PPK (Portal Pism Kultowych)

Branża => Gry => Raporty => Wątek zaczęty przez: Durbik w 2010-01-14 (Czw), 21:58

Tytuł: Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2010-01-14 (Czw), 21:58
Ponieważ mój poprzedni raport witpowy opisywał grę którą - choć graną do tej pory - przegrywam sromotnie, teraz będzie raport z walki w nowym środowisku! Do witpa wyszedł massive rebuild - Admiral's Edition. Kupiliśmy z Marcinem. Ten zaś kończy bycie studentem, zaczyna jakąś powagę w swoim życiu, więc gramy. Główna kampania. Podobno gramy do oporu, więc... NIPPON BONSAI!!!

Obecna data gry to 16 grudnia. Pisał będę z kilkunastodniowym opóźnieniem - Pedro czyta i może przez to zyskać zbytnią wiedzę o moich mrocznych tajnych planach z dupy!

Niniejszy AAR będzie pisany w ten sam sposób co znany w środowisku witperskich dziadków AAR Cuttlefisha - Small Ship, Big War - The Voyages of the Hibiki (http://www.matrixgames.com/forums/tm.asp?m=1363103). Polecam lekturę - to jest niby 171 stron forum, ale czyta się bardzo fajnie. Zasadą jest opisywanie wojny z perspektywy jednego okrętu i jego załogi. U CFa to był niszczyciel, u mnie pancernik I S E - widać lubię wielkie, 14inch pyty!

(http://i361.photobucket.com/albums/oo60/drbk/92a51ba3.jpg)

Poznajcie go bliżej w formie jaką widzę ja (w programie AE tracker):

(http://i361.photobucket.com/albums/oo60/drbk/ise_tracker.jpg)

Nie wiem co to wam mówi, ale zaletą ISE jest niewątpliwie artyleria główna. 12 dział 14 cali! Artyleria drugorzędna w porządku, pelotki nieliczne! Kapitan jeszcze o tym nie wie, ale ta wojna będzie wojną powietrznomorską... Opancerzenie monstrualne, jednak odbija się to na prędkości. 25 węzłów oznacza, że Ise nie zalicza się do pancerników szybkich.. No ale wodowany był w 1916 roku, to czegóż wymagać!

Jeszcze staty kapitana Isamu Takedy:

Leadership (ogólna zdolność dowodzenia, najważniejszy stat): 71
Inspiration (wiara w Cesarza, potęgę Nipponu i w takie tam poważne motywy: 62)
Air (znajomość wojny powietrznej): 35
Naval (walka morska): 64
Land (Walka lądowa, ale tez ostrzeliwanie celów naziemnych z morza): 35
Administrative skills (papierkowa robota, pomaga autorytetem w naprawach, załadunku etc): 47
Agresiveness (chęć do banzajowania against all odds): 72

Jak widać kapitan to poważny zawodnik ze starej szkoły. Jest zwolennikiem doktryny walnej bitwy z Amerykanami, która podobnie jak pod Tsushimą zapewni Japonii pozycję mocarstwa na wiele lat. Zresztą uczestniczył w tamtej bitwie jako gunnery officer.

=======================================================================================

6 grudnia 1941 (zawsze wg. czasu zachodniego wybrzeża USA

Lokalizacja: stocznia marynarki w Kure (dystrykt Hiroshima)
Kurs: brak
Uskodzenia: 0 (sys dmg) / 0 (float dmg) / 0 (engine dmg) / 0 (fires)
Task Force: -
Rozkazy: gotowość bojowa

---

Biały welbot z lekkim buczeniem sunął po powierzchni zatoki w Kure torem specjalnie wytyczonym dla transportu oficerów.

Zatoka była zatłoczona okrętami bojowymi cesarskiej marynarki, statkami handlowymi, tendrami, patrolowcami i wszelkim śmieciem jaki tylko zdolny jest unosić się na wodzie. Cała ta hałastra, zwykle zachowująca się niezbyt logicznie, chaotycznie i hałaśliwie, zamarła jakby w to grudniowe popołudnie. Pocztą pantoflową każdy z marynarzy, od oficerów do palaczy, dowiedział się o naradzie u Admirała Yamamoto. Same szychy, a więc szykowało się jakieś grubsze gówno. Bardziej doświadczeni wnioskowali że to raczej całe szambo - cofnięto urlopy, wydano klucze do magazynów z ostrą amunicją, nawet burdel z Koreankami usunięto z portu - a przecież nawet Tokeitai, marynarski odpowiednik Kempeitai korzystało zwykle z jego usług i tolerowało.

A panowie admirałowie radzili bite cztery godziny.

---

 - To nasz. Stary płynie! - syknął dowódca wieży III, porucznik Taizo Shijihara do swojego odpowiednika w sekcji walki z uszkodzeniami, Kenji Furajimy.

- Taaa... - Furajima odjął od oczu swoją lornetkę i zamyślił się głęboko - Dawno nie widziałem go takiego wyprostowanego.

Rzeczywiście, kapitan Isamu Takeda, człowiek siedemdziesięciopięcioletni zwykle chodził, siedział, ba - nawet leżał - okrutnie zgarbiony. Tym razem jednak widok kapitana na przedniej ławie welbota, w galowym mundurze, białej czapce i rękawiczkach byłby niemal majestatyczny, gdyby nie mizerny wzrost Takedy, nazywanego za plecami "gnomem" albo "konusem".

Welbot dobił do trapu Ise, a kapitan bez pomocy stewarda wdrapał się na okręt, witany przenikliwymi gwizdkami trapowych. Doskoczył do niego pierwszy oficer, trzydziestopięcioletni Daitaro Ono, kadet którego od oseska wyszkolił Takeda. Chwilę rozmawiali przyciszonym głosem, następnie zaś kapitan udał się do swojej kabiny, a pierwszy zniknął bez śladu. Jednak już za pięć minut po serii chrypnięć, trzasków i gwizdów z okrętowego radiowęzła dobiegł głos Ono - wszyscy z ponad 1380 osób stanowiących załogę Ise zamieniło się w żywe radioodbiorniki dostrojone na falę "potwierdzenie plotki"

 - "Panowie oficerowie proszeni na naradę do pana kapitana na godzine szóstą po południu. Sekcje zdać najstarszym podoficerom."

 - No to mamy przesrane, młodziaki - sapnął szef kucharzy do swoich pomocników - płyniemy gdzieś jak nic, jutro albo pojutrze. Oby na przykład do Tokio, a nie gonić foki na Sachalinie...

---

 - Panowie - rzekł powoli kapitan - admirał Yamamoto, dowódca Połączonej Floty, upoważnił mnie do przekazania oficerom na moim okręcie następującej wiadomości: wobec niesprawiedliwego i agresywnego zachowania się USA, Wielkiej Brytanii i ich sojuszników, którzy skazują nasz kraj na powolne umieranie blokując surowce konieczne do rozwoju, Japonia musi interweniować. Dziś w nocy zostanie podjęta ostatnia próba  dyplomatycznego rozwiązania. Jeśli nie powiedzie się - wojna!

W każdej innej flocie taka wiadomość wywołałaby lawinę komentarzy - we flocie japońskiej dyscyplina i forma były tak wielkie, że tylko kilku młodszych oficerów wstało porywczo i wpatrywało się w kapitana z ogniem w oczach.

 - Jutro zostanie wydana ostra amunicja - kontynuował kapitan. - Jutro także urządzimy ćwiczenia z ostrego strzelania w zatoce. Dostałem zgodę kapitanatu i nadplanowe 3 jednostki ognia

Dopiero ta wiadomość wywołała ciche komentarze. Dowództwo zwykle płakało nad każdym pociskiem jak nad śmiercią pierworodnego Cesarza, a co dopiero dawać tyle na ćwiczenia!

- Panowie... Prosze o spokój. Nie wiem gdzie i kiedy się zacznie i czy w ogóle się zacznie. Oby nie. Wojna to najgorsza z rzeczy. Ale jeśli rzeczywiście nastanie, ufam, że każdy z panów i podlegli im ludzie z radością nie tyle oddadzą życie za Cesarza, ale zachowają to życie aby niszczyć wroga i pomnażać potęgę Japonii.

- Ale się rozgadał patetycznie... - zdążył bąknąć cicho Furajima, zanim wszyscy wstali i zaryczeli tradycjnie trzykrotnie "NIppon Banzai".

- A teraz proszę panów na stanowiska. Jutro przed ćwiczeniami odprawa o 10 rano, Wtedy już wszystko będzie wiadomo. Dobranoc.

Wszyscy oficerowie wstali, skłonili się głęboko i poczynając od najmłodszego wychodzili z sali odpraw. Ono popatrzył na kapitana a ten pokręcił głową. Gdy zostali sami, kapitan cicho powiedział:

- Pomóż mi młody człowieku, jestem zmęczony tym gadaniem. - Wsparł się na ramieniu pierwszego i już zwyczajnie zgarbiony poczłapał do kajuty. - Poproś Atanabe żeby w razie wiadomości "kod czerwony" budził mnie bez obaw. To będzie długa noc...
Tytuł: Odp: Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"
Wiadomość wysłana przez: w 2010-01-14 (Czw), 22:26
O, to ten report z fajnymi zdjęciami statków, będę zaglądał pozdr!
Tytuł: Odp: Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2010-01-17 (Nie), 11:13
7 grudnia 1941

Lokalizacja: 30 mil od Kure
Kurs: S-SW
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: -
Rozkazy: ćwiczenia strzeleckie

Mały węglowiec Akahashi Maru # 3 najlepsze lata miał już za sobą. Były czasy, kiedy jego bunkry wypełnione były czarnym paliwem, a nawet najbardziej majestatyczne i wyniosłe okręty wojenne karnie ustawiały się w kolejce do pobrania węgla. Ale to już mineło. Teraz mazut królował jako napęd Cesarskiej Marynarki, a konwersja małego trampa na coś bardziej przydatnego była całkowicie nieopłacalna.

Z tych wszystkich powodów z dwudziestu kilometrów mknęły ku niemu 670 kilogramowe pociski przeciwpancerne wystrzelone z dział 36cm / 45 YT1.

---

 - Krótkie! Góra dwa, korekta - lewo jeden! - zagrzmiał porucznik Hara, który przyklejony do dalmierza wieży 4 wyglądał jak futurystyczny owad z gigantycznymi czułkami. W lustrach przyrzadu było widać niebieski dym z barwionego prochu ścielący się na wodzie około stu metrów przed burtą celu. Bliżej był tylko dym czerwony, przypisany tego dnia wieży nr 1
 - Zgoda, Góra dwa, korekta - lewo jeden - spokojnie potwierdził komandor porucznik Shimizu obserwujący marynarza obsługującego ręczny kalkulator artyleryjski - na tarczach urządzenia widniał ten sam wynik.
- Jeden gotowe!
- Dwa gotowe! - ładowniczy zasygnalizowali, że pociski są w lufach i czekają na odpalenie.
- Ognia... - wyburczał Shimuzu

Dwa burzące granaty wypełnione pirotechniczną substancją znakującą przemieszaną z ładunkiem wybuchowym pomkneły z prędkością 700 metrów na sekundę do bezbronnego celu, poruszającego się z prędkością 8 węzłów. Trafienia były tak bliskie celu, że stateczek zakołysał się, nabrał przechyłu na prawą burtę i zaczął tonąć. Sekundę później bezpośrednie trafienie pociskiem z wieży nr 1 zmieniło Akahashi Maru # 3 w kulę ognia i nie było już wiadomo co jest czerwonym barwnikiem, a co eksplozją.

---

Zanotować: cel zniszczony przez wieżę nr 1 w 3/4, w 1/4 przez wieżę nr 4. Dla załogi jedynki premia do poborów. Dla czwórki wachta krótsza o 2 godziny z dziś na jutro - powiedział kapitan Takeda, nie odrywając oczu od lornetki. - A wiesz co jeszcze było na tej naradzie, Daitaro?

- Nie, panie Kapitanie - odpowiedział Ono, odprowadzając wzrokiem adiutanta

- Yamamoto obwieścił, że w razie wojny żaden pancernik nie będzie gnił w stoczni, ale wszystkie będą podobno "wypełniać zadania bojowe"

- W naszym przypadku to nie będzie raczej polegało na ściganiu się z Brytyjczykami między wysepkami, Taisa - odpowiedział kpiąco Ono

- Nie podśmiewaj się ze staruszków - mnie i okrętu. Zawsze możemy eskortować konwoje, ostrzeliwać plaże i groźnie wyglądać. Zresztą 25 węzłów jeszcze wyciagamy. Amerykanie nie mają takich szybkich. - zadumał się kapitan

- To mnie martwi. Osiem pancerników w Zatoce Perłowej! Mogą zaburzyć wszystkie nasze plany... - ściszonym głosem powiedział Ono

- W sekrecie powiem ci chłopcze, że nasza wspaniała flota myśli o wszystkim, zresztą dowiesz się jutro, co by się nie działo - zachichotał starzec, co sprawiło że na chwilę stał się podobny do złośliwej małpy

- O... Tak? Bardzo ciekawe. A jak o to zadba?

- O nie, przeczytasz gazetę - z satysfakcją powiedział kapitan i wrócił do studiowania powierzchni morza, gdzie dopalały się szczątki statku celu - No, satysfakcjonujace ćwiczenia. Dać rozkaz powrotu.
Tytuł: Odp: Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2010-01-19 (Wto), 18:29
8 grudnia 1941

Lokalizacja: Kure
Kurs: -
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: -
Rozkazy: gotowość do wyjścia w morze

---

Dwa nowiutkie głośniki tkwiące na wysokim słupie dominującym nad bazą marynarki w Kure zajęczały w sprzężeniu zwrotnym i po raz ósmy tego dnia - wraz ze swoimi dwupaszczowymi braćmi w całej Japonii - zaczęły nadawać komunikat obwieszczany triumfującym męskim głosem:

- "Nad ranem dnia wczorajszego siły zbrojne Cesarstwa Japonii na rozkaz Cesarza rozpoczęły wyzwoleńczą walkę z reżimami kolonialnymi USA, Anglii i Holandii. Orły z lotniskowcowych sił uderzeniowych admirała Nagumo zaskoczyły uśpionego wroga i zadały mu kapitalny cios - zaatakowano bazę morską w Pearl Harbor na Hawajach. Zniszczeniu uległa prawie cała flota przeciwnika - trzy wielkie pancerniki zniszczone, pięć krytycznie uszkodzonych, wiele krążowników, niszczycieli i innych okrętów zatopionych! Samoloty wroga zniszczone na ziemi! Straty własne minimalne! Cesarz osobiście pogratulował dzielnym lotnikom. Decydujący cios zadano także tak zwanej flocie brytyjskiej: krążownik liniowy "Repulse" został zatopiony, zaś pancernik Price of Wales, nawet nazwą urągający ludom Azji, był widziany gdy po otrzymaniu licznych trafień zmykał przed kolejnymi atakami. Cesarska piechota dostała rozkaz wymarszu w kierunku okupowanych przez wroga terenów, już pierwszego dnia działań zajmując wyspę Batan na Filipinach. Do krucjaty o swobodną i dostatnią Azję przyłączyły się także narody Wietnamu, Tajlandii, Mandżukuo i Wolnych Chin! Z Cesarzem do zwycięstwa, NIPPON BANZAI!"

- Lotniskowce... Kto by pomyślał! Odkąd to pomocnicze okręty wygrywają wojnę? - ze zdziwieniem zapytał Ono, po raz piąty już chyba wysłuchując komunikatu.

- Z ust kapitana to by jakoś brzmiało. Ale ty? Zawsze byłeś do przodu z techniką. Takie czasy! - drugi oficer, Noboru Genda wiedział, że nazywanie kapitana "starym" przy jego wychowanku i jedynym przyjacielu jest raczej w złym tonie.

- Technika to jedno, a wiedza, że jakaś płaska krypa z paroma latawcami zatapia wielki pancernik to drugie... Straszne to trochę - odrzekł Ono.

- Lepiej żeby cię nikt nie usłyszał jak nazywasz dzielne siły szybkie admirała Nagumo płaskimi krypami, a lotników - półbogów operatorami latawców - zaśmiał się Genda.

- Racja. Na pewno wyruszymy w morze, a tylko mi tu politycznych brakuje.... Zauważyłeś że o ICH lotniskowcach nie ma mowy w komunikacie? - ożywił się Ono.

- Nie ma. Może ich tam nie było? - odpowiedział drugi.

- Oby były. Okazuje się, że bez ich zniszczenia to jak włamywać się do czyjegoś domu i zabrać jedynie pieniądze, a zostawić drogie kamienie.

- Ładne porównanie. Oby admirał Nagumo też był równie przewidującym poetą... - powoli powiedział Genda.

---

Tymczasem wiele, wiele mil na wschód od dwóch zdziwionych, przestraszonych i radosnych zarazem oficerów, admirał Chuichi Nagumo, dowódca Kido Butiai, szybkich sił lotniskowcowych cesarstwa Japonii nakazał rozdzielenie zespołu na dwie części: wolniejsze Kaga i Akagi prostą drogą płynęły do Truk japońskiego bastionu nad bastiony. Hiryu, Soryu, Shokaku iZuikaku zaś w eskorcie pancerników, krążowników i niszczycieli zataczały łuk w kierunku południowym, obserwując wszystkimi swoimi licznymi oczami bezmiar oceanu. Polowanie na nieobecne w Pearl lotniskowce wroga rozpoczynało się.

---

Całkowicie nieudaną okazała się akcja penetracji zatoki w Pearl przez małe okręty podwodne, wyrzucane z okrętu - nosiciela u wrót zatoki.Wszystkie sześć nie zdołało wystrzelić torped w kierunku celów, a załogi poległy lub zostały wzięte do niewoli. Poniżej stylizowany portret poległych:

(http://www.b-29s-over-korea.com/Submarines-of-the-IMPERIAL-JAPANESE-NAVY/images/15%20Jap%20MIDGET%20SUB%20CREWMEMBERS%20LOST%20IN%20PEARL%20HARBOR%20ATTACK.jpg)

Tytuł: Odp: Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2010-01-23 (Sob), 20:08
9 - 10 grudnia 1941

Lokalizacja: pełne morze
Kurs: S-SE
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8017
Rozkazy: przebazowanie do Truk, archipelag Karolin

---

Ise od dwóch dni szedł z prędkością 20 węzłów w kierunku bazy w Truk w towarzystwie pancernika Nagato, ciężkiego krążownika Aoba oraz trzech niszczycieli. Ten bardzo silny zespół miał wzmocnić obecność Cesarskiej Marynarki na szerokich połaciach południowo - zachodniego Pacyfiku, bowiem do tej pory aktywność Japończyków na tym terenie ograniczała się do lotów patrolowych i misji okrętów podwodnych. Teraz miało to się zmienić - W Truk okrętowali się już żołnierze mający stanowić trzon sił inwazyjnych rzucanych przeciwko Kavieng na Nowej Irlandii oraz Rabaul na Nowej Brytanii. Szczególnie ten ostatni, stanowiący naturalny port i posiadający rozbudowaną infrastrukturę lotniskową, stanowił łakowmy kąsek dla cesarskich sztabowców. Zdobyty i przystosowany do bazowania samolotów armii i marynarki, mógł stać się Rabaul trampolina do zdobycia panowania w całym obszarze SWPAC (wg nomenklatury amerykańskiej) - co zaś z kolei mogłoby zaowocować inwazją bogatego wschodniego wybrzeża Australii. Zespół dowodzony przez Kontradmirała Yano Hideo, kapitana pancernika Nagato był gwarantem, że pierwsza faza operacji przebiegnie bez zakłóceń, szczególnie zaś bez interwencji alianckich krążowników, których bazowanie w Australii potwierdzono jeszcze przed wojną.

Odbywając bezpieczną podróż po macierzystych wodach, eskortowani przez niszczyciele, okręty ZOP i samoloty, marynarze na Ise mieli wystarczającą ilość czasu, zęby tkwić całymi gromadami przy odbiornikach radiowych i słuchać kolejnych wieści z frontów. Prym w tym wiedli gońcy kapitańscy, którzy służbowo siedząc a kabinie nasłuchu radiowego, w przerwach między kolejnymi wywołaniami i bieganiem z potweirdzeniemia - rozsiewali wieści. Wystarczyło po drodze szepnąć słówko komukolwiek, a już za pół godziny cały okręt mruczał: "lądowanie na Filipinach!", "desant na Malajach!", "Borneo uchwycone!". Pod wieczór podniosłe nastroje zwarzyła jednak wieść o tym, że amerykańskie lotniskowce - bądź lotniskowiec -  jak duchy wyłoniły się z przestrzeni pacyficznych i rozbiły flotę inwazyjną zmierzającą na wyspę Wake, najbardziej na zachód wysuniętą bazę amerykańską. Wieści mówiły o dwóch dużych krążownikach pomocniczych straconych, jednym transportowcu ciężko uszkodzonym oraz o uszkodzeniach na okrętach wojennych eskorty. Ta wiadomość była ostatnią dnia 9 grudnia i w niejednym niedowiarku w zespole 8017 zaburzyła chocby na chwilę wiarę w ostateczne zwycięstwo NIpponu i Cesarza.

---

Świt 10 grudnia zastał sztab admirała Nagumo, boga walki powietrznomorskiej, w pełni gotowości. Dzięki nocnym komunikatom okrętu podwodnego I-153, stwierdzono z pewnością, iż jeden z amerykańskich lotniskowców operujących na Pacyfiku porusza się kursem E-NE w silnej eskorcie krążowników i niszczycieli. To, czy ten właśnie lotniskowiec był sprawcą wczorajszej porażki floty i smierci około 600 świetnie wyszkolonych żołnierzy piechoty morskiej - nie było teraz ważne. Równo z nastaniem świtu pierwsze bombowce nurkujące Aichi D3A oraz torpedowe Nakajima B5N1 eskortowane przez słynne już Zera rozpoczęły formowanie się w klucze lecące z maksymalną prędkością w kierunku namierzonego noca celu. Równoczesnie druga fala samolotów startowała z Kagi i Akagi, znajdujących się około 300 mil na NW od sił głównych i zamykających japońską pułapkę.

Dzień zakończył się tragicznie dla Amerykanów. Pierwsza fala  napastników skupiła się w całości na lotniskowcu "Enterprise", który mimo wyrzucenia w powietrze o odpowiedniej porze wszystkich dostępnych mysliwców F4F Wildcat, był praktycznie bezbronny. Dwie torpedy kalibru 18 cali znalazły jego burty, zaś cztery bomby przeciwpancerne o wagomiarze 250 kilogramów dopełniły dzieła zniszczenia, powodując liczne eksplozje i pożary. Drużyny przeciwawaryjne nie mogły dotrzeć do wszystkich ognisk zapalnych, zaś woda morska nieubłaganie wlewała się do wnętrza wielkiego lotniskowca, łamiąc grodze wodoszczelne i zalewając przedziały pełne marynarzy. "Enterprise" tonął i nikt już nie mógł nic na to poradzić.

Kolejne fale samolotów skupiły się na eskorcie krążowniczej, zatapiając dwa ciężkie krążowniki na pewno, a trzeci prawdopodobnie. Trafione zostały także dwa niszczyciele, jednak nie udało się stwierdzić ich dalszego losu. Straty własne Nagumy wyniosły 16 samolotów.

Obrazu bitwy dopełnił fakt, iż kontruderzenie amerykańskie zostało kompletnie rozbite przez myśliwce Zero, patrolujące w wielkiej liczbie niebo nad zespołem Nagumy. Tym "Dauntlessom" i "Devastatorom", którym udało się przejść przez te sieczkę, nie udało się skutecznie zaatakować ani jednego świetnie manewrującego lotniskowca. Wszystkie amerykańskie samoloty zostały zestrzelone przez obronę przeciwlotniczą, zaś te, które już wcześniej powróciły w rejon macierzystego zespołu, musiały skapotować na oceanie. Na miejscu gdzie powinien być okręt stanowiący ich bazę i dom - widniała masa szczątków i wielka plama ropy.


(http://i361.photobucket.com/albums/oo60/drbk/ship_hyuga5.jpg)

Nagato (pierwszy z dołu) oraz Ise (trzeci z dołu) w przedwojennej paradzie. Oprócz nich na zdjęciu także Kirishima i siostrzana dla Ise Hyuga.

(http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/c/ce/USS_Enterprise_(April_1939).jpg/800px-USS_Enterprise_(April_1939).jpg)

Enterprise w 1939 roku

Tytuł: Odp: Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2010-01-26 (Wto), 13:00
11 - 12 grudnia 1941

Lokalizacja: pełne morze
Kurs: S
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8017
Rozkazy: przebazowanie do Truk, archipelag Karolin

---

Konserwacja lufy działa artylerii głównej okrętu podczas ruchu tegoż okrętu nie jest sprawą prostą. Dla Ise rozkazy wymarszu w morze przyszły w kilka godzin po ostrym strzelaniu, dlatego nawet kapitan Takeda nie potrafił załatwić miejsca przy nabrzeżu czy choćby tendrze aby wykonać tę niezbędną pracę. Tymczasem przestrzelana i niewyczyszczona lufa groziła eksplozją przy kolejnej próbie oddania salwy - a pancernik nieubłaganie zbliżał się  do wód uznawanych w dowództwie Cesarskiej Marynarki za "właśnie zabezpieczane".

Procedura wyglądała następująco: najpierw  każda wieża  obracała sie w pozycję neutralną tak, aby zapewnić ekipie czyszczącej jak najszersze oparcie w pokładzie. Odbywało się to w schemacie "pięciu czuwa - jeden odpoczywa" - dzięki temu pancernik w każdej chwili był gotowy do oddania salwy burtowej mocą dziesięciu dział. Następnie na konstrukcji złożonej z drabin, marynarzy i tego co akurat było pod ręką montowano spiralnie ukształtowany wycior, który siłą ludzkich mięśni obracano kilkanaście razy w dziale tak, aby z bruzdowania wydobyć nawet najmniejsze fragmenty niespalonej substancji pędnej, mogacej być powodem nieszczęścia. Podobną procedurę, ale w delikatniejszy sposób - i z użyciem krótszych wyciorów - przeprowadzano od wnętrza wieży. następnie działa dodatkowo przedmuchiwano przy pomocy specjalnie w tym celu skonstruowanej instalacji. W 36 godzin wszystkie 6 dwudziałowych wież było gotowych do działania, zaś pokryte smarem, odpadami i innym badziewiem wyciory znaczyły drogę za pancernikiem, unosząc się dobrych kilka godzin na powierzchni oceanu.

W japońskiej flocie nie zdawano sobie sprawy, że w tej wojnie każdy ślad pozostawiony przez własne okrręty będzie wnikliwie wykorzystany do ich śledzenia przez okręty podwodne i samoloty wroga. Tym razem wydawało się jednak, że niefrasobliwośc ujdzie na sucho - nie wychwycono żadnych meldunków, ani nie zauważono śladu podwodnego łowcy na ogonie zespołu. Rejs do Truk trwał nadal.

(http://www.combinedfleet.com/360-45-1.jpg)

Działa pancernika klasy Ise
Tytuł: Odp: Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2010-01-31 (Nie), 18:56
13 grudnia 1941

Lokalizacja: atol Truk, wyspa Dublon
Kurs: -
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8017
Rozkazy: oczekiwanie na sformowanie konwoju

---

Większość z prawie tysiąc czterystu ludzi stanowiących załogę Ise nigdy nie widziała tropików. Dlatego widok pięknego atolu o szerokich plażach, rafy koralowej tak wyraźnie przebijąjącej się spod powierzchni wody i niemal rajskiej roślinności - budził niekłamany zachwyt. Powściągliwi z natury Japończycy posiadali jednak wrażliwość na piękno ukształtowane estetyczną kulturą swojego kraju, która po rewolucji Meiji stała się powszechnie dostępna. Ten i ów układał więc w zaciszu własnej koi haiku opiewające piekno atolu, większość zaś wykorzystywała każdą chwilę żęby siedzieć na pokładzie i się napatrzeć.

A było na co. Koralowy atol Truk, stanowiący łup Japonii z Pierwszej Wojny Światowej składał się z kilkunastu większych i kilkudziesięciu mniejszych wysepek, otoczonych barierą rafy koralowej, będącej siedliskiem wielu barwynych ryb, skorupiaków i mięczaków. Same koralowce przy odpowiednim oświetleniu mieniły się spod wody tysiącem barw, a tropikalna roślinność czepiająca się z konieczności nawet najmiejszego kawałka stałego gruntu, dopełniała obrazu rajskich wysp.

Japończycy usadowili się na Truk, zmieniając atol w groźną bazę powietrznomorską. Lotniska na wyspach Weno i Felen pozwalały panować w powietrzu nad wielkim obszarem oceanu, zaś naturalne kotwicowisko przy wyspie Dublon, znajdującej się na południowy zachód od centrum atolu - pozwalało na przebywanie w bazie nawet największych jednostek Cesarskiej Marynarki. Obecnie przy nadbrzeżach stały karnie usztawione w szeregi i zabezpieczone sieciami przeciwtorpedowymi transportowce, ładujące żołnierzy piechoty morskiej i materiał wojenny w ramach przygotowywanej inwazji na Rabaul i Kavieng. Te właśnie konwoje miały eskortować właśnie przybyłe pancerniki Nagato i Ise.

---

Zgodnie z japońskim ceremoniałem, którego wyżsi oficerowie z lubością przestrzegali, kapitanowie i pierwsi oficerowie nowoprzybyłych okrętów zostali zaproszeni na wieczorny poczęstunek przez dowódcę bazy Marynarki w Truk. W macierzystej Japonii takie "poczęstunki" zwykle przeradzały się w pijackie sesje, nierzadko okraszone nie tyle występami gejsz, co raczej tańcami prostytutek gejsze udających. Jednak w tak odległej od domu bazie nie wiadomo, czego można się było spodziewać. Takeda i Ono zjawili się więc u Wiceadmirała Barona Matsuji Ijuina z dużym zaciekawieniem.

---

Wzorowy porządek panował na stole w pomieszczeniu reprezentacyjnym kapitanatu portu. Maty do siedzenia najlepszej jakości, kryształowe naczynia na sake, dwie przygrywające na shamisenach młode maiko - jednym słowem najlepsza herbaciarnia po tej stronie równika. Niektórzy z zaproszonych oficerów byli tym zaskoczeni - mysleli że pojedzą dobrego, świeżego mięsa, opiją się sakę i będą opowiadać grube żarty. Tymczasem gospodarz zadbał, aby atmosfera przypominała tę, którą spotyka się w najszacownieszych ochaya w Kioto. Gejsze chodziły między mężczyznami, dla każdego znajdując miłe słowo, dolewając herbaty, na żądanie deklamując poezje czy śpiewając.

 - Proszę mi powiedzieć, panie majorze, czy trudno jest dowodzić naraz tyloma ludźmi, tyloma... mężczyznami? - zapytała gejsza, nie podnosząc przy tym ani na chwilę wzroku, czym ujęła Ono, który lubił profesjonalizm, zwłaszcza u gejsz.

- Nie trudniej niż dowodzić wami w waszym okiya - odpowiedział wesoło - czy mieszkasz w okiya tu na Truk, czy też twój dom jest w Japonii? - spytał z ciekawością. Domy gejsz poza wyspami japońskimi były bowiem rzadkością

- Tak, shosa. Mieszkamy tutaj. Pan admirał był tak miły i zapewnił nam wszystko co konieczne - odpowiedziała gejsza

- Ho, ho, toż to prawdziwa gratka dla nas prostych oficerów oglądać tak piękne kwiaty nie tylko od święta, ale i częściej! Muszę osobiście podziękować panu Admirałowi, gdy nadarzy się okazja - odparł Ono, wiedząc, że gejsze należy komplementować, gdyż należy to do ceremoniału, a poza tym podobała mu się ta kobieta.

- Pan major żartuje, nam tu na prowincji nie mierzyć się z pięknościami z Kioto - skromnie, ale z nutką wesołości wyszeptała gejsza

Daitaro roześmiał się wesoło i zaczął rozglądać po sali. Stali bywalcy restauracji i herbaciarni czuli się swobodnie, podobnie jak gospodarz, który po paru czarkach sake odrzucił arystokratyczną manierę z jaką ich przywitał i rozmawiał z grupką dowódców niszczycieli z 5 dywizjonu. Niektórzy jednak nie do końca wiedzieli jak się zachować i czuli się przytłoczeni oficjalnością przyjęcia, na którą nie byli przygotowani. Ono zerknął też na swojego kapitana, siedzącego na lewo od miejsca które zjamował pierwszy oficer. Takeda zagadywany wytrwale przez około trzydziestoletnią gejszę odburkiwał tylko niezadowolony i popijał wciąż dolewaną mu herbatę. Ono zasmiał się w duchu - kapitan nigdy nie lubił takich przyjęć, a częstotliwość tych na których musiał bywać była wprost proporcjonalna do miejsca w hierarchii jakie zajmował. Poprzednio, jako dowódca lekkiego krążownika "Kashima" nie musiał chadzać na tego typu rauty za często. jednak teraz, kiedy objął pancernik - dumę floty - zły humor związany z traceniem czasu na zabawy ogarniał go dużo częściej. Ono z kolei, wychowany w zamożnej rodzinie przemysłowca z Nagoi, był przyzwyczajony do herbat z gejszami i sprawiały mu one przyjemność.

Do pomieszczenia w którym biesiadowali oficerowie wszedł nagle adiutant i podbiegłszy do admirała, ukłonił się i przekazał mu złożoną na czworo kartę, w której każdy z oficerów poznał przedruk z dalekopisu. Wszyscy obecni ucichli i wpatrywali się w admirała, który przeczytał dokument i wstał z miną, jakby własnie usłyszał cudowny wiersz opiewający jego zasługi, śpiewany przez kapłanki ze świątyni Yamakuni.

- Panowie, proszę o powstanie - zaczął admirał, a gejsze spiesznie oddaliły się do pomieszczenia obok - odczytam teraz komunikat Cesarskiej Kwatery Głównej: "Dziś w godzinach porannych, siły szybkie Admirała Nagumy zlokalizowały i zatopiły kolejny lotniskowiec wroga, Lexington, przy minimalnych stratach własnych. Zatopiono także liczne okręty eskorty, wiele jest uszkodzonych. Wróg osiągnął jedno niegroźne trafienie na lotniskowcu Hiryu, który jednak pozostaje w gotowości bojowej. Chwała cesarskim orłom!"

Wybuchła wrzawa - jedni cieszyli się z wieści, inni zastanawiali się co znaczy "niegroźne trafienie". Ono podszedł do kapitana i powiedział:

 - To świetne wieści, Taisa! Teraz wróg nie może nam już nic przeciwstawić! Pancerniki zniszczone, lotniskowce zniszczone... Wojna idzie lepiej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać!

- Zwykłem zawsze gasić podobny entuzjazm u kadetów na "Kashimie", Daitaro... Ale tym razem masz rację. Mamy co najmniej rok spokoju, póki Amerykanie okrzepną. Cieszę się. Jak nigdy widzę sens naszych działań.  - powiedział Takeda z mocą - Napijemy się by to uczcić, kiedy tylko te wymalowane kobiety przyniosą jakieś sake - dodał z niechęcią.

- Kiedyś opowie mi pan kapitanie co sprawia, że tak nie lubi pan tych kobiet - zaśmiał się Ono. Ale nie dziś. Dziś jest co świętować!

(http://i361.photobucket.com/albums/oo60/drbk/truk.gif)

Atol Truk. Wyspa Dublon to ta na zachód od wyspy Tol

(http://i361.photobucket.com/albums/oo60/drbk/lexington.jpg)

Śmierć lexingtona od razów zadanych mu przez lotniskowce Nagumy (podpisu na zdjęciu nie chciało mi się usuwać już)
Tytuł: Odp: Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2010-02-04 (Czw), 18:25
14 grudnia 1941

Lokalizacja: S od Truk, pełne morze
Kurs: S-SW
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8184
Rozkazy: osłona operacji "Wschodni Lew Morski"

---

Ise powoli i majestatycznie szedł kursem na trawersie konwoju inwazyjnego do Rabaul. Pancernik był doskonale widoczny z pokładów transportowców, umacniając wiarę w to, że operacja symultanicznego uderzenia na Rabaul i Kavieng jest doskonale przygotowana i będzie wzorowo przeprowadzona. Brak lotniskowców wroga i wielkie działa Ise gwarantowały, że nic nie może pójść źle.

Szyk przyjęty przez okręty byłby ekstremalnie ryzykowny na Atlantyku - okręty podwodne które zwykły wynurzać się do ataku w środku konwojów, na pewno nie przepuściłyby możliwości atakowania torpedami wyjątkowo ważnego celu - wielkiego pancernika. Konwój osłony winien iść w odległości kilku - kilkunastu mil za konwojem, zas role pikiet powinny grać uzbrojone w broń przeciwpodwodną niszczyciele. Jednak Japończycy dopiero zaczynali rozumieć, jak straszną dla wysiłku wojennego jest ciągła utrata statków i okrętów zatapiantych przez torpedy spod wody. Oficerowie Ise jeszcze w Truk słyszeli plotki, że straty floty handlowej od broni podwodnej są wysokie, jednak plotki plotkami, a przedwojenna praktyka sobie, szczególnie że załogi okrętów bojowych nie odczuły jeszcze jak jeden atak torpedowy może zburzyć misternie budowane plany.

Okręt płynął więc nie niepokojony ku pierwszemu w tej wojnie starciu sił nawodnych, w którym uczestniczył pancernik Cesarskiej Marynarki, a który nazwano potem "Bitwą o Archiipelag Bismarcka"

(http://i361.photobucket.com/albums/oo60/drbk/rejon_rabaul.jpg)

Rejon Rabaul na Nowej Brytanii wg przedwojennego stanu posiadania. Baza na Rabaul nie jest bazą świetnie rozwiniętą, jednak Cesarskie Dowództwo ma wobec niej wielkie plany...
Tytuł: Odp: Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2010-02-17 (Śro), 22:43
15 grudnia 1941

Lokalizacja: N-NW od Rabaul, okolice w-y Mussau
Kurs: S-SE
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8184
Rozkazy: osłona operacji "Wschodni Lew Morski"

---

 - Mówię wam, wściekł się jak dzikie zwierzę - szeptał starszy szeregowy Harada, członek obsługi okrętowego wodnopłatowca między jedną pecyną ryżu a drugą

 - A ty byś nie wrzeszczał? Przecież nawet bosman widział ten raport który pisał do dowództwa. Że potrzeba samolotu o większym zasięgu. A oni dali mu starego Kawanishi! - to mówiąc rozmówca Harady rozejrzał się po mesie czy nikt nie słucha niezbyt legalnego obgadywania oficera

- Nie narzekaj! Uczyliśmy się obsługi na tym samolocie

- Tak, ale przecież wiesz dobrze że chodziło mu o te świetne nowe Aichi! Wszyscy je dostają - tylko nie my! I jeszcze musieliśmy - zamiast pić sake i obmacywać miejscowe dziwki - przerabiać cholerną katapultę do ich fanaberii! - wciąż pieklił się marynarz Otabe z obsługi płatowca

- Ano tak - westchnął Harada - i jeszcze major chodzi jak struty przez to, cała sekcja cierpi, ćwiczeń nam dowalają dodatkowe godziny... W sumie to konieczność! Ci nowi nawet nie widzieli E7K na oczy.

- Podobno obiecali dać E13A po powrocie! Kiedy wrócimy nie wiadomo... Hej Harada! A może jednak sprzedałbyś ten chiński sztylet? Daję dwadzieścia jenów!

- Chciałbyś kolego! I za dwieście nie będzie twój! - śmiejąc się dwaj plotkarze opuścili - obszerną jak na okrętowe warunki - mesę szeregowców - i udali się na kolejne zarządzone przez majora - pilota Noboru Totukaze ćwicenia w próbnym strzelaniu ze zmodyfikowanej na Truk katapulty

---

(http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/80/Kawanishi_E7K_seaplane.jpg)

Kawanishi E7K "Alf" - taki samolot dostał Totukaze...

(http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e6/E13A-3s.jpg/800px-E13A-3s.jpg)

... a takiego pragnął - Aichi E13A "Jake". Dodać trzeba, że - nowoczesne, ale obdarzone niewielkim zbiornikiem paliwa - dotychczasowe samoloty przenoszone na Ise, to jest Mitsubishi F1M "Pete" nie sprawdziły się jak dotąd w wojnie z Marcinem - przestrzenie do patrolowania są za wielkie!
Tytuł: Odp: Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2010-02-25 (Czw), 16:30
16 -18 grudnia 1941

Lokalizacja: bliska reda miejsca desantu "1" - Rabaul
Kurs: -
Uskodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8184
Rozkazy: osłona operacji "Wschodni Lew Morski"

---

Wyjątek z książki "Słońce wzeszło w tropikach" Zbigniewa Flisowskiego, wyd. MON, Warszawa 1962:

" [...] 16 grudnia japońscy żołnierze, stłoczeni do tej pory w niezbyt komfortowych ładowniach naprędce przystosowanych do przewozu ludzi statków, wylali się na brzeg Nowej Brytanii. MImo wspacia ogniowego dział pancernika "Ise" i krążownika cięzkiego "Kiniugasa", pierwszego dnia nie udało się przełamać obrony Australijczyków. Zdeterminowani żołnierze dawali odpór najeźdzcom, szczególnie że byli świadomi braku możliwości ewakuacji w razie ogarnięcia ich przez Japończyków. Obrona składała się z Batalionu "Lark" (skowronek), kompanii strzelców nowogwinejskich, oraz naprędce sformowanych drużyn obsługi kotwicowiska i lotniska w Rabaul. Japończycy rzucili przeciw bazie dwa specjalne pułki desantowe: drugi Kure i drugi Sasebo, wspierane przez 17 regiment artylerii polowej. Były to przeważające siły, dlatego obrona - mimo, iż bohaterska - była z góry skazana na niepowodzenie. Jednak, jak się rzekło -16 grudnia nic nie wskazywało na rychłą klęskę Rabaulu.

Okręty japońskie tymczasem strzegły transportów wyładowujących zaopatrzenie i sprzęt na brzeg wyspy. Przy pełnieniu zdań osłonowych, ciężkie okręty prowadziły pojedynek artyleryjski (dość jednostronny) z ujawnianymi sukcesywnie przez piechotę stanowiskami ogniowymi wroga. I tak "Ise" wystrzelił 76 pocisków z dział artylerii głownej, "Kiniugasa" zaś 136 granatów ośmiocalowych. Jak pokazały późniejsze wydarzenia, dość chaotyczny i niecelny ogień poczynił dość znaczące uszczerbki w zasobach amunicji cesarskich okrętów (a niewielki w szeregach obrońców). Miało się to zemścić niebawem, gdy alianckie dowództwo postanowiło wreszcie przeciwdziałać desantowi na Rabaul przy użyciu australijskiej i nowozelandzkiej floty. [...]


(http://i361.photobucket.com/albums/oo60/drbk/kiniugasa.jpg)

Kiniugasa widziana z Ise podczas patrolu w rejonie desantowania. 
Tytuł: Odp: Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2010-03-03 (Śro), 17:33
19 grudnia 1941 - CZĘŚĆ 1

Lokalizacja - Dalekie Przedpole Rabaul
Kurs: -
Uszkodzenia: 0 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8184
Rozkazy: osłona operacji "Wschodni Lew Morski"

---

Ise i Kiniugasa patrolowały z prędkością marszową północne podejścia do wybrzeży Nowej Brytanii. Kapitana Takedę w godzinach porannech zelektryzował szyfrogram o rajdzie na wybrzeże desantowe w Kaviengu na Nowej Irlandii. Trzy krążowniki wroga, jeden ciężki i dwa lekkie, chciały niepostrzeżenie, korzystając z ciemności podejść pod stanowiska kowicowania transportowców i zatopić je. Na szczęście w osłonie konwoju działał stary lis wojny nocnej, Yano Hideo - dowódca pancernika Nagato. Udało mu się wymanewrowac wroga tak, że miał on zamkniętą droge do transportowców. Po krótkiej i nieskutecznej z obu stron walce ogniowej, alianckie krążowniki podkuliły ogon umykając w kierunku S - SW... czyli dokładnie na Rabaul! Czy był to element planu wroga, czy chaotyczna ucieczka przed groźnymi Nagato i Aobą - tego nikt w japońskim dowództwie nie wiedział.

Dochodziła godzina 14. Wodnosamoloty wyrzucone kilka godzin temu z Ise i Kiniugasy nie wróciły do tej pory, jednak na ich meldunki Takeda zbytnio nie liczył, bowiem pogoda była paskudna. Ciężkie, ołowiane chmury zebrały się nad zespołem, a prowadzący niszczyciel Oboro zalewany był po mostek wielkimi jak domy falami. Dowódca nakazał nadać na pozostałe okręty aby zmieniły kurs na skośny do fali, wiedząc że w ten sposób zminimalizowac można ryzyko uszkodzeń, które na wrogim terytorium mogłyby być niemożliwe do naprawienia.

Naraz z tuby głosowej na mostku oznaczonej jako "obserwator na topie" dał się słyszeć wysoki, piskliwy od podniecenia głos marynarza: - JUNYOKAN! - i rzeczywiście były to krążowniki wroga! Chłopak z oka uspokoił się trochę i podawał kurs, odległość oraz przypuszczalne klasy okrętów wroga. Tymczasem Takeda kierując lornetkę w zameldowaną część horyzontu, wydawał pierwsze rozkazy. Taniec się rozpoczął.

Okrętami alianckimi były australijskie lekkie krążowniki "Perth" (nowoczesny i groźny) oraz "Adelaide" - pamiętający jeszcze Pierwszą Wojnę Światową. Prócz tego w skłąd zespołu wroga wchodził ciężki krążownik "Canberra" - zbudowany w latach dwudziestych australijski trójkominowiec podklasy Kent. Zespół ten, stworzony do szybkich rajdów na konwoje nie mógł jednak mierzyć się w bezpośredniej walce z pancernikiem, chyba żeby zaszły jakies specjalne okoliczności. Jednak 19 grudnia oba zespoły dojrzały się mniej więcej jednocześnie. I mimo że Australijczycy mieli pewną przewagę taktyczną, wynikłą ze zmiany kursu przez zespół japoński, to przeciez już w pierwszych sekundach bitwy udało się Japończykom wprowadzić do walki wszystkie swoje siły.

Jednak pierwszy ogień otworzył krążownik HMAS Canberra. Osmiocalowe granaty zaczęły spadać w pobliżu prowadzącego niszczyciela Oboro, który śmiałym manewrem zaczynał skracać dystans i przygotowywać wyrzutnie złowieszczych "długich lanc" do ataku torpedowego. To samo robił niszczyciel Sanae, jednak jego odległość od wroga była większa.  tymczasem ciężkie okręty japońskie brały namiar i już wkrótce pokład Ise  zatrząsł się od dwunastu wystrzałów z artylerii głównej. Celem pancernika był idący na czele zespołu wroga krążownik Perth.Takeda liczył, iz trafiwszy go zaburzy szyk wroga i tym łatwiej będzie rozbić jego linię bojową, a potem wykończyć samotne krążowniki.

Tymczasem odległość między wrogimi zespołami zmniejszyła się z dwudziestu do piętnastu tysięcy jardów. Wszystkie okręty ziały chaotycznym, niecelnym ogniem. Dla Japończyków taka walka była zabójczą - jeszcze dziś z rana ostrzeliwały Rabaul i w pomieszczeniach amunicyjnych zaczynało ziać pustką. Dlatego Takeda dążył do jeszcze większego skrócenia dystansu, licząc na pancerz swoich okrętów i na lepsze wyszkolenie artyleryjskie na krótkich dystansach.

Na dwunastu tysiącach jardów do walki włączyła się artyleria średnia Ise. Osiem sześciocalówek podzieliło cele między siebie, sprawiając, że wróg musiał często zmieniać kurs, a tym samym rzadziej odpowiadać ogniem. Dawała o sobie znać przewaga w liczbie luf japończyków, zwłaszcza, że Adelaide otrzymała pierwsze dwa trafienia. Pociski spadły na pancerny pokład - jeden z nich odbijając się zdemolował stanowisko armaty p-lot 76mm, powodując spektakularną eksplozję jaszcza z amunicją, drugi przebił pas burtowy i eksplodował w... kuchni okrętowej, nie powodując jednak większego zagrożenia dla okrętu.

Walka zdawała się zdawać jednostronną - Japończycy mimo wysiłków F.E. Gettinga, dowódcy zespołu australijskiego, zblizali się ciągle, ziejąc coraz celniejszym ogniem. Jednak to właśnie wtedy krążownik Canberra nareszcie uzyskał trafienia na Oboro. Dwa ośmiocalowe granaty wbiły się pod niskim kątem w dziób niszczyciela, przebijając się do pomieszczeń magazynowych i tam eksplodując. Oboro natychmiast zwolnił i zaczął podawać tyły, sygnalizując o pomoc. Takeda nakazał niszczycielom zaprzestać ataku i wycofać się. Sanae mimo to wystrzelił 4 torpedy, jednak wobec nieuzyskania efektu, zaczął stawiać zasłone dymną i oba niszczyciele poczęły oddalać się od wroga.

Tymczasem pojedynek artyleryjski ciężkich okrętów odbywał się już z bardzo bliska. Tylko 9000 jardów dzieliło przeciwników, więc kolejne pociski poczęły odnajdywać swe cele. Jeden granat 36-centymetrowy trafił nawet w krążownik Perth. Jednak przebiwszy pancerny pokład, przebił dwie grodzie i wyleciał z drugiej strony okrętu, eksplodując dopiero w zetknięciu z wodą. Mimo to Perth zwolnił do 10 węzłów. Uszkodzony został wał transmisyjny śruby numerr dwa, który nie straciwszy momentu obrotowego tłukł się bez kontaktu z dalszą częścią mechanizmu, zrywając instalację elektryczną i odcinając całą sekcję okrętu. W tych warunkach tylko dwie wieże uzbrojone w działa sześciocalowe mogły  odgryzać się Japończykom. Perth otrzymał jeszcze kilka trafień ze średniej artylerii Ise, jednak wobec odskoczenia od głownych sił, Japończycy nie ścigali go ogniem zbyt zawzięcie.

Pozostałe dwa krążowniki australijskie zasypały ogniem pancernik Ise, licząc na tak zwany "lucky shot". Nic takiego nie nastąpiło. Mimo, że Ise otrzymał sześć trafień z działa 6-calowego i dwa z osmiocalówek Canberry, żaden z pocisków nie przebił pancerza tego wielkiego lewiatana, powodując tylko niegroźne pożary, z którymi wzorowo radziły sobie drużyny przeciwawaryjne. Tymczasem Kiniugasa wstrzelała sie z sukcesem w Adelaide. Uszkodzenia u Australijczyka uzmysłowiły w końcu Gettingowi, że już nic nie wskóra. Zebrawszy swoich rajderów tak jak ojciec zagarnia nieznośnych i dokazujacych synów, Canberra podała tyły i zaczęła na pełnej prędkości wycofywać się w kierunku na Nową Gwineę, ostrzeliwując się rzęsiście (jeden z pocisków trafił nawet Kiniugasę). Za nią płynęła spiesznie Adelaide, a na końcu wlókł się Perth, który nie uniknął pożegnalnych trafień z sześciocalówek Ise. Jednak starcie stanowiące drugą fazę bitwy o Archipelag Bismarcka (pierwszą stanowiła potyczka z Nagato) było zakończone!

(http://i361.photobucket.com/albums/oo60/drbk/AWM_ART24483_HMAS_Perth.jpg)

Perth prowadzi Australię do ataku - obraz namalowany przez członka załogi tego dzielnego krążownika

(http://i361.photobucket.com/albums/oo60/drbk/HMAS_Canberra_1942.jpg)

Canberra w 1942 roku. W tej bitwie uniknęła trafień!
Tytuł: Odp: Dziewięć krokwi świata pod jednym dachem, czyli majestat pancernika "Ise"
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2010-04-21 (Śro), 21:27
19 grudnia 1941 - CZĘŚĆ 2

Lokalizacja - Dalekie Przedpole Rabaul
Kurs: -
Uszkodzenia: 1 / 0 / 0 / 0
Task Force: 8184
Rozkazy: osłona operacji "Wschodni Lew Morski"

---

Od walki z australijskim zespołem krążowniczym nie upłynęła nawet godzina. Drobne pożary wywołane przez niespalone bryły kordytu z alianckich pocisków  sześcio i ośmiocalowych zostały na Ise szybko ugaszone przez drużyny awaryjne i okręt był w pełni sprawny - z jednym wyjątkiem... Braku amunicji do dział artylerii głównej.
KOmory amunicyjne były praktycznie puste. POzostała jedna - i to niecała - jednostka ognia. Oznaczało to cztery salwy, co w warunkach walki manewrowej stanowiło tyle, co nic. Jednak Takeda osobiście sądził, że na dziś dość już było przygód i emocji. W normalnych warunkach miałby rację, ale nie pzewidział, że zawiodła koordynacja aliankiego zespołu, a jeden z ciężkich krążowników zwyczajnie nie zdążył na bitwę.

Krążownikiem tym był HMAS Australia, okręt flagowy dzielnej marynarki kraju kangura i śmiesznego akcentu. Relatywnie nowy, dostatecznie uzbrojony w działa ośmiocalowe artylerii głównej, jednak słabo wyposażony do walki z samolotami i bez urządzenia radiolokacyjnego. Kapitan Dechaineaux nie wiedział w związku z tym, iż bitwa się już odbyła, a zespół z którym miałsię spotkać i wspólnie uderzyć na siły inwazyjne wroga, zawrócił już do bazy.

Początek walki przypominał partię szachów, gdzie obaj gracze nie są pewni swoich umiejętności i czają się nawzajem, pragnąc poznać wroga i w razie odkrycia jakiejś słabości bezlitośnie uderzyć. Takeda otworzył ogień z artylerii głównej, chcąc uniknąć wrażenia, że oszczędza amunicję. Dechaineaux zaś metodycznie zaczął ostrzeliwać Kiniugasę, stwarzając wrażenie, że jest forpocztem większych sił (zresztą miał taką nadzieję - jak się okazało płonną). Japończycy zgodnie z agresywnym duchem rodzimej marynarki - i z okolicznością niewielkiego zapasu amunicji - chcąc uyskać pewne trafienia, zbliżali się do australijskiego krążownika.

Na 18 tysiącach jardów pierwsze salwy trafiły swoje cele. Pocisk ośmiocalowy uderzył w lewą burtę Ise powyżej linii wodnej, nie przebijając pancerza, wgniatając jednak siódmą wręgę dziobową, niszcząc instalację elektryczną i zabijając jednego z marynarzy samą konkusją. Z kolei pociski trzeciej salwy Ise w końcu zaczęły padać w okolicach HMAS Australia. Jeden z nich odbił się od powierzchni wody i - z obniżoną już prędkościa - wpadł na pokłąd okrętu alianckiego, gdzie eksplodował. Prawoburtowe stanowsko sprzężonych działek p-lot Oerlikona zostało zdemolowane silną eksplozją, zaś jego obsada w całości poniosła śmierć. POcisk wywołał pożar, a gryzący, czarny dym zaczął unosić się nad krążownikiem, wybornie ułatwiając celowanie. Równiez Kiniugasa zaczęła wstrzeliwywać się w Australię.

Tymczasem amunicja 36 centymetrowa została na pancerniku japońskim w całości wyczerpana. Ise w dalszym ciągu zbliżał się do wroga, chcąc, aby również działa 14cm mogły prowadzić skuteczny ogień. Dechaineaux od razu odgadł, iż Japończyk nie ma już amunicji - wielkie działa milczały, zaś pancernik zbliżał się z maksymalną prędkością kursem namiaru, ostrzeliwując Australię z dział artylerii średniej. Przytomnie podjął więc decyzję o zaprzestaniu nieskutecznego ognia do silnie opancerzonego przeciwnika i przeniósł ogień na rozpoczynającą właśnie niebezpieczny dlań manewr okrążenia Kiniugasę. Dwa ciężkie krążowniki wdały sie w morderczą walkę na dystansie 14000 jardów - w takim pojedynku każdy z okrętów miał spore szanse na wyłączenie z walki swojego adwersarza. Jednak chaotyczne salwy z obu stron nie były zbyt celne. Kiniugasa otrzymała trzy trafienia z dział czterocalowych, stanowiących artylerię średnią Australijczyka, jednak był to trafienia niegroźne i niepenetrujące pancerza.

W tej walce krążowników Takeda zobaczył szansę zniszczenia przeciwnika. Sam całą naprzód parł do przodu, do Kiniugasy nadano rozkaz dalszego angażowania Australii w walce. Niszczyciel Sanae otrzymał wyraźny rozkaz ataku torpedowego na zajętego walką przeciwnika. Dotychczas pozostający w bezpośredniej bliskości pancernika Sanae zagotował śrubami wodę i z prędkością 29 węzłów zaczął zbliżać się do alianckiego krążownika. Na 8000 jardów z wyrzutni wypadły torpedy kalibru 533mm - nie były to słynne długie lance, jednak w przypadku trafienia i zastopowania przeciwnika, wykończenie go ogniem dział byłoby tylko formalnością. Jednak nieszczęśliwie dla Japończyków żadna z czterech torped nie trafiła Australii.

Ten atak uzmysłowił jednak kapitanowi Dechaineaux, że jego okręt jest zagrożony w tej walce już tylko torpedami - zaś wiedząc o zdolności japońskich okrtów do przeładowywania podwodnych pocisków w trakcie walki, postanowił przenieść ogień jednej z wież artylerii głównej na niszczyciel. Bardzo szybko decyzja ta przyniosła skutek. Druga salwa trafiła bezpośrednio w niszczyciel - bardziej szczęśliwym trafem niż dzięki umiejętnościom artylerzystów. Jeden pocisk przebił burtę i zdemolował maszynownię, zaś drugi wpadł do magazynu torped, gdzie eksplodował. W miejsce niszczyciela na niebie pojawił się ogromny słup ognia, zaś sama jednostka przełamała się i eksplodowała.

Widząc to, kapitan Takeda nakazał Kiniugasie szybkie oddalenie się z miejsca bitwy - pancerz krążownika mógł nie wytrzymać celnego ostrzału wroga, a utrata jednego z wielkich okrętów byłaby porażką Japończyków w całej bitwie. Kiniugasa zrobiła zwrot i ostrzeliwując się z rufowej sekcji artylerii głównej podała tyły w kierunku na konwój. Tymczasem Ise wciąż zbliżając się i grzmiąc z dział 14cm, osiągnął odległość 4000 jardów. Z tak niewielkiego dystansu pociski zaczęły trafiać Autralię, zabijać marynarzy i wywoływać pożary. Trafiona sześciokrotnie Australia zaczęła się palić dość intensywnie i zwiększać dystans. Obdarzona wielkim szczęściem obsada wieży rufowej na krążowniku trafiła Ise dwukrotnie, jednak pociski odbiły się od burt pancernika, powodując niegroźne wgniecenia.

Odległość zwiększała się gwałtownie, Maszyny na Ise nie wytrzymywały tak długotrwałego pełnego obciążenia i pancernik musiał zwolnić do 18 węzłów, przez co krążownik oddalał się dość szybko, płonąc i dymiąc ogniem wystrzałów. Na dwudziestu tysiącach jardów Ise przestał strzelać, wkrótce uczyniła to też Australia. Druga i ostatnia faza bitwy w osłonie sił inwazyjnych na Rabaul była zakończona.

(http://i361.photobucket.com/albums/oo60/drbk/australia.jpg)

Piękne lotnicze zdjęcie HMAS Australia

(http://i361.photobucket.com/albums/oo60/drbk/wakatake_class.jpg)

Takiej klasy był pechowy Sanae - stary niszczyciel, outdated w chwili wybuchu wojny