Autor Wątek: ... Ten drugi swiat ...  (Przeczytany 1865 razy)

Offline Zahariusz

  • +
  • Wiadomości: 172
... Ten drugi swiat ...
« dnia: 2003-09-10 (Śro), 00:44 »
Tworzymy małe opowiadanko, cos na wzór odrębnych dzienników. Bardzo proszę o nie dokładanie swoich postów bez uwczesnej konsultacji z nami :twisted: . Każdy moze odpalic swoją szarą skrzynke, tylko sie nas spytajcie:). Pozdrawiam i życze miłego czytania.                    
\"Trudniej obalić pól litra niż obalić rząd.\"
-Marian Krzaklewski

czlonek: BCK i DKM

Offline Zahariusz

  • +
  • Wiadomości: 172
... Ten drugi swiat ...
« Odpowiedź #1 dnia: 2003-09-10 (Śro), 00:45 »
Wstał z łóżka. Szybkim instynktownym ruchem ręki sięgnął po telefon, który leżał  tak jak zawsze na półce ze jego głowa.
- o żesz kurwa... – jęknął zachrypniętym głosem. – znowu mi się nie opłaca iść do tej durnej budy- ziewnął przeciągle.
Wstał, zachwiał się, opadł na łóżko, oczy znowu mu się zamknęły...
- nie ! – krzyknął – nie ma spania szkoda dnia !
Zeskoczył z posłania, zrobił parę skłonów, nabrał powietrza i powolnym krokiem podążył do kuchni.
- sok... gdzie jest sok – złapał łapczywie pusty karton w rękę. Przeklną w myślach. Odkręciwszy butelkę mineralnej, wziął parę łyków, które jak ogień spływały po jego zaschniętym gardle, kochał ten ból. Spojrzał za okno, starsi panowie, jak zawsze o tej porze, idealnie naprzeciwko jego domu kończyli kolejne tanie wino. O ktoś dziś przy kasie, pomyślał, z plastikowego kubeczka piją, burżuje. Uśmiechnął się w duchu, zasłonił okno firanką. Tak jakby chciał się pozbyć natarczywych spojrzeń pijaczków, lecz jak oni mogli go z takiej odległości widzieć. Wróciwszy do pokoju, przebrał szybko rzeczy leżące na krzesłach, wskoczył w ulubione spodnie z miękkiego struksu, założył czysta koszulkę. Ziewnął.
- ehh cholera a umyć się – szybko i w miarę prosto poszedł do łazienki. Zamknął drzwi, po chwili było słychać szum wody, przerywany co pewien czas nie udana interpretacja „Hurt” Nine Inch Nails.
Z lekko mokrymi włosami usiadł przed biurkiem. Przeczesał ręka włosy by krople wody spływały mu po plecach. Oparł się wygodnie na fotelu, poluzował oparcie aby dokładnie przylegało do pleców. Spojrzał na blat, ehh ale burdel, odsunął ręką na bok sterty książek i papierów, na których jak zawsze zapisane były niezwykle ważne informacje, przynajmniej kiedy je pisał tak mu się wydawało. Wrzucił puste butelki po sokach do kosza po swojej lewej stronie, wciskając samowolnie przycisk power. Spojrzał na zegarek, no chyba już nie śpi, pomyślał. Przeciągnął się leniwie na krześle, zamknął oczy wsłuchując się w muzykę wiatraczków i prace dysku w jego ulubionej zabawce. Znał ta symfonię dokładnie, każdy akord, każde obce skrzypniecie natychmiast powodowało skierowanie spojrzenia na monitor. Nie było ani grama fałszu w tej symfonii...kompozytor bym perfekcjonistą. Muzyka lekko ucichła, jego dłonie już leżały na klawiszach, wystukując rytmicznie hasło do komunikatora. Oczy od razu powędrowały na napis na samej górze „:* Kasia”, westchnął . Zamyślił się przez moment, położył ręce na klawiaturze i pisał. Nawet na moment nie spojrzał na monitor, nie chciał czytać swoich myśli, wiedział ze spowodowały by one tylko fale bólu, że oto osoba, która tak bardzo wielbi jest daleko i to jedyny sposób aby życzyć Jej miłego dnia. Westchnął – świat jest niezwykle pojebany – powiedział na głos. Mając głęboko w duszy marzenie, ze może ktoś usłyszy jego cierpienie i wszystko zmieni. Wcisnął przycisk „Wyślij” po chwili okienko znikło z ekranu. Ręce opadły bezwładnie na półkę z klawiatura. Spojrzał w okno, zasłonięte żaluzje uniemożliwiały mu widok na pijaków, którzy zapewne już składali się na kolejne wino, utkwił spojrzenie w jednym miejscu, zamarł w bezruchu... Komórka nagle zaczęła rytmicznie podskakiwać na biurku. Złapał ja szybko, czytając wiadomość uśmiechał się co chwila.
- to będzie dobry dzień – rzekł nie wiadomo do kogo, z wyraźnym uśmiechem na twarzy, który nie wiadomo kiedy się pojawił. Niezwykła to była metamorfoza, zachodziła zawsze gdy tylko słyszał Jej głos, czy czytał wiadomość od Niej.
Odłożył telefon na biurko, złapał myszkę w dłoń, z ekrany raz po raz znikały to pojawiały się nowe okna. Nie było widać na jego twarzy żadnych uczuć czy oznak zdziwienia, działał jak maszyna, rutyna, która od lat towarzyszyła tym czynnością powodowała brak jakichkolwiek wrażeń. No wszystko sprawdzone można brać się do roboty. Uśmiechnął się, poprawił fotel, wysunął dalej półkę z klawiatura. Nakierował wskaźnik myszy na znaną mu ikonę, zamyślił się, całkowita cisza ogarnęła pokój. Dwa szybkie ruchy palcem, dwa odgłosy, impuls błyskawicznie dotarł do układów, szara skrzynia, zagrała szybko kilka akordów. Ukazał się napis: Welcome to the world of Sosaria!
- No to jedziemy – powiedział, uśmiechając się przy tym.                    
\"Trudniej obalić pól litra niż obalić rząd.\"
-Marian Krzaklewski

czlonek: BCK i DKM

Offline Rivil

  • +
  • Wiadomości: 281
... Ten drugi swiat ...
« Odpowiedź #2 dnia: 2003-09-10 (Śro), 00:53 »
Wstał z łóżka. Powoli, niespiesznie, rozciągając każdy, jeszcze ospały mięsień. Usiadł na krawędzi swojego posłania. Przetarł oczy i rozejrzał się po pokoju.
- Kurwa, dlaczego tu jest tak cholernie zimno?
Wstał powoli, przygarniając się lekko i uważając, aby nie uderzyć się o sufit wnęki, w której miał łóżko. Spodnie jak zwykle leżały bezwładnie rzucone pod biurko. Podniósł je i szybko założył. Powoli obszedł biurko, mimowolnie nacisnął przycisk POWER na szarej skrzynce. Przez kilkaset układów scalonych w jednym momencie przepłynął prąd. Trzy wiatraczki w jednej chwili, rozpoczęły swój wirujący taniec. Do jego uszu dotarł lekki szumiący dźwięk, a raczej muzyka. Ekran monitora natychmiast rozjaśnił się i zaczął pokrywać białymi literkami na czarnym tle. Jednak on nie zwracał już na to uwagi. Podszedł do okna i podniósł roletę do połowy, wpuszczając do pokoju promienie, co dziwne, jeszcze porannego słońca. Płynnym ruchem odwrócił się w stronę, jeszcze przed chwilą cichych, teraz nabierających na sile skrzeków i pisków.
- Co jest Lanvi? Nie drzyj się tak, bo mnie głowa boli! - powiedział spokojnym głosem - Już chwila poczekaj, zaraz Cię wypuszczę.
Podszedł do klatki, stojącej w drugim rogu pokoju. Spokojnie i powoli wysunął rękę, aby nie przestraszyć mieszkającego w niej lokatora. Otworzył małe drzwiczki.
- No masz, wyłaź, tylko mi kabli nie poprzegryzaj.
Spokojnie wyszedł z pokoju, szczelnie zamykając drzwi za sobą. Zszedł po schodach na dół, do kuchni.
- Kawy! - wychrypiał, brzmienie tego słowa przypominało głos człowieka wołającego o wodę po miesięcznym pobycie na pustyni. Wzrokiem odnalazł czajnik. Podszedł i napełnił go wodą. Otworzył szafkę znajdującą się tuż nad nim.
- Cholera znów nie ma kubków.
Podszedł do zmywarki, szybkim ruchem otworzył drzwiczki i wyciągnął jedno z naczyń. Odetchnął z ulgą. Postawił kubek na ladzie i sięgnął po słoiczek z kawą, odkręcił go i przysunął nos. Zapach kawy podziałał natychmiastowo. Oczy rozszerzyły się a cała postać wyprostowała. Nabrał trochę ciemnobrązowego proszku na łyżeczkę. Przyjrzał się dokładnie i kilka razy zastukał łyżką o słoik, kilka ziarenek wpadło z powrotem do pojemnika. Przesypał zawartość łyżeczki do kubka. Sięgnął po drugi ze słoików, tym razem z białymi kryształkami. Odmierzył dwie łyżeczki i przesypał do kubka, dokładnie zakrywając ciemnobrązową warstwę. Odczekał jeszcze chwilę, nim woda zaczęła wrzeć. Podniósł czajnik i powoli przelewał wrzącą wodę do kubka, zanim ten nie zapełnił się do połowy. Odczekał chwilę i wymieszał dokładnie zawartość. Uniósł kubek z gorącą cieczą i podszedł do lodówki.
- Hmmm gdzie jest to cholerne mleko?
Podszedł do drzwi spiżarni, otworzył je i szybko wyszukał na półkach karton z mlekiem, którym napełnił kubek do końca. Lekki aromat już rozniósł się po całym pomieszczeniu. Upił łyk.
- Ach, tego mi właśnie brakowało.
Powolnym krokiem, wszedł schodami na górę. Otworzył drzwi. Do jego uszu od razu dotarła muzyka. Spojrzał na ekran monitora. Od razu odszukał napis, o który mu chodziło: \"Brak nowych wiadomości\". Westchnął smutno. Jego oczy powędrowały w dół. Papuga, którą niedawno wypuścił z klatki stała między głośnikami i wesoło podrygiwała w rytm muzyki, świergocząc głośno. Uśmiechnął się.
- Koniec tego dobrego.
Usiadł na krześle i pozamykał niepotrzebne programy. Szybko odszukał jedną z ikonek. Po chwili jego oczom ukazał się napis: Welcome to the world of Sosaria!
- No to jedziemy - powiedział, uśmiechając się przy tym.                    
Śmierć jednego człowieka przygniecionego przez drzewo to tragedia, śmierć stu milionów na wojnie to czysta statystyka.

Cheers mate! :D

Offline Sesca

  • +
  • Wiadomości: 95
... Ten drugi swiat ...
« Odpowiedź #3 dnia: 2003-09-21 (Nie), 19:00 »
- Miauu.. - usłyszałam nad uchem, jakiś malutki ciężar leżał na mojej piersi i poczułam coś bardzo miekkiego i swedządzgo na twarzy i nosie i...
- Apsiik! - kichnęłam i otworzyłam natychmiast oczy.
Siedziała na mnie, wąchała i badała swoimi długimi wąsikami. Gdy zobaczyła, że poruszyłam się i otworzyłam oczy, zaczęła mruczeć i ocierać łebkiem o moje policzki. Moj gniew zaraz uszedl, po czym podniosłam ramiona i przytulilam kotke. Ona zaczela przyjemnie mruczec mi do ucha i ocierac o moje rece. Rozejrzalam sie w poszukiwaniu zegarka. Dostrzeglam go na boiurku przy monitorze i niemal nie spadlam z lozka. Dziewiąta!
- Julia... zejdz... - odsunelam kociatko na poduszke i usiadlam. Ech, skarcilam sie w mysli, przeciez to sobota. Zaraz opadlam znowu na poduszki i zaciagnelam koldre po sama brode. Jak zwykle nieszczelne okna nie chronily przed porannym chlodem, mgla ani deszczem za oknem, ktory wlasnie bebnil o szyby. Poczulam, jak cos porusza sie obok mnie i podnosi koldre. Zobaczylam wydostajaca sie spod niej Julie, strzyzaca smiesznie uszami. Spojrzala na mnie. I kichnela. Zapadla cisza. Po czym rozesmialam sie. Kotka znowu przytulila sie do mnie.
Przeciagnelam sie kilka razy i zamruczalam z rozkoszy. O ile pamietam, zawsze tak robilam, a moi znajomi zawsze sie na to dziwnie patrzyli. Tylko nie moj tygrysek. On to uwielbia... heheh.. w koncu robi to samo...
Z niechecia spojrzalam na podloge, w myslach wyobrazajac sobie, jak bardzo jest zimna w kontakcie z moja bosa stopa. Westchnelam i miauknelam zalosnie, po czym odsunelam lekko  rabek koldry i wyciagnelam stope... Dotknelam podlogi, po czym znowu schowalam noge pod koldre. jak przewidzialam, byla zimna. Po remoncie nie zdzazylam jeszcze kupic wykladziny, tak wiec pcv jak zawsze rano, bylo zimne jak lod. Brrrrrr...
Przelamalam sie i ponownie wyciagnelam stope. Zagryzlam warge w determinacji i postawilam 2 stope. Doprowadzilam moje plecy do poziomu, jednak caly czas bylam pod koldra. Jak na zlosc kolderka spadla, bo kotka sie o nia zaczepila. Znowu miałknelam zalosnie i wstalam. Zakrecilo mi sie w glowie. Boze, co ja wczoraj pilam, przeszlo mi przez glowe. No nie...nic nie pilam, naganilam siebie, przeciez znowu wczoraj siedzialam dlugo przed kompem. Wlasnie poczulam, jak wiatr ze szczelin okiennych, mimo ze mialam zawieszone grube ciemonzielone zaslony, polaskotaly moje obnazone ramiona. Ajajaj... zimno... Co jak co, ale to byla moja najgorsza wada od dziecka - bylam okropnym zmarzluchem.
Zlapalam rabek koldry i bezskutecnie prubowalam sie okryc, poniewaz polowa koldry byla przygnieciona mna. Ja zawsze spalam tak dziwnie, ze zaplatywalam sie w nia i potem jak omtyl ze swojego kokonu, wydostawalam sie z warstw poplatanej tkaniny poscieli, przescieradla, koldry i jeszcze nieraz koca. Ech... Poczulam miekkie futerko ocierajace sie o moja reke i usmiechnelam sie. No w sumie to chyba nie jest AZ TAK zimno. Wstalam. Doznalam szoku. Wiatr owinal sie naokolo mojego ciala i myslaam, ze zamrozi je na posag. Ale nie. To tylko moja dziwna wyobraznia. Tkwilam tak, chwile zamyslona, przypominajac sobie, jak fajnie bylo zaledwie niedawno, gdy budzilam sie, widzac Tygryska, zblizajacego sie do mnie z tym uroczym usmiechem....
Szuuur! Dziwny odglos wyrwal mnie z zamyslen. Odwrocilam sie w strone okna. No tak... Julia uczepila sie zaslon. Podeszlam do okna i zdjelam delikatnie ja z fald materialu, odczepiajac jej malutkie pazurki od tkaniny. Wyjrzalam zza szpary, jaka powstala. Ogrodek. Posrod kwiatow i lisci i smieci nie bylo nic ciekawego. Naprzeciwko okna sciana z tylami sklepu spozywczego, pomalowana na taki obrzydliwy bananowo-brazowo-pomaranczowo-szary kolor. Moze i byl kiedys ladny, ale teraz popekany tynk, brud, kurz i wiatr zrobily swoje. Popatrzylam smetnie na krzak bzu. Juz prawie opadly z niego wszystkie liscie. Zaslonilam ponownie okno szczelnie zaslonami i odeszlam w strone drzwi.
Wyszlam na przedpokoj i otworzylam lodowke. Szybki przeglad jej zawartosci dal mi obeznanie dzisiejszego sniadania mojego i Juli. Wyjeclam jedna reka karton mleka, puszke z kitikatem, maslo i..wiecej mi miejsca nie starszylo, bo w drugiej rece rece wiercila sie Julia. Odwrvilam sie, zamknelam odrzwia lodowki i skierowalam sie do kuchni. Postawilam wszystkie produkty na blacie szafki, a kotka wskoczyla na stol i cierpliwie czekala przy swojej miseczce. Podnioslam miske i nalalam jej mleka z kartonu i postawilam na miejsce. Kociak rzucil sie na nia chciwie i tylko slyszlaam szybkie chleptanie bialego napoju. podeszlam do szafki, otworzylam ja i chcialam wziasc kubek. Cholera! Szafka wisi zdecydowanie za wysoko! jak moja starsza sie wyprowadzi, zalatwie kogos kto powiesi ja nizej. Wreszcie dosiegnelam moj ulubiony zielony kubek...
Trzask! Wymsknal mi sie z reki i spadl na ziemie. Rozbil sie. Kotka podskoczyla ze strachu i schowala sie pod stolem. Stlumilam przeklenstwo i podnioslam kawalki ceramiki i wyrzucilam je do kosza pod zlewem. Po kubku juz. Wyciagnelam spod stolu krzeslo, weszlam na nie i wzielam drugi kubek. Wsunelam noga go znowu pod stol i wyciagnelam spod niego Julie. Otarla mi sie o reke, wskoczyla na blat i zaczela dobierac do puszki z zarciem. Wzielam miseczke do jedzenia \'mokrego\' i nalozylam odpowiednia ilosc kawalkow miesa w galarecie. Takie koty to maja szczescie, pomyslalam, to ich cale zarcie nie pachnie wcale tak zle. odstawilam miske na miejsce, wyciagnelam z szafki torebke z \'frelikami\' suchej karmy i nasypalam odrobine do trzeciej miseczki. No, Julio, najesz sie. Tylko mi nie narzekaj, ze glodna chodzisz.
Nalalam sobie mleka do kubka, wsypalam kakako. Nie ma to jak zimne kakao rankiem. Popatrzylam na chleb w chlebaku. Troche czerstwy. Ale nie chce mi sie isc do sklepu. Wyszlam z kuchni, podeslzam do lodowki i wyjelam serek homogenizowany. Mmrrryyy.. wisniowy, moj ulubiony. Moze to zrekompensuje brak ukochanego kubka.
Wypilam mleko do polowy i serek zjadlam natychmiast. Wyrzucilam puste pudelko do kosza, a lyzeczke wsadzilam do zmywaka. Pozinej sie pozmywa. Teraz czas na....
Nie...jeszcze lazienka i ubieranie sie. W koncu zapomnialam o zimnie, ale szybko sobie przypomnialam. Poszlam do lazienki i odkrecilam kurek z goraca woda. Zdjelam moja pamietna, czarna, krotka koszulke nocna i weszlam pod prysznic. Goraca woda ogrzlaa moje cialo i stalam tak chwile, zapominajac o bozym swiecie, relaksujac sie i wspominajac... Potem umylam glowe ( co nie bylo az taka krotka czynnoscia, bo wlosy to ja mam gube, krecone i za pas), potem umylam sie cala i wyszlam spod strugi wody i owinelam ise recznikiem. Nigdy nie wycieralam sie do konca. Zawsze pozwalalam, by kropelki wsiakly  mi w skore. Spojrzalam w lustro i usmiechnelam sie do siebie. Choc jestem malutka to cialo mam idealne, hehe. Gdy wyschlam troche, wyjelam z szafki balsam do ciala i nasmarowalam sie. W lazience roziwal sie delikatny kwiatowy zapach. Zlapalam szczotke i zaczelam rozszesywac te moje dlugie loki. Zqjelo mi to troche, bo w miedzy czasie recznik upadl mi parenascie razy, kot wlazl pod wanne i zaciagnal mi pod nia klucze, pomijajac jeszcze fakt, ze ktos puscil paktofonike na fulla, co doprowadzalo mnie do furii. ja chce mieszkac w jednorodzinnym! Nie w bloku, w srodku warszawy! Do tego na Pradze, dzielnicy skatewo i dresow. Mmmraaauu..
Kiedy w koncu wyczesalam sie i ulozylam sobie jaok tako fryzure, ubralam sie w czytse rzeczy, ktore zawsze lezaly naszykowane przeszlego wieczora i wyszlam razem z Julia do przedpokoju. Na duzym sciennym zegarza wlasnie wybijala godzina dziesiata. Z usmiechem na twarzy pognalam do swojego pokoju. usiadlam na krzeselku, a kotka ulozyla mi sie na kolanach. Schylilam sie i wcisnelam Power w mojej czarnoprzezroczystej skrzynce. Piknelo, skrrzynka zaszumiala, a na monitorze zaczely pojawiac sie litery a potem logo \'Windows XP Professional Edition\" i kolorowy pasek ladowania. Poszukalam na biurku pilota i wlaczylam sobie wierze na \"Gothic Girl\" The 69 Eyes. Przeciagnelam sie jeszcze raz i zamialczalam. Na gorze glosniki wydaly zgrzyt plyty i zagrzmialy rytmy basowki i perkusja, a potem slowa piosenki. Kotka poryuszyla sie niespokojnie, miauczac i naginaja mnie, bym usiadla wygodine i sie nie krecila. Wtreszcie ujrzalam na blekitnym polu napis \"Zapraszamy\" i po chwili sprawdzilam poczte, Gadu Gadu i Mirca. na poczcie znowu dziesiatki maili, na GG kilka informacji. Na mircu tylko niektore sesje. Nikogo. Na GG kilka osob. Zapiszczala komorka. SMS od Tygryska. Odpisalqam szybko i odlozylam koma na miejsce. Aust i Lanhadan napisali kilka powitalnych sformulowan na GG. Odpisalam, wylaczylam GG. Westchnelam i ponownie przeciagnelam sie, mruczac w takt pomrukiwan Juli.
Wyszukalam na pulpicie ikonkę i juz po chwili na monitorze pojawilo sie: Welcome to the world of Sosaria!
- Mraauu! - zamuczala kotka, zeszla z moich kolan i polozyla sie na podeszce fotela, zaczynajac codzienna poranna toalete.
-Tak, mrauu... A teraz mi nie przeszkadzaj, Julio...
                   
\'To be, or not to be..?\' William Shekspire