Branża > Raporty

O TYM JAK ŁUKASZ WYZWALAŁ NARODY

(1/27) > >>

B:
Życie to nie bajka... szczególnie jak się chujowo ożenić. A jak się jest prezydentem to już w ogóle.
Enriko ożenił się bardzo słabo i żona go wychujała. zabrała mu kraj i władzę, i teraz ciemięży ludzi, rózne atrocitiesy tam wyczynia... a Enriko biedny w googlu wpisuje 'robienie przewrotów w małych zapyziałych krajach - tanio!' i znajduje mnie - Krula Najemnikuw.
Zaliczka którą Enriko wpłaca mi na rzecz obalenia reżimu Didriany jest żenująco mała, ale są też obietnice ciągnięcia kasy z 'oswobodzonego' przemysłu górniczego, więc jako człowiek myślący do przodu, tzeba się zgodzić.

USTAWIENIA GRY:

poziom trudności - experienced (tweakowany na rzecz większej agresywności strategicznej królowej, oraz kompetentniejszych dowódców wojskowych)
dlaczego?
lubię te desperackie obrony wyzwolonych miast! albo ucieczki przed patrolami po nocach...

tryb gry - sfi-fi
dlaczego?
lubię te wszystkie prototypowe bronie i inne bajery... ale quest z crepitusami wyłaczyłem, bo ileż można...

nagrywanie - save anytime
dlaczego?
stabilność gry nie jest perfect a przechodzenie jednej walki po 5 razy bo się sypnie na pulpit gra to tam zzz jest

broń - tons of guns
dlaczego?
bo się ta wiedza cała w końcu na coś przydaje!

ekwipunek - new inventory
dlaczego?
więcej mikrozarządzania!!!!!!! coś dla mnie


PLAN:

Tym razem nie będziemy zdobywać Drassen jak 542 poprzednich gier, pójdę sobie do Chitzeny przez San Monę... może spotkam tego zjeba z furgonetką po drodze... albo coś kupię w San Monie fajnego? Tak czy inaczej, będzie to oznaczało że mój startowy dochód będzie mizerny (kopalnie w Chitzenie to tam wiadomo), tak więc trzeba to wziąć pod uwagę przy najmowaniu ludzi do pracy.


STARTOWA PAKA

Wojtyna 'Major' Felczak - darmowy custom najemnik. Wymaksowane dex, agi, str, wis. Strzelanie 80, mechanika 35, leadership 40. Z umiejętności - rzucanie i szkolenie... przyda się ktoś kto trafi coś granatem czasem i przeszkoli tych bambusów z zakresu obrony miast. Startuje z MP5/10A3 czyli z niezbyt szybkim pistoletem maszynowym... ale za to dostaje nocny laser LAM200 oraz foregrip, a to na początku gry raczej konkretne akcesoria. Kapa z mp5/10 jest to że raczej nie znajdziemy w tym zadupiu aminucji 10mm tak więc po wystrzelaniu 3 startowych magazynków trzeba się na co innego przerzucić. Oprócz smg, warty wspomnienia jest zestaw plecaków TIMS - składjący się z małego combat packa oraz dużego wielkiego plecaka na stelażu. Można je nosić razem, montując mniejszy na większym - i coś nawet ze sobą w ten sposób zabrać.

John 'Bull' Peters - najtańszy zjeb w AIM, ani mądry, ani zręczny, ani nie szczela jak Wasilij... ale silny i jak jebnie z tej piąchy to tam nie ma co zbierać. Kontrakt na 2 tygodnie (oszczędzanie kasy). Zaczyna z Thompsonem M1A1 który jest daremny bardzo - cięzki, wolny, ale dość celny i ma zasięg 20, co pozwala tam czasem kogoś trafić. A i z amunicją .45ACP nie ma raczej problemów.

Helmut 'Grunty' Grunther - kolejny tani jak barszcz kolo i dość użyteczny. Szybki, mało śpi, nocne operacje + broń ciężka - przyda się pracując... po nocach! Kontrakt na 2 tygodnie... zaczyna z żenującym waltherem P99, którym z zasięgiem 10 można tam najwyżej na mapie saha pograć, a nie w poważnych misjach wyzwalania narodów.

Igor Dolvich - Igor to 'sah factor' w moim teamie. skradanie się + nightops, nawet zaczyna z nożem żeby móc gardła podcinać w nocy. Tani jak to rosjanin, kontrakt na 2 tygodnie podpisany...  jeśli chodzi o gear to zaczyna z pistoletem MP-443 Grach (http://soviet13.hp.infoseek.co.jp/mp443_grach2.jpg) który ma ciutkę większy range niż denny P99 i używa 'leży tego 100kg wszędzie' amunicji czyli 9x19mm. Warto wspomnieć za to że Igora dostajemy z ZAJEBISTĄ rosyjską kamizelką model 106, którą pewnie będzie nosił do końca gry - ma duże kieszenie i wszystko można do niej wepchać - np. maskę pgaz, noktowizor, dwa granaty i sporo magazynków. Jest dobrze.

Po rekrutacji zostaje mi ponad 8k kasiory, i bardzo dobrze - przyda się na dozbrajanie localsów oraz na zakłady bokserskie.

Tak więc w czteroosobowym składzie ekipa raniutko ląduje w bazie rebeliantów w Omercie...




DZIEŃ 1

No więc lądujemy w Omercie... 4 dziarskich zjebów, kompetentnych (nie) i uzbrojonych po zęby (nie) i gotowych do akcji! Zastany w tej zrujnowanej bombardowaniami Królowej części wioski garnizon stawia dość zacięty opór (dzięki kompetencjom moich żołnierzy musiałem 3 razy ładować grę). Ale ulega w końcu. Łupem starcia jest... polski pistolet VIS... warty tam 3 zeta może. I kilka magazynków bezużytecznych kalibrów.
Znajdujemy kwaterę rebeliantów, mówimy 'cze, pomożemy wam tutaj, fajnie wiedzieć że siedzicie w piwnicy jak nerdy chińskie'... obiecujemy dostarczyć żarcie z Drassen (tak dla zmyłki, bo w ogóle tam nie idziemy) i dostajemy do pomocy Irę... Ira sie nie nadaje do niczego tam w sumie, ale jako że tutejsza i zna tam motywy lokalne, będzie dobrym instruktorem/administratorem zdobytych miast. Tak więc po wylewnych pożegnaniach i życzeniu sobie powodzenia, ruszamy na wschód drogą w kierunku San Mony!

Już po 3 godzinach spotykamy patrol na drodze... na otwartej drodze, wokół tylko pola i trawy, więc z naszym dojebanym uzbrojeniem (2 kiepawe SMG, 2 pistolety) raczej nie mam nawet zamiaru walczyć z 9 żołdakami królowej, sprytnie uciekamy z walki i dalej maszerujemy w stronę San Mony. Patrol nas tam niby ściga trochę, ale jak wszystkie startowe oddziały nie nadają się do niczego więc nas... gubią (na prostej drodze!).

13:00... jeszcze 2 sektory do San Mony a tu nagle... BLOODCAT AMBUSH! Tak tak, napadły nas 4 dzikie koty i ledwo dali rady chłopcy (i Major) się wybronić. Z daremnym uzbrojeniem w stylu Grach 9mm takiego kota zabić niełatwo, na szczęście nie miałem ignusa w teamie (on z lwami walczy 1/10) i udało się poonać to małe stadko zanim zdążyło dobiec i nas pojechać pazurami. Pozbieraliśmy tam skóry, pazury i kły (na ewentualny późniejszy sell) i ruszamy dalej!

14:40 i witamy w San Monie! Od razu rzucamy się w wir questów! Najsamprzód sprzedawca kurtek skórzanych żali nam się że mu siostrę lokalny bos mafii porwał do burdelu... no to tam ruszamy na resue mission. Bull niby tam wchodzi do burdelu frontem oznajmiając chęć poruchania sobie... potem tam kradnie klucz z pokoju strażnika... i dziarsko otwiera pokój z porwaną damą. Z zewnątrz Grunty rozbraja alarm na drzwiach, Bull je wyłamuje łomem (bo nie mam nikogo od lockpicków hihi) i uciekamy z dziwką niezauważeni. Dostajemy w nagrodę cały sklep ze skórami furami i fryzurami, który sprzedajemy gejowi-tatuażyście za 10 kawałków. Takie to właśnie są przygody w San Monie... a to dopiero początek!!!!
Idziemy do sektora w który mieszka Kingpin - taki tutejszy Miś Uszatek. W jego barze organizowane są ekstremalne walki na ringu, a jako że mam Bulla to mogę je tam nieźle wygrać. Odsypiamy ciężką drogę i idziemy walczyć. Do pokonania jest 3 patałachów, jeden unskilled, drugi skilled a trzeci zna tam sztuki walki!. Obstawiam Bulla po 5 kawałków w każdej walce.... i napierdalamy!
Pierwszy zjeb się czai i  dopiero w 4 dundzie podbiega do Bulla i go chybia. Bull mu stuka 2 razy w papę i kolo ze statusem 'dying' pada na glebę. 5K moje!
Drugi zjeb też się czai, tym razem Bull go szarżuje, punktuje w klatę, zjeb kontratakuje, chyba i nasz bohater kładzie go na glebę w drugiej rundzie walki - również ze statusem 'dying'.
Trzeci zjeb zna kapuejrę (srapuejra) i trafia Bulla pierwszym ciosem! John Peters się nie pierdoli i oddaje mu kładąc go... JEDNYM ciosem na dechy (!) Koniec mistrzostw, do widzenia! 15K moje a Kingpin się podjarał żem taki relentless i chce ze mną robić bizy teraz. Niech spierdala.
Z jednego z domków w osiedlu Uszatka kradnę z szafki... RUGERA MINI-14!!! Mieć w 1 dniu gry karabinek myśliwski 5,56mm (i to całkiem dojebany) to jest dopiero news... prawie 30 zasięgu, dobra celność... minusem jest to że nie mam ani pół magazynka 5,56... a w karabinie jest 10 kul tylko, no nic, będziem oszczędzać.
Wracamy do biznesowego sektora miasta i idziemy do sklepu ze sprzętem XXX - jak głosi plotka, na bakdorze tam kolo diluje bronią... pozbywamy się lesbo-kurwiszcza który dwelluje w sklepie i rzucamy się w wir czarnego rynku! Tony (Antoni tak naprawdę z Polski) ma niezłe tam rzeczy i mogę od niego kupić np... chujowy pistolet albo chujowy SMG z IIWŚ taki... więc tam raczej odmawiam tych dobrych zakupów. Sprzedaję mu nieużywanego VISa, całą amunicję jaką znalazłem po drodze i za uzyskane fundusze kupuję 2 bębny amunicji do Thompsona - jeden AP, drugi HP. Teraz Bull będzie mógł konkretnie jechać frajerów . Po przeszukaniu sektora znajduję jeszcze minigranaty, dwa granaty dymne, jakieś noże itd. W jednej skrzynce znalazł się MP5K! W prawie perfect stanie! Helmut się ucieszy, wyjebuję jego dennego Walthera w końcu. Wpadam w knajpie na łowcę terrorystów (ten to jest na czasie) - Carmena, i biorę questa że mu tam pomogę niby (czytaj: zrobię wszystko za niego). Zaskakująco też spotykam Devina, irlandzkiego dilera materiałami wybuchowymi, ale raczej oszczędzam fundusze więc nic nie kupuję.

Deale w San Monie załatwione, po odespaniu ruszamy drogą na Chitzenę!

Noc zastaje naszych bohaterów jak maszerują w kierunku tego miasta...


DZIEŃ 2

Po drodze nie spotkaliśmy nikogo, żadnych tygrysów, żołnierzy czy zjebów z furgonetkami d wynajęcia. Na obrzeżach miasta robimy odpoczynek po marszu i o 5:50 (przed świtem tuż) szturmujemy miasto. Miło zauważyć że bronione jest przez bardzo chujowy garnizon (nie wdawanie się w walki nie zaalarmowało królowej, jest to plus). Pod osłoną nocy chujowe zasięgi naszych gunów nie bolą tak bardzo. Major po raz pierwszy korzysta ze swoich skilów, po cichu kładąc do grobu 2 zjebów za pomocą cięzkich noży do rzucania (z takimi zaczęła grę). Resztę obrony miasta szybko wykańczamy... atakujemy drugi sektor miasta, tam bitwa jest jeszcze prostsza, również noże idą w ruch... jako że wróg jest chujowy i nie ma pancerzy/hełmów, amunicja HP z Thompsona straszne zbiera żniwo. Wróg pozamiatany, miasto wolne! Boss lokalnych górników gracko zgadza się na to bym przejął cały zysk z wydobycia na SWOJĄ SPRAWĘ. Podsumowanie walki - zdobyłem 2 daremne pistole, trochę aminucji oraz fajny plecak taktyczny - przyda się, bo możliwości przenoszenia gearu w tej chwili mój team ma marne bardzo.

Ludność cywilna skarży się tam 'ojejku mielismy taki przepiękny tutaj tourist-magnet, złoty kielich... i go nam zabrali i oglądają go tylko bogaci omg omg'... ten sam kielich chciał dla siebie Kingpin też, coś pomyślimy....

Rozpoczynamy szkolenia ludności lokalnej z zakresu samoobrony... nie będzie łatwo, poparcie w mieście mam na razie małe, no ale Ira przynajmniej ma co robić. Major jej pomaga, a chłopaki tam odsypiają marsz, Grunty jako mój mechanik z konieczności bierze się za niezbędne naprawy (Mini-14 idzie na pierwszy ogień). Sielanka nie trwa długo bo...

8:02 - kontratak! Patrol widocznie wracał do miasta i zastał je zdobyte... szturmuje mnie 9 daremnych żołnierzy (już regularsi przynajmniej), i ale mój team dzielnie ich odpiera, bez żadnych strat. Znowu Thompson kosi ładnie, MP5K się spłaca, bo można z niego elegancko burstować i nawet autofire nie szkoda - clipów 9mm mam tony, więc walę całymi seriami z dużych odległości tworząc niezły suppression i okazjonalne trafienia. Na pokonanych zjebach zdobywamy kolejnego thompsona, tym razem model 1918, z bębnem... dużo bardziej zawodny, ale 4 clipy aż do niego = 200 naboi .45ACP! Dostaje go Igor, bo ten jego Grach to tam wiadomo... drugi zdobyty gear to Browning HP-35, chamberowany do .40S&W z 3 magazynkami HP - idealny gear na sidearm dla Bulla bo ten jego Thompson strzela tam np. raz na turę, będzie coś do obrony bezpośredniej.

Wracamy do odsypiania/naprawiania/szkolenia milicji, leniwie na tym mija cały dzień...


DZIEŃ 3

O 6 rano mamy już 2 pełne drużyny zielonych  milicjantów (czytaj: bullet-baitów). Jedziemy ze szkoleniem dalej, dochód z kopalni jest już w miarę taki że dozbrajanie lokalsów spłaca się samo, morale w mieście zbliża się do 80%.



O 8 rano zauważamy na drodze mały patrol i niestety, zbliża się do miasta. Przerywamy wszystkie zabawy (oprócz Iry która dalej sobie tam prowadzi szkolenia), ustawiamy się w południowej części mapy za budynkami i odsypiamy przed nadchodzącą walką...

12:37 - szturm! Sześciu elitarnych szturmowców atakuje miasto od południa, napotykająć na dobrze przygotowaną obronę... a i moi ludzie mają za  plecami 20 zielonych milicjantów gotowych na swóch chrzest bojowy! Elitesi królowej dostają straszny wpierdol, 5 ginie, 1 ucieka. Straty moje - 2 milicjantów (pfff), zero rannych... Bull tam dowodził ostatnim kontr-szturmem i wykazał się dojebanym dowódcą, fearless takim normalnie



Zostawili elitesi trochę śmiecia po sobie... Glocka 18 oraz Micro Uzi, czyli dwa perfect PDW dla moich thompsonistów. Teraz już nie tak straszne mi bloodcat ambushe, bo się będą mogli ostrzeliwać pełnymi seriami! W marnym stanie ten gear zdobyczny, ale Grunty nawet tam naprawia wszystko, a reszta kontynuuje szkolenia... i tak leniwie kończy się dzień 3.

Pan Patryk:
 :pyta2:

Durbik:
Czekamy w takim razie na kolejne odcinki AARa - szczególnie na DEALING WITH MIKE

sah:
ja też czekam :salute:

Koki:
No to widzisz fatalny kraj co odbijasz jak Internetu nie ma - bo na ebayu można takiego VISa kolekcjonerom opchnąć za srogie sumy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej