allied aircraft
Brewster 339D x 3
Buffalo I x 11
Hurricane IIb x 11
Blenheim I x 22
Blenheim IV x 50
Martin 139 x 10
Hudson I x 10
P-40E Warhawk x 14
B-17E Fortress x 12
 
Japanese aircraft losses
A6M2 Zero: 3 destroyed, 1 damaged
Ki-43-Ib Oscar: 4 destroyed, 1 damaged
Ki-46-II Dinah: 1 destroyed
 
Allied aircraft losses
Brewster 339D: 1 destroyed, 1 damaged
Buffalo I: 2 destroyed
Hurricane IIb: 3 destroyed, 1 damaged
Blenheim I: 1 destroyed, 2 damaged
Blenheim IV: 3 destroyed, 5 damaged
Martin 139: 2 damaged
P-40E Warhawk: 5 destroyed, 4 damaged
B-17E Fortress: 1 damaged
 
Japanese ground losses:
177 casualties reported
Guns lost 1
 
Airbase hits 4
Airbase supply hits 5
Runway hits 31


« Ostatnia zmiana: 2009-06-19 (Pią), 22:53 wysłana przez Durbik »
Tak się teraz przekonuję - w internecie same chuje