Autor Wątek: Sen... zly sen  (Przeczytany 1008 razy)

Offline Emill

  • +++
  • Wiadomości: 2 047
Sen... zly sen
« dnia: 2003-08-09 (Sob), 12:35 »
http://www.ts-index.power.pl/jts/board/vie...topic.php?t=166

Cytuj
Wasz najgorszy koszmar... Uchylcie rąbka tajemnicy... Ukażcie to, co siedzi w Waszych umysłach... Przedstawcie alternatywną część swojej natury... Pierwszym, który to zrobi, niech będę ja:

SEN
Pierwsza scena tego snu miała na celu pokazanie miejsca, w którym odbywała się część jego akcji. Był to ogromny, kilkunastopiętrowy budynek. Jego ściany nie miały kątów, były okrągłe, ciemnoszare bądź w całości czarne, odbijało się na nich znikome światło dochodzące z niewiadomego źródła. Na każdym z pięter naprzeciw siebie zawieszone były ekrany kinowe, na których wyświetlano ludzi, którzy nic nie robili, tylko patrzyli się tępo przed siebie i krzyczeli. Przeraźliwy krzyk, jak podczas dłuugiej i bolesnej tortury. Dziwne to było, ponieważ nie zauważyłem na tych obrazach scen przemocy, tylko ludzie i ich krzyk. Oglądali ich młodzi chłopcy, mniej więcej 15-16 lat. Siedzieli oni na typowych, szkolnych krzesłach, przed nimi były oparcia, takie jak te, które widujemy w Kościołach. Patrzyli się w ekran jak zahipnotyzowani, w ogóle nie zwracając, co się wokół nich dzieje. Znajdowały się tu również stalowe schody prowadzące na wyższy bądź niższy poziom. Podłoga w każdym z tych pomieszczeń przypominała ściany blokowisk, zatopione w niej były sporej objętości kamienie, w niektórych miejscach przykryte czerwonym, nieco wyblakłym dywanem. Na środku podłogi każdego piętra był wykrojony otwór w kształcie koła. Nie zajmował on całej powierzchni podłogi, tylko jego część. Niekiedy dało się zauważyć wryte w ściany stalowe kraty, takie jak w więzieniach, ale obecność ekranów w pomieszczeniach każdego piętra nasuwało skojarzenie z kinem, nietypowym, ale jednak kinem. Na samym dole budynku było coś w rodzaju basenu wypełnionego jakimś zielonym płynem, z którego leniwie ku górze unosiła się para. Przeglądowi całemu budynku towarzyszyła bardzo ponura, elektroniczna muzyka oraz dźwięki wspomnianych wcześniej krzyków i jakichś stalowych uderzeń rozlegających się po wszystkich ścianach każdego z pomieszczeń. Nagle wśród tej całej ponurej atmosfery usłyszałem radosny śmiech. Obraz powoli skierował się ku źródle, skąd dochodziły te głosy. Na jednym z pięter zauważyłem... siebie oraz jednego z moich kolegów, który miał na imię Marcin. Żartując sobie z zaistniałej sytuacji, spoglądaliśmy na kinowe ekrany, widzów, ogólnie badaliśmy jedno z pięter, na którym byliśmy. Dziwiło nas, że nikt kompletnie nie zwraca na nas uwagi. Podeszliśmy do jednego z chłopców i machnęliśmy mu ręką przed oczami, nie przejął się tym ani trochę, nawet nie mrugnęły mu oczy. Wtem spojrzałem na Marcina, on złośliwe się uśmiechnął, po czym z całej siły... przykopał w brzuch tego chłopaka, który poleciał z krzesłem do tyłu boleśnie uderzając głową w jedno z kościelnych oparć, które było za nim. To było coś w rodzaju impulsu, zaczęliśmy katować tego chłopaka. Podczas tej całej sytuacji obraz przełączył się jakby na oczy naszej ofiary. Widziałem swoją twarz, na której widać było na przemian grymas złości i ogromnego podniecenia przez to, co się dzieje. Kopaliśmy go wszędzie, w każde miejsce. Po jakimś czasie zaczęliśmy się nawet śmiać, jak po usłyszeniu naprawdę dobrego dowcipu. Widać strasznie nas to bawiło. Ciosy (było ich chyba z około stu) były zadawane do momentu zgonu tego chłopaka, który podczas całego pobicia nawet nie jęknął. Po wszystkim znowu spojrzałem na Marcina i ponownie zaczęliśmy się śmiać. Weszliśmy po schodach na kolejne piętro, a naszą ofiarę, której krew spływała wolno po nierównej podłodze, zostawiliśmy samą sobie. Na kolejnym piętrze tym razem to ja przejąłem inicjatywę. Podszedłem do chłopaka siedzącego najbliżej otworu w podłodze. Razem z Marcinem przysuneliśmy go razem z krzesłem jeszcze bliżej tego otworu. Stanęliśmy obok niego i z całej siły jednocześnie kopnęliśmy w krzesło... Chłopak wraz z nim spadł na sam dół pomieszczenia, do wspomnianego wcześniej basenu wypełnionego, jak się domyśliłem, gorącą cieczą. Nagle usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi po schodach na piętro, w którym byliśmy. Ogarnął nas paniczny strach i uciekliśmy na kolejne piętro, okazało się ono ostatnim. Gdy już weszliśmy, podeszliśmy do otworu w podłodze, położyliśmy się i podglądaliśmy, co dzieje się piętro niżej. Ujrzeliśmy jakąś niezbyt piękną kobietę w średnim wieku, miała ciemne, krótkie włosy, ubrana w biały, szpitalny fartuch, przeraźliwie krzyczała w stronę jednego z chłopców, prawdopodobnie obwiniając go za to, co stało się do tej pory z naszej winy. Gdy zrozumieliśmy już o co chodzi lekko się zaśmiewając doszliśmy do wniosku, że nie warto już dłużej tu siedzieć... Gdy już wyszliśmy spotkałem kolejnego kumpla, Tomka, który też najwyraźniej się nudził i postanowił do nas dołączyć. Siedliśmy na brukowanych schodach i czekaliśmy na koniec \"filmu\" granego w \"kinie\". Budynek miał cztery wyjścia, z którego po chwili zaczęli wychodzić widzowie, którzy żywo i z wyraźnym podnieceniem opowiadali o tym, co wcześniej widzieli na tych ekranach. Wśród wychodzących dojrzałem jedną ze swoich przyjaciółek, ona teź mnie zauważyła ale zignorowała mnie nawet się nie odezwawszy. Nasza trójka wspólnie ustaliła, że trzeba by się czymś zająć wreszcie i ruszyliśmy śmiało przed siebie. Szliśmy po czymś w rodzaju dłuugiego, szerokiego mostu. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, żartowaliśmy. Było miło. Od tego momentu nie widziałem już obrazu z \"trzeciej osoby\" tylko z \"pierwszej\". Patrzyłem to raz na Marcina, raz na Tomka. W którymś momencie spuściłem oczy z Marcina, kierując je ku Tomkowi, następnie chciałem zagadać do Marcina, ale... jego już nie było. Po prostu zniknął. I znowu ogarnął mnie paniczny strach. Tomka zresztą też. Nie wiedzieliśmy co robić, tylko raz po raz rozglądaliśmy się wokół. Nagle usłyszeliśmy ogromny hałas tir\'a, obróciliśmy się ku źródle tego dźwięku i zobaczyliśmy ogromny pojazd będący połączeniem TIR\'a ze... śmieciarką, z której dało się dojrzeć, że jest wypełniona... ludzkimi zwłokami, z których obficie sączyła się krew przy okazji zalewając część karoserii. Ku naszemu przerażeniu zdaliśmy sobie sprawę z faktu, że jedna z martwych osób to... Marcin. Jego ręka bezwładnie zwisała poza \"taczkę\", a jego i reszty zwłok głowy, rytmicznie poruszały się raz w górę raz w dół. Wynikało to z tego, że ulica jest strasznie nierówna i ciężarówka co rusz wpadała w jej niewielkie otwory. Nie myśląc co będzie dalej ja i Tomek zerwaliśmy się do biegu za ciężarówką. Biegliśmy, prawie ją dogoniliśmy, ponieważ nie jechała zbyt szybko. I nagle... Błysk! Oślepiający błysk pozbawił nas wzroku na kilka sekund. Gdy już odzyskaliśmy widzenie spostrzegliśmy, że jesteśmy na ogromnym placu, wydawał się nie mieć końca. Zerwał się lekki wiatr, dało się poczuć chłód. Nie wiedząc co dalej niepewnie postawiliśmy kilka kroków do tyłu. Po kilku krokach uderzyliśmy się o coś. Okazało się, że to... coś w rodzaju mola, które nie wiadomo skąd się pojawiło. Tego już było dla nas za wiele. Nasza histeria zaczęła przybierać na sile. Moja tym bardziej, bo nagle okazało się że i Tomek zniknął! Nie wiedziałem kompletnie co mam robić, usiadłem na brukowany plac i zacząłem wyć i płakać jak dziecko prosząc o koniec tego koszmaru. Być może zdawałem sobie sprawę, że wszystko to jakiś okropny sen? Nie wiem, mój żal przerwał znowu ten hałas, taki sam, jak podczas zniknięcia Marcina. Przede mną nagle \"wyrósł\" ten sam TIR który widzieliśmy wcześniej. Tym razem miałem okazję ujrzeć jego przód, który był obity w całości grubymi, wypucowanymi na płysk, srebrnymi zderzakami. Rzuciłem się w bok, a TIR doszczętnie rozwalił \"molo\". Zacząłem biec przed siebie, nie obchodziło mnie co będzie, byle uciec stąd. Biegłem tak dłuższy czas aż wreszcie zmęczenie dało o sobie znać. Padłem na kolana, nie mogłem ustać na nogach, musiałem złapać oddech... I znowu ten hałas. Znowu przerażenie, ale ujrzałem obok siebie spory stos ściętych drzew ułożonych w piramidę, za którymi się skryłem. Przez cały czas dochodziły mnie jakieś dziwne hałasy, wyjrzałem zza drzew i... ujrzałem ludzi w białych fartuchach, w żółtych rękawicach i gazowych maskach na głowie. Była tutaj też ta kobieta, którą widziałem wcześniej w kinie. Obok nich stał ten TIR, wysypywał zwłoki, którymi był wypełniony. Były nagie, obdarte ze skóry, niektóre świeże, bo spływała z nich krew, część zaś była wysuszona, jakby spędziły na pokładzie TIR\'a dość sporo czasu. Wśród tych świeżych dojrzałem oczywiście martwe ciało Marcina oraz... Tomka. Obróciłem się, bo nie chciałem patrzeć na to wszystko. Znowu poczułem, jak napływają mi do oczu łzy, znowu zacząłem łapać oddech... I nagle ogromny hałas, który nie mógł się równać z tym, co słyszałem wcześniej. Otworzyłem szeroko oczy i ujrzałem... drugiego TIR\'a jadącego w moją stronę z niewiarygodną szybkością. Serce zaczęło mi również coraz szybciej bić. Nie miałem już siły, dałem za wygraną, poddałem się... Ostatnia scena ukazała w zwolnionym tempie TIR\'a niszczącego w proch stos drzew i mnie razem z nimi...

I stał się koniec. Zlany potem, z bijącym ciężko sercem wróciłem do świata żywych. A wszystko to wydawało się być takie realne... Zapraszam do dyskusji...
                   

http://www.mgsonline.pl
Wkrótce Pomarańczowa Rewolucja wybuchnie na nowo!