Archiwum > BCK:Sesje RPG

Wampir: Maskarada

(1/8) > >>

Rivil:
[shadow=red:1ca2d2fbdb]Wstańcie dzieci... Zbudźcie się ze snu... Otwórzcie oczy i wyjdźcie w mrok... Nasyćcie się krwią zanim nadejdzie kolejny świt... Niech bydło znów zacznie klękać przed waszą potęgą... Idźcie i siejcie postrach na świecie![/shadow:1ca2d2fbdb]

***

Do Vykosa księcia dominium Moskiewskiego.

Zważywszy na coraz częstsze doniesienia o pojawiających się w waszej okolicy watahach przeklętego sabatu i chcąc zapowiedz dalszemu rozprzestrzenianiu się tych plugawych bestii, z rozkazu synodu nakazuje się Tobie Vykosie, zwerbowanie grupy śmiałków, na tyle odważnych, aby przeniknąć w szeregi sabatników i zniszczyć tą demoniczną organizację od środka. Czasu masz niewiele, a odpowiadasz za to własnym nie życiem. Zwerbowani przez Ciebie śmiałkowie mają zjawić się dnia 31 stycznia o godzinie 24 na konklawe zwołanym przez naszych Egzekutorów w Moskwie. Liczba ich nie może być mniejsza niż 3.

Podpisano.
Justynariusz Lothar.

***

Przybyliście na konklawe, które miało się rozpocząć 24 lutego o godzinie 21, w budynku starego teatru. Okolica była dość spokojna i uważana za jedną z najlepszych w Moskwie. Obok teatru, piętrzyły się domy mieszkalne bogatszych mieszkańców miasta, co dało się praktycznie od razu zauważyć. Teatr również nie odbiegał swoim wyglądem od reszty dzielnicy. Bogato zdobione wnętrze. Obrazy na wszystkich ścianach i fotele przypominające te z XVIII wieku. Pierwsza na sali pojawiła się mała dziewczynka, z wyglądu miała około 16 lat. Szybko wypatrzyła sobie miejsce w środkowym rzędzie i poprawiwszy swoje długie czarne włosy, usiadła na wcześniej upatrzonym fotelu. Kilka chwil później w drzwiach teatru stanął mężczyzna średniego wieku i wzrostu. Poprawiwszy swoje okulary wszedł do środka i szybko usadowił się w jednym z ostatnich rzędów. Po następnych kilku minutach na sali pojawił się mężczyzna średniego wzrostu w płaszczu, rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby szukał czegoś, pogładził swoją kozią bródkę, po czym mówiąc coś do siebie zajął najbliższe miejsce. Tuż za nim wszedł mężczyzna ubrany w sportową kurtkę. Lekko zachwianym krokiem powędrował na sam początek sali gdzie zajął miejsce tuż przy przejściu. Dokładnie o godzinie 21 do teatru wszedł mężczyzna średniej budowy, ubrany w spodnie i kurtkę z zamszu, na nogach nosił starannie wypastowane glany. Po szybkim zbadaniu sali wzrokiem zajął również miejsce w środkowym rzędzie, obok dziewczynki. Co dziwne nikt więcej nie pojawił się na spotkaniu, które powinno wypełnić salę po brzegi. Nie minęło pięć minut, gdy na scenę wszedł postawny mężczyzna w średnim wieku. Rozejrzał się po sali i usiadł na wcześniej przygotowanym miejscu.
- Witam was drodzy spokrewnieni - na jego ustach pojawił się szyderczy uśmiech. - Cieszę się, że tak licznie przybyliście i chcecie jako ochotnicy pomóc Moskwie w tym ciężkim okresie.
W tym samym momencie na salę weszło kilku Nosferatu. Stając po obu stronach drzwi.
- Więc pewnie już wiecie o co chodzi, ale powtórzę, żeby nie było niedomówień. Przychodząc tutaj zgodziliście się, pomóc Camarilli. Od tego momentu nie możecie się już wycofać, a próba ucieczki będzie się równała przejściu na stronę Sabatu i wyznaczeniem krwawych łowów na głowę tego spokrewnionego, który ośmieli się chociaż próbować uciec, nie tylko w tym mieście ale na całym terytorium zajmowanym przez Camarillę. - Postać rozejrzała się po sali. - Uhh przepraszam za moje maniery zapomniałem się przedstawić, choć i tak pewnie większość z was mnie zna. Nazywam się Vykos Kuropatkin, jestem księciem dominium Moskiewskiego. A teraz do rzeczy. Jak już pewnie słyszeliście na granicy naszego miasta zebrała się dość liczna grupa Sabatników. Nasz zwiad wysłany w tamte okolice doliczył się około setki tych potworów. Nie wiemy jednak, co zamierzają i jaka jest ich prawdziwa siła. Nie wiemy również ile mamy czasu na zebranie odpowiedniej ilości spokrewnionych, którzy mogli stanąć przeciw nim do walki. Dlatego właśnie zwracam się do was. Musicie przeniknąć w szeregi wroga i dowiedzieć się jak najwięcej o liczebności i ich zamiarach. Mogę wam pomóc w miarę moich możliwości. Możemy wam dać broń, jeżeli jakaś będzie wam potrzebna. Chcę żebyście wiedzieli, że jest to bardzo ważna misja, a wasza pomoc będzie nieoceniona. Wiem, że zadanie jest trudne jednak nagroda, jaką za nie otrzymacie będzie wysoka. To chyba wszystko z mojej strony. Jeżeli macie jakieś pytania odnośnie zadania, bądź życzenia, co do broni to mówcie. Broń, którą sobie zażyczycie będzie dostarczona na jutro. Jutro również wyruszylibyście, więc dzisiejsza noc zostaje wam na załatwienie waszych spraw.
Postać rozejrzała się po sali pytającym wzrokiem.                    

Flecik:
Wysluchalam uwaznie przemowy po czym przyjzaqlam sie przelotnie innym zgromadzonym i skupilam spojrzenie na mezczyznie obok mnie. Dziwilam sie, ze bezceremonialnie usiadl tak blisko mnie, wciaz jeszcze sie zastanawialam czy sie odsunac. Zdecydowalam sie jednak na pytanie:
-Czy my sie znamy?                    

Zahariusz:
Mezczyzna w sportowej kurtce wstal na moment z miejsca. Zdjal plecak, polozyl go delikatnie na ziemi, zachwial sie przy tym i omal nie upadl. Wyprostowal sie, ciemne czarne wlosy co opadly mu na twarz szybko zaczesal do tylu. Siegnal dlonia pod czarna kurtke, ktora liczyla chyba z tysiac roznej wielkosci kieszonek i schowkow. Wyjal spod niej pokazna piersiowke z brazowej skory. Odkrecil delikatnie koreczek, z pelnym namaszczeniem przylozyl piersiowke do ust i wzial dwa glebsze lyki.
- Yhh... teraz moge funkcjonowac. Witam wszystkich, nazywam sie Zharion i jestem a moze bylem sam juz nie wiem...
Podrapal sie po glowie i opadl na fotel.
Po chwili oprzytomnial. Mosci Ksiaze Moskiewski, nasz Gospodarzu, wybacz moj stan, ale nie jestem przyzwyczajony do takich temperatur i dlatego rozgrzewam sie tym o to trunkiem.
*Wybuchl nagle smiechem, po chwili znowu sie uspokoil*
Ale skoro juz jest pan tak uprzejmy to ja bym dla siebie poprosil dwie berety 90mm i dwa Uzi no i jakies magazynki do tego. Jak by nie sprawilo trudnosci to bym bardzo poprosil o kabure na to, najlepiej paskowa co by mi sie to wygodnie nosilo.
*smiejac sie nie wiadomo z jakiego powodu zaczal impulsywnie podskakiwac na fotelu*
Panstwo wybacza... ale przypomniala mi sie pewna historia... hehe ale moze o tym kiedy indziej
*po raz kolejny wybuchl tepym smiechem*
Nagle opamiatal sie i z powaznial
A i jeszcze mosci nasz Gospodarzu, bardzo bym poprosil o jakies buteleczki wodki, takie dwa litry by akurat starczyly. Bylbym niezwykle wdzieczny.
Oparl sie wygodnie w fotelu, twarz polozyl na dloniach ktore zgial na ksztalt trojkata na poreczach fotela i zamiarl w bezruchu.                    

Rivil:
- Tym razem puszczę tą zniewagę płazem. Panie Zharionie. Jednakowoż następnym razem nie będę tak pobłażliwy. Oczywiście uda mi się sprowadzić dla pana wymienione pistolety i UZI. Kabury też będą i po 4 magazynki do każdego rozaju broni. Wystarczy?
Jednakże wódki nie przyniosę. Jeżeli już może sobie pan sam ją kupić, a jeszcze lepiej, gdyby przestał pan pić.                    

RioT:
Rozejżałem się dookoła.
- Rozumiem że można prosić o każde wyposarzenie- Spytałem- Jeśli tak, to prosiłbym jakiś miły dla oka kastecik, dobry pistolet, kaburę do przymocowania pod pachą, ze 2 magazynki, a jeśli można to i laptop by się przydał - Jeszcze raz podejżliwie spojżałem na zebranych.
- A właśnie książe czy dostaniemy jakiś samochód, jeśli tak to dobrze żeby był to jakiś Jeep.                    

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej