PPK (Portal Pism Kultowych)

Off-Topic => Pogawędki => Wątek zaczęty przez: pshemozz w 2007-04-17 (Wto), 00:00

Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: pshemozz w 2007-04-17 (Wto), 00:00
Uwaga. Szykuje się najdłuższy post w moim życiu.
Z góry ostrzegam - cokolwiek powiecie, będzie to wykorzystane w sądzie a czy przeciwko Wam, to zależy co powiecie. W każdym razie czekam na opinie wszystkich - Durb, będziesz miał okazję się wykazać.

Temat dotyczy się pewnej sprawy, trwającej obecnie w sądzie rodzinnym w Krakowie. Zaczynam od początku.

Monika Cichoń, obecnie lat 21, pod koniec kwietnia lat 22, w wieku lat 16 zaszła ze swoim partnerem Bartoszem W. w ciążę. Potem odbyło się to tak jak w wielu podobnych sytuacjach - Bartosz W. zaręczył się z Moniką Cichoń (wtedy jeszcze nazwisko Serafin) by w czasie, kiedy była w czwartym miesiącu ciąży porzucić ją. Do narodzin dziecka nie przyznawał się do ojcostwa, dopiero podczas rozprawy, która odbyła się po narodzinmach, przed sądem uznał dziecko. Dopiero bo wcześniej rodzicom też nic nie powiedział, dowiedzieli się dopiero na 2 tyg. przed urodzeniem dziecka, że będą mieli wnuczkę. Typowe dla superodważnych facetów. Sąd za porozumieniem stron ustalił alimenty na nowo narodzoną córkę Wiktorię w wysokości 400 PLN miesięcznie ale nikt Bartoszowi W. praw rodzicielskich odbierać nie chciał, nie wydawało się to wtedy konieczne.
Monika sama wychowywała córkę, sama się nią zajmowała, jej "tatuś" pojawiał się sporadycznie widzieć się z dzieckiem. Przy okazji przynosił alimenty.
Po jakimś czasie Monika wyszła za Mariusza C., po którym to też zresztą Monika ma swoje obecne nazwisko. Kiedy brali ślub, Monika była ponownie w ciąży z synkiem Adrianem. Wydawało się, że wszystko jest w porządku dopóki nie okazało się, jakimż to człowiekiem był Mariusz C.
Otóż jego kariera zawodowa wiązała się ze sprzedażą pirackich płyt komputerowych na giełdzie, to raz, dwa - jego kariera pomknęła potem w górę w zastraszającym tempie - zaczął przemycać przez granicę duuuże ilości papierosów a także je rozprowadzać. Wiele razy aresztowany, z wyrokiem w zawiasach, z kolejnymi karami z urzędu celnego i skarbowego i wieloma sprawami, policja wpadała na mieszkanie i robiła rewizję, zarówno w mieszkaniu, gdzie przebywała Monika z dziećmi jak też w mieszkaniu, gdzie usadowiła się rodzinka pana Mariusza C. (4 piętra niżej w tym samym bloku na parterze). Oprócz tego Mariusz C. zaczął (albo raczej powrócił) pić - a co za tym idzie - bić i poniżać Monikę. Dochodziło do wielu sytuacji, kiedy to potrafił siedzieć na niej i walić jej głową o podłogę. Nie omieszkał także wiele razy bić pierwszej córki Moniki, Wiktorii. Będąc w ósmym miesiącu ciąży z Adriankiem Monika musiała wciąż wszystko robić sama, bo jej mąż miał wszystko w poważaniu - potrafiła z jednego sklepu na końcu Krakowa wieźć do domu nową wykładzinę o monstrualnych wymiarach całkiem sama - mężuś nie mógł jej pomóc, gdyż następnego dnia musiał iść do pracy. Tego samego dnia uchlał się tak, że i tak do pracy nie poszedł bo nie był w stanie.
Kiedy Monika rodziła był przez kilka dni tak nachlany z powodu swoich urodzin, że nie był nawet w stanie pojawić się w szpitalu. Wyprowadzał się wiele razy, zostawiając Monikę samą z dwójką dzieci, nie utrzymywał jej, całą kasę którą gdzieś tam zarobił pakował w nowe telewizory, zestawy kina domowego, konsole i gry, które stały się dla niego nowym światem - po przyjściu do domu jedyne co potrafił to ślęczeć przed telewizorem i grać. Zarabiał sam na siebie, Monika raczej nie mogła liczyć na utrzymanie z jego strony ani na większą pomoc. Większość czasu wychowywała dzieci całkiem sama. Zreztą jego zarobki były cokolwiek śmieszne - przez długi czas był zarejestrowany na bezrobociu.
Adrianek był dzieckiem bardzo chorowitym już od samego początku, w przeciwieństwie do swojej siostry, która tryskała zdrowiem i energią. Praktycznie cały pierwszy rok życia spędził w szpitalach, lądując nawet w Rabce w klinice. Monice dzieci pochłaniały cay czas - od jednego do drugiego. oczywiście mąż "ciężko" pracował i miał gdzieś wszystko a pijany był co chwila. Dochodziło nawet do sytuacji, że potrafił gonić ją po bloku z tasakiem, o czym nie omieszkali zawiadomić policję sąsiedzi.
Mieszkali wtedy razem w bloku na osiedlu na Ruczaju. Mieszkanie to jest własnością matki Moniki, która mieszkała zresztą razem z nimi. Do pomocy przy dzieciach przychodziła także babcia Moniki.
Katorga trwała dość długo. W międzyczasie ojciec pierwszego dziecka, Wiktorii zaczął wnosić do sądu sprawy o obniżenie alimentów, gdyż, jak argumentował w uzasadnieniach, jest biednym studentem (co chwila zaczynał wtedy pierwszy rok studiów, tak w kółko), przed sądem twardo obstawał w którymś momencie że studiuje dziennie w Krakowie i pracuje w dzień w Rzeszowie (sąd się nieźle w głowę pukał słuchając tej argumentacji), dowodził także usilnie, że dużo wydaje na utrzymanie, na co przedstawiał stosowne faktury - min. faktury za kablówkę i inne tego typu rzeczy, mało tego, wszystkie te faktury były na jego ojca - inteligencja tego pana sięgała więc zenitu. Innym razem Monika w czasie rozprawy łatwo udowodniła mu, że te 400 PLN mógłby płacić, gdyby zgłosił się w odpowiednim czasie do urzędu pracy, ale że tego mu się nie chciało robić i przepadł mu zasiłek w wysokości 400 PLN miesięcznie no to widocznie go nie potrzebował. Sprawy te raczej nie pomogły panu Bartoszowi W., aczkolwiek spróbował w 2006 roku raz jeszcze, argumentując, że może matka dziecka też by się wzięła do roboty bo on jest strasznie biedny student i nie daje rady 400 PLN alimentów płacić.
W końu matka faktycznie wzięła się za siebie, miała dość bicia, poniżania i upokorzeń w domu. Wtedy za bardzo niestety na swoją matkę liczyć nie mogła, ojciec jej mieszkał już w Anglii. Pojawiła się szansa na dobrą pracę i perspektywa wyrwania się z piekła. Od czerwca 2006 roku Monika zaczeła wykonywać zlecenia graficzne na rzecz pewnej firmy z Warszawy. Grafikiem była dobrym i z zamiłowania, więc mogła w ten sposób dorywczo zarobić. Jej ojciec zanim wyjechał miał w Krakowie firmę zajmującą się głównie tworzeniem stron WWW, stąd też bardzo spore doświadczenie Moniki w wykonywaniu grafik na strony.
W końcu w listopadzie 2006 roku zapadła decyzja - Monika wyjeżdza do Warszawy, zabiera dzieci ze sobą, uwalnia się od mężusia i na bazie dotychczasowej współpracy zakłada w Warszawie własnę firmę, wykonująca min. grafikę i stronki www.
Wszystko byłoby piękne, gdyby nie kilka przeszkód. Po pierwsze - mąż Moniki nie zgodził się, aby ta zabrała ze sobą syna Adriana. To niestety było do przewidzenia. Monika postanowiła w takim razie walczyć o syna w inny sposób, bo niestety dogadać się z mężem nie potrafiła (nie było nawet możliwości takiej, gość poza tematyką gier nie potrafił za bardzo sformułować żadnego zdania, za to bić kobietę owszem, umiał i to porządnie). Kilka dni przed wyjazdem pojawiła się druga przeszkoda - ojciec Wiktorii, który nagle pojawił się ze swoja mamą (on się bez mamy nigdzie nie rusza, inaczej by zginął, ale są też i tacy ludzie) i kategorycznie zabronił jej zabierania córki, gdzyż w takim wypadku wniesie prawę do sądu o uprowadzenie dziecka.
W tym okresie matka Moniki jeszcze trzymała stronę ojców i nie bardzo jej się uśmiechał wyjazd córki. Na szczęście zmieniło się to w niedługim czasie, a czemu to opowiem za chwilę.
W każdym bądź razie okazało się, że "dobrzy" tatusiowie zabraniają zabrać dzieci "złej" matce, która chciałaby podjąć pracę, zapewnić dzieciom lepsze warunki i się wreszcie uniezależnić od swojej rodziny.
Co było dalej - mąż Moniki podjął starania, aby jego żona nie wyjeżdzała. Nie byłoby mu to na rękę, dzięki temu, że ją miał mógł się zająć własnym życiem zostawiając cały dom i dzieci na jej głowie. Starania te polegały na biciu jej jeszcze dwa dni przed wyjazdem, na szczęście nie odniosły skutku.
Monika szukała wyjścia z sytuacji i w końcu je znalazła - wreszcie udało jej się porozumieć z matką, uzgodniły, że Monika wyjeżdza sama i do czasu aż się nie urządzi i nie będzie w stanie zająć się dziećmi, zostaną one w Krakowie pod opieką swojej babci, prababci i męża Moniki. I raczej umowa ta dotyczyła córki, gdyż nie było większych szans na odzyskanie syna w miarę cywilizowany sposób. Miało to zająć góra kilka miesięcy.
No i stało się, Monika spakowała bagaże, wsiadła w pociąg i pojechała. W Warszawie zaczeła raz dwa zakładać działalność, tworzyć firmę i szukać firm do współpracy - długo szukac nie musiała bo miała już wiele rzeczy wcześniej ustalonych. Do Krakowa przyjeżdzała regularnie, córkę zabierała do siebie do Warszawy, synka nie gdyż co chwila był chory (jakoś kiedy jeszcze była w Krakowie to nie chorował tak za często, za wyjątkiem pierwszego roku życia, po wyjeździe coś zaczął nagle częściej). Święta Bożego Narodzenia z racji pękniętej kostki w nodze spędziła w Warszawie, ale zaraz po świętach przyjechała do Krakowa po córkę i zabrała ją na kilka dni. Dowiedziała się wtedy od swojej matki, że jej mąż na święta nie dał ani grosza, natomiast tuż po świętach kupił sobie wyczesany, nowiutki zestaw kina domowego, coby mu się lepiej i fajniej grało. W międzyczasie nastawienie matki Moniki zaczęło się zmieniać, wystarczył krótki czas mieszkania z mężem Moniki, żeby sama na własnej skórze przekonała się, z kim mieszka. Wracał co chwila pijany, awanturował się i groził wyprowadzką. Naprawdę niewiele brakowało, żeby na swoją własną teściową, która wcześniej mu wiele razy w życiu pomagała nie rzucił się z łapami.
Tymczasem firma w Warszawie się rozwijała, inwestowała aż tu nagle na początku stycznia pojawiło się wezwanie do sądu z powództwa Pana Bartosza W. o odebranie Monice praw rodzicielskich z tego powodu, iż porzuciła ona swoje dzieci, męża i wyjechała z, uwaga, uwaga, "przygodnie poznanym mężczyzną z internetu". Napomknę tylko w tym miejscu, że po pierwsze oskarżenia te tyczyły się mnie, a po drugie, Pan Bartosz W. doskonale wiedział o tym, co się działo w domu u Moniki i jak traktował ją i jego córkę Mariusz C. i wiele razy się zarzekał, że "coś mu zrobi".
No ale wracamy do tematu - Bartosz W. wniósł sprawę i przechodzimy do całego komizmu sytuacji: Pierwszy wniosek do sądu tyczył się zabezpieczenia kontaktów z dzieckiem, gdyż Monika chciała wyjechać z córką a jej tatuś chciał temu koniecznie zapobiec. Oskarżył więc Monikę o chęć uprowadzenia dziecka. Kilka dni później jednak, kiedy Monika wyjechała bez córki wniósł poprawkę - oskarżył w kolejnym wniosku Monikę o porzucenie dziecka (!).
Czym Pan Bartosz W. udowadniał swoje racje? Na przykład tym, że jego stać na opiekę nad dzieckiem (przypominam tu jego wczesniejsze sprawy o alimenty), nagle się okazało, że ma dwa mieszkania, znakomite warunki, dużo czasu i wogóle strasznie kocha swoją córkę. Pomijam fakt, że jak wcześniej brał Wiktorię raz w miesiącu na dwa dni to przeważnie zostawiał ją u swojej matki, albo pod opieką swojego nieletniego brata gdyż wolał sobie imprezować niż zajmować córką. Poza tym, wg niego matka Wiktorii była uzależniona od internetu i przebywała non stop na czatach towarzyskich.
W międzyczasie nagle pojawiła się też kuratorka zawodowa (nie społeczna, tylko od razu zawodowa), któa zaczęła drążyć cały temat.
Okazało się, że pani kurator ma specyficzny sposób sporządzania raportów ze swoich wizyt - pisała same pochwalne teksty na temat ojców, że jeden jest kochającym ojcem (Bartosz W.) który już wydoroślał, że ma mieksznia, kapitalne warunki do wychowywania dziecka. Natomiast drugi okazał się w zeznanaich kuratorki byc człowiekiem: zdrowym, nie karanym i bez nałogów (!). Natomiast w tych samych zeznaniach matka była zła, porzuciła dzieci, nie interesowała się nimi i było bardzo prawdopodobne, że pracuje w Warszawie w agencji towarzyskiej lub dla mafii.


Zostawiłem tu trochę wolnego miejsca na śmiech ale jedziemy dalej:
17 stycznia w sądzie odbyła się pierwsza rozprawa. Po jednej stronie Bartosz W. z rodzinką, po drugiej Monika, mąż, matka. Okazało się wtedy, że sprawa toczy się już nie tylko z powództwa pana Bartosza W. ale także z "urzędu", co nie dziwi zważywszy na dyrdymały, jakie wypisała kuratorka.
Na rozprawie tej Monika była jeszcze bez adwokata, nie zdążyła znaleźć na czas kogoś, kto poprowadzi tą sprawę dlatego też złożyła wniosek o przełożenie rozprawy z tego powodu. Z kolei pana Batosza W. reprezentowała mecenas Barbara Czubak. Sąd przychylił się do wniosku Moniki ale ze względu na wniosek Bartosza W. o opiekę nad córką do czasu zakończenia całego postępowania przesłuchał kilku świadków. Mąż Moniki zeznał wtedy, że wyjechała ona za jego zgodą i że ich małżeństwo jest idealne. Monika powiedziała zgodnie z prawdą, że małżeństwo nie było idealne, ale wyjechać faktycznie wyjechała bez problemu - mąż w momencie wyjazdu jej nie zatrzymywał ani nic. To samo zeznała matka Moniki. Sprawa więc zakończyła się odroczeniem i jednoczesnym odrzuceniem wniosku Bartosza W. o opiekę na dcórką do czasu zakończenia postępowania. Przedstawiam tu skan owego postanowienia:
(http://img244.imageshack.us/img244/4462/postanowienie1701xv8.jpg)

W międzyczasie Mariusz C. próbował ściągnać małżonkę z powrotem do Krakowa, wysyłając do niej dziennie po kilkadziesiąt SMSów (zadzwonić za bardzo nie umiał), w których na przemian wyzywał ją od kurew, szmat, dziwek a nastepnie zapewniał, że ją bardzo kocha. Naprawdę znakomity sposób.
No ale, pierwsza rozprawa minęła. Monika wciąż przyjeżdzała do Krakowa i zabierała córkę, synka wciąż nie miała okazji zabrać. Każda jej wizyta w domu zresztą kończyła się bardzo szybko bo wytrzymać widoku swojego męża nie mogła. W lutym natomiast odbyła się zaległa rozprawa z powództwa Bartosza W. o obniżenie alimentów. Na owej rozprawie Monika pojawiła się sama, Pan Bartosz przysłał tylko wniosek o zawieszenie sprawy (nie wycofanie tylko zawieszenie). To mówi samo za siebie.
Co było dalej. Otóż, od momentu wyjazdu Moniki z Krakowa pan Bartosz W. ani razu nie skontaktował się z nią w sprawie widzenia z córką. Zabrał ją tylko raz, zaraz na początku grudnia, okazało się wtedy, że zapisał ją do przedszkola (stary chwyt), ale nawet nie powiedział jakiego, gdzie i wogóle. Potem wogóle się nie kontaktował, raz stać go było tylko na to, żeby zadzwonić do matki Moniki i grozić jej, że przyjdzie z policją, jeśli mu nie dadzą córki. Szybko mu wybito z głowy tak durne pomysły (nie jedyne zresztą w wykonaniu pana Bartosza).
Życie toczyło się dalej. W domu w Krakowie działy się coraz większe awantury, matka Moniki kompletnie zmieniła podejście - wreszcie się przekonała, jakim człowiekiem jest Mariusz C. W ramach anegdoty opowiem, iż Monika przysyłała średnio 2 tys. złotych swojej matce na dzieci i dla nich samych. Natomiast mężuś Moniki potrafił przychodzić do teściowej z każdą fakturką i paragonem za zakupy, ktróe robił dla dzieci (nawet jak kupił 3 mleka dla małego) i domagać się zwrotu pieniędzy. Taki był z niego cudowny tatuś.
W końcu ponownie zaczął grozić, że się wyprowadzi z domu jeśli Monika nie wróci. Nieraz tak robił i w końcu to uczynił, ale styl pożałowania godny. Wcześniej często się wyprowadzał i potrafiło go nie być przez miesiąc, ale nigdy wcześniej nie zabierał ze sobą dziecka tylko zostawiał Monikę samą, wspominałem o tym wcześniej. Monika wtedy schodziła 4 piętra niżej do jego rodziny i groziła, że albo wróci albo niech zabiera wtedy dziecko i nie zostawiał jej samej z tym wszystkim na głowie. Przeważnie wracał. Ale raz była taka sytuacja, że wrócił nachlany do domu i ubzdurał sobie, że Monika sama go wyrzuca i wyszedł. Nie było go kilka dni aż w końcu mu ktoś wytłumaczył, że nikt go z domu nie wyrzucał.
Jak groził tak też w końcu zrobił. 23 lutego, rano, kiedy w domu nie było ani matki Moniki ani babci a tylko Adrian i 4-letnia Wiktoria - spakował wszystkie swoje rzeczy, Adrianka (za wyjątkiem zabawek, które Monika wcześniej kupowała małemu), zabrał dziecko i wyporwadził się 4 piętra niżej, zostawiając małą zapłakaną Wiktorię pośrodku pustego pokoju. Na jej rozpaczliwe pytania dlaczego, odpowiedział tylko, żeby podziękowała mamusi.
Bohater, prawda?

Co się okazało później. To wszystko było ładnie zaplanowane. Otóż mężuś wyprowadził się z domu 23 lutego. A już pod koniec 29 stycznia Bartosz W. wniósł do sądu wniosek dowodowy, który przedstawiam poniżej:
(http://img172.imageshack.us/img172/9883/wniosekstyczen00001tt0.png)
Teraz pokrótce objaśniam, kimże są owi świadkowie. Otóż pierwsze dwie osoby to nikt inny jak siostry pana Mariusza C. Jak one zeznawały na rozprawie, opowiem za chwilę, świadczy to jednak przepięknie o ukartowaniu całej sytuacji, a sam wniosek dotyczył tego, iż Mariusz C. wyprowadził się z domu a zatem diametralnie zmieniła się sytuacja. Tylko czyz nie dziwi fakt, iż wiedział o tym już pod koniec stycznia a Mariusz C. wyprowadził się dopiero 23 lutego? Pięknie się obaj tatusiowe zgadali i teraz w dalszym postępowaniu stoją już po jednej stronie barykady w doskonałej komitywie. Przypominam, że Bartosz W. wiedział o tym, że Mariusz bił Monikę i jego własną córkę. Ale czegóż się nie robi dla swoich własnych interesów, prawda? Dzieci w tym wszystkim są dla nich tylko karta przetargową.
No ale jedziemy dalej.
Otóż wpłynął do sądu kolejny wniosek - jakoby Monika i jej matka uniemożliwiały Bartoszowi W. widzenia się z córką! Wspominałem juz o tym, że od listopada sam się nie odezwał ani razu w tej sprawie? Ano wspominałem. Więc kolejny kłamliwy wniosek. Kiedy Monika zadzwoniła do Bartosza W. z pytaniem, czemu się sam nie zgłaszał tylko bzdurne wnioski znowu składa odpowiedział radośnie, że on to ma wytłumaczenie na to zachowanie. Na pytanie: "Jakie?" Usłyszała odpowiedź: "Bo Ty się ze mną nie kontaktowałaś.".... wspominałem już coś niecoś a propo inteligencji Pana Bartosza? Chyba tak...
27 marca odbyła się kolejna rozprawa. Mówię Wam, to wspaniały i podnoszący na duchu widok, jak dwóch tatusiów spotyka się w sądzie i razem się witają i ustalają szczegóły przed sprawą. Dno.
Tym razem Monika już na sali sądowej nie była sama, tylko ze swoim adwokatem. No i zaczęło się przesłuchiwanie świadków. Więc najpierw zeznawała jedna siostra pana Mariusza. Opowiadąła ona o tym, jakaż to Monika była złą matką. Dziecki chodziły brudne, mieszkanie było zaśmiecone,  pan Mariusz ciężko pracował na utrzymanie rodziny i wogóle był wspaniałym ojcem. Sielanka się skończyła kiedy w obroty wziął ją adwokat Moniki. Wcześniej wogóle wypytał Mariusza, czy miał kiedykolwiek problemy alkoholowe. Pan Mariusz odpowiedział, że już 2 lata nie miał kropli alkoholu w ustach, co zresztą napisała w swym raporcie kuratorka. Wspaniały człowiek, prawda? Ale jak adwokat zaczał wypytywac świadka to jednak przyznała, że owszem, ma problemy z alkoholem, ale nie codziennie. Zatargi z prawem też miał, nawet policja robiła u nich przeszukanie ale nic nie znaleźli. A wogóle o tym, jaka to była Monika zła i niedobra to ona słyszała od kogoś tam, bo sama nic nie widziała, rzecz jasna. Bez komentarza.
Pojawił się potem na sali drugi świadek. Już trochę uprzedzony przez poprzedniego (przerwy między wzywaniem świadków wynosiły około 15 minut - coś nienormalnego i niedopuszczalnego).
Drugi świadek też oczywiście zeznawał najpierw, jaka to Monika straszna, że Adrianek szczepień nie miał (dla niewtajemniczonych - dziecko może być zaszczepione minimum 2 tyg. po chorobie, jeśli jest chore tyle czasu trzeba po chorobie odczekać na szczepienie bo inaczej można zrobić dzieku wielką krzywdę, jak jeden termin szczepienia minie to następny dopiero za miesiąc, a że Adrianek naprawdę często chorował to zaszczepić go było trudno), że córka chodziła brudna, zasmarkana i woóle to była myta pod prysznicem a nie w wannie (co jest bzdurą do kwadratu - Wiktoria uwielbia się kąpać i całymi dniami potrafi marudzić, że ona chce się już kąpać). Oczywiście wszystko też ze słyszenia, bo obie tak naprawdę może góra raz były w mieszkaniu Moniki i Mariusza.
Aha, podobno jeszcze mrówki tam chodzą i wszędzie wala się mnóstwo petów - tego nie wiem, ale za każdym razem jak tam byłem (już po wyprowadzce Mariusza) to nie widziałem ani jednego leżącego na ziemi peta nie mówiąc o jakiejkolwiek mrówce, ale pewnie dlatego, że wyprowadziły się wraz z Mariuszem 4 piętra niżej).
Więc drugi świadek słyszał naprawdę wiele, nawet to, że Monika jak była w marcu w Krakowie w domu to sobie w żyłę dawała na klatce piętro niżej co widziała ponoć sąsiadka przez wizjer (sąsiadka ma zeza tak wielkiego, że ni cholery człowiek nie uświadczy, na kogo albo gdzie patrzy). Słyszały obie wiele, ale kiedy adwokat zaczął się wypytywać, ile Mariusz zarabia, gdzie pracuje, co robi to druga non stop mówiła, że nie wie (czyli nie wie, co robi jej własny brat mieszkający razem z nią w jednym mieszkaniu, ale że mała Wiktoria miała brudne uszy kiedyś tam to wiedziała doskonale.)
Aha, sędzia się spytała drugiego świadka, że no dobrze, w takim razie matka była zła i niedobra ale gdzie w tym czasie był jego ojciec? Na co usłyszła oburzoną odpowiedź: "No jak to gdzie, w pracy!". A na kolejne pytanie w jakiej pracy padła odpowiedź "No sprzedawał pirackie płyty"... ale nie dziwne - facet na rozprawie stwierdził, że jest rzeczą niemożliwą, żeby Monika w miesiąc założyła firmę w Warszawie... tylko że jak adwokat pomachał wszystkimi zaświadczeniami z ewidencji, GUS, ZUS, US i tym podobne, na których jasno wynika, że firma została załozona w tydzień... no ale niektórzy rozumu i wiedzy za dużo nie mają.
Więc kabaret na całego. Adwokat ich przemaglował i powychodziły piękne kłamstewka, kłamstwa i tym podobne. Adwokat złożył też jako wniosek wielki plik wyroków i akt różnych spraw Mariusza C., czym dobitnie udowodnił, jakąż to niekaralnością cieszy się owy pan. Złożył też wniosek aby sąd wystosował pismo do Miejskiej Opieki Społecznej o przysłanie akt z wielu spraw dziejących się w ciągu kilku lat w domu Moniki.
Sprawa zamiast 45 minut trwała 2,5h aż w końcu sąd postanowił, że zarządzenia a propo opieki nad dziećmi do końca postępowania wyda już na posiedzeniu niejawnym gdyż zabrakło czasu w tym dniu. No i wydawałoby się, że wszystko pięknie i ładnie, ale niestety.
Przyszły święta Wielkanocne. Monika była w Krakowie. Przyjechała w piątek wieczór. W sobotę miał przyjść Bartosz W, żeby do poniedziałku zabrać do siebie Wiktorię. Przyszedł oczywiście z mamusią (bohater), umówił się, że w poniedziałek córkę odda i poszedł. Już nie oddał...
Zadzwonił w poniedziałek przed 18, że sąd wydał zarządzenie, że ma się zajmować dzieckiem do końca postępowania i córki nie odda. Tak po prostu, beszczelnie. Okazało się, że 2 kwietnia było to posiedzenie niejawne (ale pisma jeszcze nigdzie nie dotarły) i faktycznie sąd przyznał prawo do opieki nad dziećmi obu tatusiom(!)
No i teraz zaczyna się granda.
Wspominałem już o kuratorce? Wciąż pisze bzdury i kłamie perfidnie w raportach. To raz. Dowiedzieliśmy się, że ta sama kuratorka sprawiła, że sąd odebrał kilkoro dzieci bezrobotnej kobiecie, która poszła do pracy, właśnie dlatego, że poszła do pracy i nie mogła zajmować się dziećmi... to nić że wynajęła opiekunkę, sąd stwierdził, że opiekunka była za stara i dzieci odebrał. I teraz ta sama kuratorka prowadzi tą sprawę... no ja jeszcze nie słyszałem, żeby gdziekolwiek komukolwiek odbierać dzieci matce za to, że poszła do pracy, ale widać w Krakowie to nic nienormalnego, ba, praca jest wręcz karalna...
Przykład kłamstwa? Mąż nie karany, bez nałogów, zdrowy. Albo a propo mieszkania pana Bartosza - kuratorka twardo utrzymuje, że ma idealne warunki do wychowywania dziecka. Monika raz była niedawno i sprawdziła - jednopokojowe obskurne mieszkanie z odpadającą farbą, w pokoju mieszczą się trzy łóżka zajmujące większość powierzchni pokoiku i telewizor. Idealne warunki, po prostu wspaniałe. Ale czego spodziewać się po kuratorce, która sama przyznała przed matką Moniki, że ona pisze tylko to, co jej mówią... gdzieś ma to, że Mariusz C. mieszka obecnie z synem w mieszkaniu 60 metrów, w którym mieszka obecnie 11 osób... ciekawe czy każdy z mieszkańców przy wejściu do domu dostaje bilet z miejscówką... ale wg kuratorki i sądu obaj mają wspaniałe predyspozycje do wychowywania dzieci.
Więc kuratorka raz. Dwa, okazało się, że z protokołu rozprawy z 27 marca wyparowało połowę rzeczy, oczywiście tych, które świadczyły na korzyść Moniki. Zero zezńań świadków, które jasno na białym udowadniały, że Mariusz C. nie jest dobrym ojcem, totalne zero. Uzasadnienie zarządzenia jest jedną wielką farsą - sąd tak jakby wogóle nie był na ostatniej rozprawie i wciąż powiela kłamstwa obu tatusiów. Co więcej, sąd nie wystosował pisma do MOPS o akta - tak jakoś dziwnym trafem mu się zapomniało. Ale bez niczyjego wniosku wystosował pismo do komisariatu policji na Żeromskiego w Warszawie, żeby sprawdzili, czy Monika nie jest alkoholiczką i narkomanką. Farsa zważywszy, że własne siostry Mariusza C. przyznały przed sądem, że ma problemy alkoholowe. Ale wobec niego sąd takiego pisma nie wystosował.
Co więcej - sąd rażąco naruszył w ten sposób interes dzieci i ich psychikę, o co właśnie sam powinien dbać. Otóż ustalił na początku postepowania, że w czerwcu odbędą się badania psychologiczne rodziców i małej Wiktorii. Mają one na celu określenie, czy oddanie dzicka drugiemu z rodziców nie naruszy jego psychiki. W tym momencie rodzi się pytanie, po cholerę takie badania skro sąd właśnie oboje dzieci już tatusiom oddał?
Sąd doszedł do wniosku, że wcześniej Wiktorii nie dał Bartoszowi W. po opiekę, bo Wiktoria była przywiązana do Mariusza C. Ale jak ten się przeprowadził to powód minął i już mógł mu ją spokojnie oddać. W ten sposób usankcjonował bezprawne zabranie małego Adriana przez męża Moniki, gdyż rodzielenie rodzeństwa jest niedopuszczalne. A Mariusz C. to zrobił a teraz jeszcze do tego przychylił się sąd!
Sąd również stwierdził, że wyjazd Moniki spotkał się ze sprzeciwem ze strony Mariusza C, jakoś już nie pamięta, że na wcześniejszej rozprawie twierdził co innego... chwila moment, ale jeśli sąd przechodzi do porządku nad jawnymi kłamstwami...? Bo jak to inaczej traktować, kiedy na jednej rozprawie mąż się zgodził na wyjazd a na drugiej już temu zaprzecza...? Aha, już wiem czemu. Wiecie co Mariusz C. zeznał? Że był zastraszany przez matkę Moniki a z kolei matka i babcia Moniki były bite i zastraszane przez Monikę... bohaterski koleś nie ma co. Ale czego spodziewać się po gościu, który na ulicy Grodzkiej w Krakowie sprzedaje obrazki? Karierę zrobił po prostu nieziemską...

Na razie tyle z mojej strony. Jutro dorzucę jeszcze kilka skanów i parę komentarzy a propo bzdur, które wypisują obaj tatusiowe i sąd. I odpowiem na jakieś Wasze wątpliwości.
A po co to piszę? Żeby pokazać bezgraniczną głupotę, olewanie prawa a przede wszysttkim totalne ignorowanie dobra dzieci. Bartosz W. ma gdzieś, że córka nie chce się z nim widywać. Znalazł sobie narzeczoną, która jest doktorem na UJ, zresztą na wydziale, na którym obecnie ponownie na pierwszym roku studiuje pan Bartosz. Zresztą jego córka mało obchodzi, to jego mamusi na wnuczce zależy bo jak już wcześniej wspomniałem, bez mamusi pan Bartosz by się zagubił w życiu.
I jeszcze jeden powód. Otóż panowie próbują za wszelką cenę udowodnić, że Monika wyjechała do Warszawy do kochanka i w poszukiwaniu dowodów trafili min. właśnie na PPK, stąd też chciałem ich najpierw z tego miejsca serdecznie pozdrowić. I podrukowali sobie zdaje się pare postów mających o tym świadczyć i udowodnić, jakoby to Monika była uzależniona od internetu, dlatego trzeba jej zabrać dzieci. Dalej, pokażcie się wszyscy uzależnieni, ale pamiętajcie, że posty na forum mogą być przyczyną odebrania Wam w przyszłości Waszych dzieci.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: pedro w 2007-04-17 (Wto), 00:25
No jak trafili na PPK to przejebane. Będzie śledztwo, nie ma co, bo tu treści wywrotowe często padają.

A mówiąc poważnie: z tego co zrozumiałem to albo adwokat kiepski albo dowody słabe (bo z tego co mi wiadomo to opinie kuratora chyba nie mają aż takiej mocy aby sąd decydował jedynie na tej podstawie).

A jednego pana z obciętym nazwiskiem, czyli damskiego boksera powinno się raczej do pierdla wsadzić, a jak nie to chociaż spuścić wpierdol, o.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: pshemozz w 2007-04-17 (Wto), 00:28
Cytuj

A mówiąc poważnie: z tego co zrozumiałem to albo adwokat kiepski albo dowody słabe (bo z tego co mi wiadomo to opinie kuratora chyba nie mają aż takiej mocy aby sąd decydował jedynie na tej podstawie).


[snapback]164017[/snapback]

Adwokat jest akurat bardzo dobry, wręcz genialny. Dowody też są, w przeciwieństie do drugiej strony, która do tej pory podpierała się tylko świadkami.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Jarko w 2007-04-17 (Wto), 00:47
To polskie prawo jest takie zjebane i tyle. Bardziej chroni sprawców niż ofiary.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Gizmo w 2007-04-17 (Wto), 04:18
Tak na szybko...Genialny sad,jestescie pewni ze dwaj tatusiowie nie zrobili zrzuty i nie dali komu trzeba w lape ?Bo z tego co wychodzi to sie dziwie ze Kas jeszcze za gwalt nie siedzi...
Paranoja.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-04-17 (Wto), 07:16
a streścić się kurwa nie dało?
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: RioT w 2007-04-17 (Wto), 07:29
Huh, ja przeczytał, ale no prawo faktycznie mamy do kitu, albo sędziego jakiegoś nie bardzo. A faktycznie opinie kuratorki wg tego co piszesz są przez sąd uznawane za święte...
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Ascot w 2007-04-17 (Wto), 08:49
Gizmo dobrze prawi. Też mam takie wrażenie... Bo inaczej gdzie się podziały protokoły chociażby?
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-04-17 (Wto), 08:51
No dobra. Będzie ciężko.

Po pierwsze: po to jest zażalenie (bo rozumiem że jak na razie wydano tylko postanowienie o tymczasowej opiece nad dziećmi do czasu zakończenia postepowania?) żeby jak się postanowienie komuś nie podoba, mógł przedstawić swoje argumenty innemu składowi sędziowskiemu. Zażalenie wnieść i jeszcze raz walczyć.

Po drugie: czekać przede wszystkim na zakończenie postępowania o pozbawienie Moniki praw rodzicielskich, bo rozumiem że takie się toczy. Jak świat światem zawsze było tak, że w sądach rodzinnych siedzą baby i biorą stronę bab. Rzadko cała władza rodzicielska powierzana jest ojcu - szczególnie jeśli ojców jest dwóch i oddanie im na stałe dzieci rozbiłoby rodzinę (rodzeństwo). To bym uwypuklił.

Po trzecie: z dowodów co bym widział ja na przykład gdybym był sędzią na poparcie waszych tez, to przede wszystkim billingi stacjonarne i komórkowe, że w rzeczonym okresie mężuś nie kontaktował się z Moniką telefonicznie (a inaczej nie mógł) oraz ewentualne zdjęcia czy zeznania zbijające tę opinię biegłej właśnie - dajmy na to zdjęcia tego lokalu z trzema łóżkami by się przydały - no ale rozumiem że to może być niewykonalne już. Szkoda.

Po czwarte: no właśnie, opinia biegłego. Wyobraźcie sobie że przychodzi do was jako Sądu biegły, zawodowy, zajmujący się tym na codzień i znający różne tam triki etc + przychodzi dwóch pogodzonych ze sobą (!) tatusiów - co nie jest raczej częste - i przedstawiają zgodnie wersję - wspartą fachową opinią - to jak tu nie uwierzyć? Ja sam gdybym nie był przekonany o tym, że tam raczej w porzadku Pszem jest, to bym w tej sprawie skłaniał się ku ojcom - może nie do tego z wyrokami, ale tego co tam nie ma wyroków na pewno uważnie bym wysłuchał. Ale mężczyźni nie sądzą zwykle w rodzinnym, więc ich nikt nie słucha. Wierz mi, jeśli już ktoś daje ojcu dziecko to coś musi być nie tak.

Po piąte: w takiej sprawie kurator zawodowy jest obligatoryjny. Zresztą kuratorzy społeczni to banda nierobów bez kwalifikacji.

Po szóste i finalne: ja bym się nie martwił bardzo. Koleś z wyrokami na pewno nie dostanie sam władzy rodzicielskiej nad dzieckiem. A jeśli dostanie (bo np. się sędzia uprzedziła, zdarzają się i takie france - rzadko bo rzadko. tej akurat babki nie znam), to apelacja to zniesie na pewno. Ten drugi ojciec - nie będę tu dla adwokata sugerował, bo on w sprawie siedzi i zna się na tym 398127498 razy bardziej ode mnie - ale upłynnić go może udowodnienie, iż nie spać go na samotne wychowywanie dziecka, bo brak warunków. Naturalną koleją myślenia pań w rodzinnym jest ta, w której dziecko wychowywane jest przez matkę, a ojciec kasę donosi. I to trzeba wykorzystać.

Po siódme: na pewno pomoże wykazanie, że Monika zarabia sporo, że może utrzymać oboje dzieci i że wyjazd do Warszawy był konieczny, bo tylko tam mogła dostać pracę w swoim zawodzie. Niestety, nie do przeskoczenia jest to że nie wzięła ze sobą dzieci. Dlatego tak ważne jest przedstawienie całej sytuacji, wszystkich aspektów na nią się składających.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Sally w 2007-04-17 (Wto), 10:16
oki...no to co wy na to:


(http://img176.imageshack.us/img176/5996/doppkiar2.jpg)


to fragment z uzasadnienia postanowienia...

a to akt urodzenia mojego syna....

(http://img339.imageshack.us/img339/425/doppkiibt8.jpg)


Umiecie liczyć???
Bo widac pewne osoby niebardzo....mój syn 18 stycznia tego roku skończył raptem dwa latka...
No ale....


(http://img227.imageshack.us/img227/7273/doppkiiibd3.jpg)


To jest dopiero bez sensu...koleś nie odbiera telefonu więc piszę mu smsy..że bardzo chciałabym się zobaczyć z synem...oczywiście dostaje odmowne...ale nie istotne...istotny jest fakt iz sad w jednym zdaniu pisze że nie kontaktowałam się z dzieckiem...linijkę dalej zaś pisze....że owszem wysyłałam wiadomości tekstowe czy mogę zabrać syna...

W całym uzasadnieniu aż roi się od podobnych....no określe to po imieniu BZDUR.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-04-17 (Wto), 12:00
Cała sprawa jest ciekawa.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pancerfaust w 2007-04-17 (Wto), 12:09
Tak na pierwszy rzut oka, nim bardziej zagłębię się w ten temat (tzn. przeazalizuję) to przychodzi mi do głowy tylko jedno:

W Iranie jest wszystko bardziej poukładane, niż w tym pieprzonym kraju, z przeżartymi korupcją i układami pseudosądami!!!

Powinna się tym zająć prasa (media) i rozdmuchać sprawę i walić po nazwiskach wszystkich krętaczy oraz kolesiów z krakowskiego "kręgu prawniczego" bo nie nazwę tego ani "sądem" ani "wymiarem sprawiedliwości"!!!!!
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-04-17 (Wto), 12:14
A Ty weź może przesłuchaj wersji obu stron, popatrz na dowody, na świadków, itd itd itd zanim zaczniesz mówić, że Iran jest fajniejszy niż Polska.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Koki w 2007-04-17 (Wto), 12:56
Oj, ten temat się dobrze nie skończy. Heheheheheh.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-04-17 (Wto), 12:57
Właśnie na to liczę.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: krzynek w 2007-04-17 (Wto), 14:05
jakie to wsystko pojebane...
a dla mężusiów polecam lekture "podupcone rozmowy" jest tam wiele ciekawych zagadnien ktore was z pewnością zainteresuja :P
z kad sie biora tacy kretyni...  pewne jest na 100% ze wszystkie organy prawa sa skorumpowane, bo przeciez dokumenty na rzecz Moniki by nie znikały 0_o

przem mam pare pomysłów ale lepiej ci je przedstawie w prywatnej rozmowie :)
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Koki w 2007-04-17 (Wto), 14:12
Hih, i z OGame powypełzali nawet.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Gizmo w 2007-04-17 (Wto), 15:04
Jak rozumiem wspolczujesz samcowi slonia w tym wypadku ?
 Yis Macho powiedzial tyle ze az mnie normalnie...brechtac sie chce :D.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-04-17 (Wto), 15:12
Cytuj
Jak rozumiem nazywanie cię bucem, kretynem i mówienie wprost ze wkurwiasz ludzi juz podchodzi z urzędu pod jakieś paragrafy?

[snapback]164049[/snapback]
Chciałbym, żeby tak było.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Sally w 2007-04-17 (Wto), 15:45
Cytuj
Nie chodzi mi o to, że ona mnie obrażało, bo przyzwyczajony do PPK spływało to mnie jak po kaczce. Chodzi mi o ogólny poziom tamtej dyskusji. Po prostu wydaje mi się, że pani Monika Cichoń jest dość nerwowa. Tylko tyle chciałem powiedzieć kiedy to napisałem.
[snapback]164051[/snapback]


Wiesz...to akurat co było napisane w temacie "yisrael mnie wkurwia" trafiło do sądu.
( tu zapewne czytając to zacierasz ręce)
Różnica w tym jest taka że PPK to nie życie realne. To forum na którym można napisac co się chce i jak się chce...mozna się rozładować. Mozna napisać do sterty facetów "misiaczku" i "kochanie"...ale czy to oznacza odrazu ze sypia się z połową danego forum? Nie. ( zdanie powyżej to jedynie przykład )
To miejsce gdzie mozemy pożartować..powyzywac się...porobić sobie jaja...ale ni jak nie ma się to do realu.


Wiecej napiszę wieczorem.

Pozdro
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: sah w 2007-04-17 (Wto), 15:59
avatar waszego kolegi raczej wam nie pomoże
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: pedro w 2007-04-17 (Wto), 16:03
Zbulwersowałeś się Sah? hihi
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Koki w 2007-04-17 (Wto), 16:36
No sah pewnie "nie ma w życzeniu oglądać takich scen", hihi.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Gizmo w 2007-04-17 (Wto), 16:48
Avatar kolegi pewnie pomoze...Jezeli sedzia ma jakies zwiazki z LPR to na pewno...sadzac po inteligencjii wyroku jest 100% zwolennikiem pieknego Romana.
 Musiala sie kobitka wkurzyc,bo jak ja tyle czasu kojarze to az caly 2 raz na forum pisze.
 Pomyslcie ze za 1 razem to bylo o upierdliwym Yisie...
 Swoja droga kolo jest straszliwy...Ciekawe czy w Rl tez kojarzy sie z podcieraniem dupy papierem sciernym.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Victor w 2007-04-17 (Wto), 16:49
Coraz lepiej coraz lepiej
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Sally w 2007-04-17 (Wto), 18:57
Hmm...avatar jak avatar..co na nim widzicie????
Bo ja widze człowieka który zaciąga się fajkiem udając ze pali trawkę...

Właśnie...to widze ja...


Sąd zatem moze teraz napisać iż moi znajomi jarają na potęge i nawet nie posiadają innych zdjęć...


Widzicie... to się nazywa INTERPRETACJA....
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: sah w 2007-04-17 (Wto), 19:00
lol... nie ten avatar, próbuj dalej
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: pedro w 2007-04-17 (Wto), 19:18
Saha boli jak ktoś gejów nie lubi. (nie dociekam czemu hihi).
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Ascot w 2007-04-17 (Wto), 19:20
Cytuj
Po prostu wydaje mi się, że pani Monika Cichoń jest dość nerwowa.
Hmmm... widzisz Yis... znam Monikę osobiścię i stwierdzam na tyle na ile ją znam, że nie jest nerwowa. Jest właśnie jedną ze spokojniejszych osób jakie znam (wkurza się tylko jak jest bałagan w domu i nikt nie chce sprzątać, ale to raczej normalne i pozytywne ^^)

no i o :)
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-04-17 (Wto), 19:21
Cytuj
Różnica w tym jest taka że PPK to nie życie realne.
[snapback]164054[/snapback]

Z tym się zgadzam absolutnie, świat PPK jest bardzo specyficzny i nie ma wiele wspólnego z życiem, każdy kto tu postuje to rozumie.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-04-17 (Wto), 19:35
1. wydaje mi się, że to ma coś wspólnego z powrotem Yody na forum
2. udało Ci się wstrzelić z napisaniem tematu o równej północy, respekt
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Sally w 2007-04-17 (Wto), 20:24
Cytuj
lol... nie ten avatar, próbuj dalej
[snapback]164068[/snapback]



Oki...

Chodzi ci o ten zakaz stawania zbyt blisko pochylającej się osoby?
No bo co by było gdyby ta osoba z przodu...pochylajaca się podniosła się zbyt gwałtownie....ano byłoby "lekkie" zderzenie...
Ostrożności nigdy nie za wiele.


I NIE WIEM CO WY SUGERUJECIE??????


Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: trzy86 w 2007-04-17 (Wto), 20:50
Ciekawe, przeczytałem wszystko, mam nadzieję, że niczego nie pominąłem.
Remedium na problem nie mam, gdyż o prawie mam pojęcie bardzo blade. Szkoda tylko, że zatrważa fakt zupełnego braku sensu(logiki?) w opisywanych przez ciebe zdarzeniach. Śmiało chyba mogę założyć, iż jesteś dobrym sprawozdawcą - absurdem są zatem działania sądu. I to nie bylejakim, a koszmarnym wręcz.
Nie wiem w jaki sposób prawo unii europejskiej pozwala na kontrolowanie działań sądów, ale zdaje mi się, ze możesz się odwołać do wyższych instancji jeśli rozstrzygnięcie sprawy będzie błędne.
Ale o tym sam doskonale wiesz :)
Pozostaje tylko dobrze życzyć, powodzenia!
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-04-17 (Wto), 21:37
zzz może się nie odzywajcie już o 'zatrważających działaniach sądu' bo to tak samo jak krzyczenie na Hawkinga że się chuja zna na wszechświecie
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: JayZeus w 2007-04-17 (Wto), 21:42
No trzeba powiedzieć, że ta sprawa jest trochę zakręcona jak paczka ruskich gwoździ.

Swoją drogą zastanawia mnie czy nie można wystąpić z wnioskiem o zmianie tego kuratora?

Jeśli w SMSach były pisane pogróżki w stronę pani Moniki, czy ona nie zachowała ich kopii? Jeśli nie, nie da się ich przypadkiem teraz odzyskac od operatora sieci? Wydawało mi się, że operatorzy muszą archiwizować je przez 2 miesiące, ze względu na bezpieczeństwo (po 11 września i londynie itp)?

Jeśli p. Monika była bita, czy nigdy nie przeprowadzono obdukcji, lub badań czy oględziń przez lekarza?

Czy matka i babcia p. Moniki nie zeznawały przeciwko ojcowi, skoro poznały jaki on naprawdę jest?
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-04-17 (Wto), 21:46
Cytuj
Swoją drogą zastanawia mnie czy nie można wystąpić z wnioskiem o zmianie tego kuratora?

Nie, Można wnioskować o opinię uzupełniającą innego kuratora - na przykład na podstawie błędów jakie tu przedstawiono. Ale to sa za słabe błędy trochę. Próbować warto, adwokat powinien to zrobić dla pewności jednak.

Cytuj
Wydawało mi się, że operatorzy muszą archiwizować je przez 2 miesiące

Archiwizowanie treści to byłby podsłuch nielegalny. Operatorzy przez 2 lata archiwizują billingi.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Jarko w 2007-04-17 (Wto), 21:53
Cytuj
1. wydaje mi się, że to ma coś wspólnego z powrotem Yody na forum
[snapback]164073[/snapback]

Że niby co ja mam z tym wspólnego? :/ Najpierw kabanosy a teraz to? :)
Dobra pośmialiśmy się a teraz wróćmy do sprawy.

Może nagłośnienie tego to sposób na tą sprawę, jak to już ktoś wspomniał. Jest kilka programów typu "UWAGA" czy coś. Może niech ktoś zwróci w końcu uwagę na bałagan w sądach. Może to być ciekawe biorąc pod uwagę że słowo "sędzia" i "łapówka" ostatnio pojawia się w jednym zdaniu dość często. Chociaż by sprawa sędziego którego złapali raz za przyjmowanie łapówki i za chwilę drugi raz za jej wręczanie. Ja osobiście nie jestem za tym żeby wywlekać sprawy tak osobiste na ogólne forum (nie tylko takie jak to) ale jest to jakiś sposób żeby ten bajzel uporządkować.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-04-17 (Wto), 22:07
i tak mi pewnie nie uwierzycie, ale sędziowe to jedno z najmniej skorumpowanych środowisk w ogóle. nie ma czasu na łapówki po prostu - i to się nie opłaca. sędzia dostaje kupę kasy. ale za to ma 48274987 spraw dziennie - nie może ze stronami nawet rozmawiać, a nawet jakby chciał, to miedzy rozprawami nie ma przerw. jedni wychodzę a drudzy wchodzą. nieznajomi ludzie - jak jest czas przeczytać całe akta przed rozprawą w domu rano/wczoraj wieczorem - to już pełen sukces. a co dopiero łapówkę. była dokładnie JEDNA sprawa o przyjmowanie łapówek przez sędziego, okazało się że kobieta miała zmiany w mózgu. to po prostu dla sędziego nieopłacalne. ryzyko bardzo duże, a zysk niewielki. no bo co, miałbym zrezygnować ze średnio 4000 miesięcznie i stałej fuchy w zamian za jakieś drobne? nikt tak nie robi.

problemem rzeczywistym polskiego sądownictwa jest zakorkowanie. sędziów mało. kaczor nie podpisuje nominacji sędziowskich jako pierwszy prezio od piłsudskiego czasów. ziobro dojebał sądy 24h bez patrzenia czy jest pod to infrastruktura czy nie ma - na szczęście tych spraw jest mało i cały ten debilny pomysł słabo działa - inaczej byłaby klęska. tylko adwokaci mają przejebane z tymi dyżurami.

remedium? nie ma. w sprawach cywilnych można najwyżej mocniej obsadzić sądy. w karnych można przestać w końcu karać za bzdury jakieś typu prowadzenie roweru po pijanemu czy takie tam 'zbrodnie' i przesunąć to do wykroczeń + zmniejszyć kary bezwzgledne pozbawienia wolności i skupić się na ograniczeniu wolności. jak wszędzie. proces się ten dzieje, mógłby szybciej - ale cóż. minister mówi starym babciom 'ZAMYKAMY KURWA BANDYTÓW' i babcie wierzą. najgorsze ze wierzą nie tylko babcie.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: RazielOne w 2007-04-17 (Wto), 22:17
doslownie rece opadaja

Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: w 2007-04-17 (Wto), 22:35
Cytuj
Monika Cichoń, obecnie lat 21
Cytuj
Po jakimś czasie Monika wyszła za Mariusza C., po którym to też zresztą Monika ma swoje obecne nazwisko.
;)
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Sally w 2007-04-17 (Wto), 22:37
Cytuj
No trzeba powiedzieć, że ta sprawa jest trochę zakręcona jak paczka ruskich gwoździ.

Swoją drogą zastanawia mnie czy nie można wystąpić z wnioskiem o zmianie tego kuratora?

Owszem, mozna a nawet trzeba  :ppk_hihi:

Cytuj
Cytuj
Swoją drogą zastanawia mnie czy nie można wystąpić z wnioskiem o zmianie tego kuratora?

Nie, Można wnioskować o opinię uzupełniającą innego kuratora - na przykład na podstawie błędów jakie tu przedstawiono. Ale to sa za słabe błędy trochę. Próbować warto, adwokat powinien to zrobić dla pewności jednak.


[snapback]164079[/snapback]

No tu mamy rozbieżne informacje, jak jest rzeczywiście napiszę Wam już niedługo. :ppk_chytry:

Cytuj
Jeśli w SMSach były pisane pogróżki w stronę pani Moniki, czy ona nie zachowała ich kopii? Jeśli nie, nie da się ich przypadkiem teraz odzyskac od operatora sieci? Wydawało mi się, że operatorzy muszą archiwizować je przez 2 miesiące, ze względu na bezpieczeństwo (po 11 września i londynie itp)?

Zachowane, jednak nie stanowią dowodu rzeczowego. Telefon był na kartę i pisac mógł to dosłownie każdy.

Cytuj
Jeśli p. Monika była bita, czy nigdy nie przeprowadzono obdukcji, lub badań czy oględziń przez lekarza?

Niestety nie, jak to sie mówi "mądry Polak po szkodzie"
Cytuj
Czy matka i babcia p. Moniki nie zeznawały przeciwko ojcowi, skoro poznały jaki on naprawdę jest?

Jeszcze nie zeznawały. Jest dużo świadków w kolejce...a problem polaga na tym że sprawa nie jest zakonczona, poprostu sąd ustanowił że do czasu jej zakończenia (przesłuchania swiadków, badania RODK itp.) dzieci mają byc u owych "kochających" tatusiów.
[snapback]164078[/snapback]

 :ppk_diablo:
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-04-17 (Wto), 22:43
aaaaaaaaa, kuratora to można. myślałem że chodzi o opinie biegłego - wywiad środowiskowy. o zmianę kuratora można wnioskować.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: pedro w 2007-04-17 (Wto), 23:02
HA! Wyszła prawda teraz na jaw panie Pawle! CHUJA SIĘ ZNASZ NA PRAWIE! Na co dzień studiujesz zaocznie marketing w tej waszej szkole w Dąbrowie.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: waste w 2007-04-17 (Wto), 23:02
A moja mamusia też spotkała się z czymś podobnym... Została posądzona o wyniesienie dużej gotówki z miejsca pracy. Była zastępcą kierownika, kierownik wyniósł ale kierownik był w dobrej komitywie z prezesem, a prezes niekoniecznie uczciwy i niekoniecznie legalny. Grunt, że w toku sprawy ciągle pojawiały się zeznania, których nigdy nie było, bądź te spisane były zmieniane (bądź też nadinterpretowane), znikały dowody - takie tam. W końcu po wielokrotnych przedłużeniach postępowania i apelacjach, kiedy wydawało się, że wszystko idzie dobrym torem nagle ostateczny wyrok był niekorzystny dla mamy (i kilku innych osób odpowiedzialnych finansowo). Ostatecznie mama podjęła decyzję o zaprzestaniu drążenia sprawy i zapłaceniu niemałej sumy pieniędzy. Wyraźnie widać było, że wyroki są sponsorowane, ale mama już swoje wypłakała i chciała jak najszybciej o sprawie zapomnieć. Adwokata wynajęli ale co to dało...

Dla mnie osobiście najgorsza w tym wszystkim była frustracja, poczucie kompletnej bezsilności wobec jawnej niesprawiedliwości. ;/
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Victor w 2007-04-17 (Wto), 23:31
Kuratora mozna wnioskowac  o zmianę, tzn o opinie uzupełniającą, jesli np się z nim niezgadzasz.

Dalej
 jeśli podejrzewacie jakiekolwiek machlajstwo to mozna nagłośnić sprawę, program uwaga lub coś w tym stylu.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Masa Mastah w 2007-04-17 (Wto), 23:48
Powiem szczerze że jestem zaskoczony wyrokiem sądu .
Znam Sally , a cała ta szopka zasługuje na miano "zgrywu roku".
Miałem okazje poznać córeczkę  Sally i jestem pewien że kocha swoją mamę, co do rozpiski Pszema na temat rozprawy to jestem pewien że sprawa jest grubymi nićmi szyta:/.
Zycze Monice powodzenia i jak sama wie zawsze pomogę jej w dociekaniu jej praw.
Moje zdanie na ten temat juz zna więc bez sensu żebym sie udzielał i powtarzał swoje opinie na forum.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Victor w 2007-04-17 (Wto), 23:59
Moim przestępstwem jest to, że jestem od was sprytniejszy, czego mi nigdy nie wybaczycie. Jestem hackerem a to jest mój manifest.
Mnie zdołacie powstrzymać, ale nie uda się wam powstrzymać nas wszystkich... bo wszyscy jesteśmy tacy sami.+++ Mentor +++
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: pedro w 2007-04-18 (Śro), 00:44
Chyba mi pękło jelito właśnie. Victor, dokonałeś niemożliwego. Rozśmieszyłeś mnie do łez.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Xtense w 2007-04-18 (Śro), 06:09
Cytuj
Moim przestępstwem jest to, że jestem od was sprytniejszy, czego mi nigdy nie wybaczycie. Jestem hackerem a to jest mój manifest.
Mnie zdołacie powstrzymać, ale nie uda się wam powstrzymać nas wszystkich... bo wszyscy jesteśmy tacy sami.[/span]+++ Mentor +++
[snapback]164093[/snapback]
[span style=\'font-size:8pt;line-height:100%\']We are Anonymous, and we do not forgive. We are void of human restraints, such as pity and mercy. All those who break this pact will be eliminated without hesitation. Those who perform reckless actions or wish to harm the Anonymous will be eliminated without hesitation. Failure is not tolerated. Enemies of the Anonymous include anyone who is not an Anonymous. Our enemies are to be eliminated swiftly and without incident. Anonymous must work as one. No Anonymous knows everything. Betrayal of Anonymous is both impossible and unaccepted. Manipulation of the weak and innocent is an Anonymous specialty. Once a victim is no longer commodious, they are to be eliminated. REPRODUCE. REPRODUCE. REPRODUCE. No man-made or natural occurance can harm the Anonymous. Under no circumstances are Anonymous human. We are above humans and mortality. Anonymous are not to partake in meaningless tasks. Those who do are to be either reformed or eliminated. You are legion, for we are many. Anonymous is everywhere at all times. Yet, singular Anonymous are not permitted to know everything. All have the potential to be Anonymous until they choose not to. Those who are not Anonymous are to be eliminated. Anonymous has no weakness or flaw. Laws of Nature and Man cannot restrain the Anonymous. Anonymous is one. Feuding and argument amongst the Anonymous is both impossible and unaccepted. Anonymous is in control at all times. Anonymous has no identity. Those who are not Anonymous yet know our presence must be eliminated. Anonymous cannot be contained by mere restraints. Anonymous are all equal. No one is more or less important then Anonymous. Anonymous must obey the Code. Those who do not are to be reformed or eliminated. Anonymous worships nothing. Anonymous cares for nothing but Anonymous. Humanity is the virus; Anonymous is the cure. We are Anonymous, and we do not forgive.[/size]
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: eswemenasja w 2007-04-18 (Śro), 06:32
Nie bylo obdukcji = nie bylo bicia.
Przykro mi ale nalezy sie z tym pogodzic i tak te sprawe rozpatrywac.
pzdrm
P.S. Domyslam sie ze Yis jest jednym z ojcow?
O zgrozo, przepraszam za takie domysly ale niektore gry slowne w tym watku sa dla mnie jako lamera (czyli normalengo czlowieka) NIEZROZUMIALE...
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-04-18 (Śro), 08:39
o boże, dziecko yisa.  HORRÓR.

No to prawda, studiuję marketing i zarządzanie na dąbrowskiej sorbonie, a na prawo wyrywam lole.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: trzy86 w 2007-04-18 (Śro), 09:07
Kolego, że Hawking się zna, to ja wiem i nie miałem najmniejszych problemów z przyjęciem tego do wiadomości. Lecz jeśli w sądzie jest okrutny burdel to mnie zawsze bulwersuje. Taki już swoisty jestem, i chuj.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-04-18 (Śro), 09:27
Cytuj
i chuj.
[snapback]164100[/snapback]
.i.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-04-18 (Śro), 09:27
No ale żeby to stwierdzić musiałbyś znać sądownictwo z czego innego niż z programu 'uwaga' właśnie. Ile razy w życiu byłeś w sądzie w jakimkolwiek charakterze? Ile razy czytałeś jakiekolwiek akta? Ile razy śledziłes sprawę od zszycia pierwszej teczki przez wykorzystywanego nieludzko w tym celu praktykanta aż po zwrot kasacji z sądu najwyższego z wielką pieczątką 'SPIERDALAĆ'?

Po prostu ludzie mówią że w sądach jest burdel z przyzwyczajenia.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: trzy86 w 2007-04-18 (Śro), 10:06
Ależ Durbik, ja nie przeczę, że nie znam sądów "od wewnątrz"; mam też nadzieję, że nieprędko je od tej strony poznam. Na tinie czy uwadze nie bazuję, bom nie buc, lecz na przekazach ustnych znajomych osób. Sporo prawdy jest nawet w obiegowych opiniach, a "burdel" to nie to samo co "beznadzieja".
Tak ważny organ jak sąd nie powinien sobie pozwalać nawet na drobne potknięcia. Nie chodzi przecież o to, że "reszta działa dobrze".
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-04-18 (Śro), 10:36
No ja mam opinię obiegową taką na przykład że wielbiciele mangi = pedały. Ale wiem że to generalizacja i nie wypowiadam jej głośno (zazwyczaj).

A takie zdanie o sądach mają najczesciej ludzie którzy w sądzie przegrali. Bo przeciez wszyscy są winni tylko nie my, prawda?

Nie mówię - w sądach zdarzają się kurwy (z tego miejsca pozdrawiam Edytę Ż, SSR w I cywilnym) i tacy co im się robić nie chce (z tego miejsca pozdrawiam jedyną blondynkę w D-118) ale to mniejszość zupełna. Około 95% sędziów wykonuje swoje obowiązki bez zarzutu. Zresztą nie wiem tez do końca jak jest np w Pcimiu Dolnym (im mniejszy sąd tym presja mniejsza) ale w Krakowie na przykład nikt sobie na poważne pomyłki pozwolić nie może, bo prezes tylko czyha komu by tu nie dać awansu w przyszłości - bo ma za mało etatów.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-04-18 (Śro), 10:40
O mandze i pedalach to prawda objawiona, gdyby poszukac w Biblii to pewnie moznaby cytat z Pana Boga znalezc: "Mange wielbic bedziesz, pedalem zostaniesz!".

A ten, o sadach: Nie sluchajcie Drubika, on sam musi juz byc umoczony skoro tak ochoczo broni wyksztalciuchow!
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: trzy86 w 2007-04-18 (Śro), 11:30
Tru, wszędzie układy, trzeba pamiętać. No i ci, Żydzi, o.

Durbik - prawda prawda, właśnie o tych 5% piszę. Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, jak to mówią, więc opisuję obraz władzy sądowniczej widziany z zewnątrz. W poście Pshemoza zaś pojawiały się, z tego co pamiętam, jakieś dziwne zagrania. Mam więc dosyć uzasadnione podstawy. Chyba że popieprzyło mi się zwyczajnie i coś sobie samemu dopisałem.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Sally w 2007-04-19 (Czw), 15:27
Cytuj
No ja mam opinię obiegową taką na przykład że wielbiciele mangi = pedały. Ale wiem że to generalizacja i nie wypowiadam jej głośno (zazwyczaj).

A takie zdanie o sądach mają najczesciej ludzie którzy w sądzie przegrali. Bo przeciez wszyscy są winni tylko nie my, prawda?
[snapback]164105[/snapback]


Zgadza się ale sąd jest niestety instytucją która ma już "utarte" przkonania:

Zgwałcono młodą dziewczynę, przychodzi zeznawać na rozprawę i co się dowiaduje???
Że to jej wina!
A dlaczego?
Ano dlatego ze miała za duży dekolt.... :ppk_eee_what:
No bez jaj ludzie.....
Wychodzi na to ze każdą kobietę która ma mini lub za duży dekolt można gwałcić do woli  :ppk_eee_what:

(przykład podany wyzej jest przykładem autentycznym właśnie w sądzie krakowskim)



Kolejna sprawa..tatuaż...Jak masz tatuaż to jesteś narkomanem....
Nie opisuję jak niedajboże masz jako facet długie włosy, lub kolczyki w nocie i na brwiach....
Jak jesteś ogolony i w dresie...to też źle....
W ogóle wszystko jest źle...

Cytuj
Nie mówię - w sądach zdarzają się kurwy (z tego miejsca pozdrawiam Edytę Ż, SSR w I cywilnym) i tacy co im się robić nie chce (z tego miejsca pozdrawiam jedyną blondynkę w D-118) ale to mniejszość zupełna. Około 95% sędziów wykonuje swoje obowiązki bez zarzutu. Zresztą nie wiem tez do końca jak jest np w Pcimiu Dolnym (im mniejszy sąd tym presja mniejsza) ale w Krakowie na przykład nikt sobie na poważne pomyłki pozwolić nie może, bo prezes tylko czyha komu by tu nie dać awansu w przyszłości - bo ma za mało etatów.
[snapback]164105[/snapback]



Ehhh...
Nasmaruję ci koło 19.00 posta na ten temat...




Kocham Kacperka a sąd mi go zabrał

Edyta (18 l.) po gwałcie urodziła synka. Uwielbia go cała rodzina. Ale sąd tego nie rozumie
Patrząc na zdjęcie uśmiechniętego i zadbanego chłopca, trudno uwierzyć, że to dziecko zostało poczęte w brudnej klatce schodowej w wyniku brutalnego gwałtu. Edyta Burkat (18 l.) i jej rodzina całym sercem pokochali małego Kacperka (2 l.). Cóż z tego, skoro bezduszna sędzia chce im odebrać dziecko?!
- Ile jeszcze krzywd mam znosić? Ile cierpienia może zaznać jedna kobieta? - Edyta Burkat nie jest już w stanie wylać więcej łez. - To moje dziecko! Chcę je wychować na kogoś innego, niż był jego ojciec gwałciciel! - szlocha.
Edyta w styczniu 2003 roku wracała wieczorem do swojego bloku. Niesłysząca dziewczyna nawet nie wiedziała, że zaczaił się na nią zwyrodnialec. Zarzucił jej od tyłu brudną czapkę na głowę i chwycił z całej siły.
Sebastian F., który dokonał gwałtu, miał wtedy zaledwie 15 lat. Był silny i nie miał żadnych skrupułów. W gwałcie pomagały mu dwie zdeprawowane nastolatki.
Kilka tygodni później Edyta zorientowała się, że jest w ciąży. Badania bezspornie wykazały, że ojcem jest gwałciciel. Dziś Sebastian F., już po wyroku, siedzi w poprawczaku w Gżogowie.
- Edytka od początku chciała wychować swoje dziecko - Monika Burkat (39 l.), babcia Kacperka, nie ma żadnych wątpliwości. - A ja zostałam wyznaczona przez sąd na rodzinę zastępczą - tłumaczy.
Pojawienie się rozkosznego malucha zmieniło życie nieszczśęliwej i kalekiej dziewczyny. W końcu poczuła, że jest komuś potrzebna. Chłopiec przyniósł jej szczęście. Poznała Tomasza Pecylaka (19 l.) - mężczyznę, który postanowił zająć się samotną matką. Młodzi zakochali się w sobie i snuli plany na przyszłość. - Sam mam problemy ze słuchem i wiem, jak ciężko żyć z tym kalectwem. Kocham Edytkę i Kacperka, chcąc być z nimi - zapewnia Tomasz.
W dużym mieszkaniu na krakowskim Ruczaju w wychowywaniu Kacperka pomagała cała rodzina. Dzięki pomocy matki i Marii Kloczkowskiej (69 l.), cioci dziewczyny, Edyta mogła chodzić do szkoły. Żyli skromnie, ale szczęśliwie. Idylla trwała dwa lata. W grudniu tego roku wszystko się skończyło. Kacperek trafił do placówki opiekuńczej. Co się takiego wydarzyło, że sędzia Agnieszka Niedźwiedź (35 l.) wydała postanowienie o odebraniu małego Kacperka matce i rodzinie Burkatów?! Przecież w domu niczego im nie brakuje! Mają z czego żyć, a Edyta porozumiewa się z otoczeniem normalnie. Bez przeszkód może opiekować się ukochanym synkiem.
Monika Burkat pracuje na poczcie, a renta córki i pomoc Marii Kloczkowskiej w zupełności wystarczą, by utrzymać całą rodzinę. Ale sąd tego nie dostrzega! Sędzia bez serca uznała, że szczęśliwe i kochane dziecko jest zaniedbywane, a Edyta i jej matka Monika nie są w stanie nim się zająçć
Rodzina Burkatów nie może pogodzić się z tym wyrokiem. - Mam trójkę synów i żadnemu niczego nie brakuje - opowiada oburzona Monika Burkat. - Kochamy Kacperka, z nami będzie szczęśliwy, a nie z jakąś obcą rodziną czy w domu dziecka! - płacze Edyta. Te słowa potwierdza opinia psychologa, który obserwował malucha. Chłopczyk chętnie siada na kolanach babci, szuka towarzystwa innych dzieci, mówi też: "mama" i "babcia".
Burkatowie nie zamierzają się poddawać. Zbierają pieniądze na wynajęcie adwokata, który pomo›e im odzyskaç ukochane dziecko.
W tym cała nadzieja...

WOJCIECH BIEDRO¡ (wojciech.biedron@eFakt.pl)


Artykuł pochodzi z wydania (665) 302/05 (29.12.2005) z działu WYDARZENIA ze strony 10



Znam Edytę Burkat osobiście.
Mieszka w tym samym bloku w którym ja mieszkałam w Krakowie.
Znam tą sprawę dość dobrze...
Napisze tylko że sędzia...oczywiście w obu sprawach jest ten sam. :ppk_angry:
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: pshemozz w 2007-04-19 (Czw), 17:16
Nie warto nawet komentować...
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-04-19 (Czw), 17:58
Cytuj
Kolejna sprawa..tatuaż...Jak masz tatuaż to jesteś narkomanem....
[snapback]164170[/snapback]

O qrde!

(http://www.yisrael.mybesthost.com/gallery/ksw/image636.jpg)
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-04-19 (Czw), 18:08
http://wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=8736 (http://wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=8736)
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Sally w 2007-04-20 (Pią), 10:34
Cytuj
http://wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=8736 (http://wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=8736)
[snapback]164178[/snapback]



Właśnie, ale niestety polacy to naród który przechodzi z jednej skrajności w drugą.
Sądzicie że dzieci nigdy nie były przez rodziców bite???Że 40 lat temu ojcowie lub matki nie katowali swoich dzieci? Owszem...to było..i jest nadal...
Problem w tym ze sąd nagle przestał rozróżniać granicy między znęcaniem się nad dzieckiem a zwykłą karą. Teraz wystarczy że matka krzyknie na dziecko płaczące na ulicy i już jakaś dewota się przyczepi: "Pani sie znęca nad dzieckiem!"
Podobnie jest jeśli chodzi o ojców. Zawsze byli i są dobrzy ojcowie, jak też złe matki. Problem w tym że jeszcze do niedawna zawsze pierwszeństwo w sądzie w sprawach o dzieci miała matka. Teraz po rozdmuchaniu kilku spraw gdzie matki faktycznie zaniedbywały dzieci a to ojcowie byli "Ci dobrzy" sądy przeskoczyły znów w drugą stronę.  
Teraz jak idzie do sądu dwóch tatusiów i nawymyślają na matkę...no to już napewno matka jest winna, do tego kuratorka oczywiście zrobiła swoje i...widać efekt.
Postawiono mi zarzut porzucenia dzieci...
Ale powiedzcie mi jakie to porzucenie gdy widuję sie z dziećmi, i to nie raz w tygodniu na weekend jak nagle wymyślił sobie sąd ( ten sam sąd napisał parę linijek niżej że odwiedzam dzici w dni wolne od pracy...hmmm...No tak prowadząc własną firme muszę chyba składac sama do siebie proźbę o urlop)
pozatym łożę na te dziciaki kase...
codzinnie dzwonię, wypytuję...a dzieci zostawiłam w domu pod opieką matki i babci....
Jeżeli myślicie ze "babcie" moich dzici to staruszki o laskach to Was oświece ze tak nie jest, matka moja ma zaledwie 39 lat..zaś babcia 58...
Matka pracuje na pół etatu jedynie, babcie nie pracuje wcale. Mieszkanie ma 64m. z czego największy 25 m. pokój zajmują dzieci...Ale tego w wywiadzie kuratra nie znajdziecie. Znajdziecie to ze ojciec dziewczynki ma jednopokojowe mieszkanie (ale po wykupie bedzie do remontu) i drugie mieszkanie...ale tam nie mieszkaja bo jakoś jest im niewygodnie (no pewnie mieszkać w jednym mieszkaniu z upierdliwą jak mniemam babcią napewno wygodne nie jest)
O mieszkaniu drugie tatusia piszę tylo że : " jest tam czyto i schludnie"..
Zero słowa o tym ze dwie najmłodsze siostry mojego męża odrabiają zadania na stole w kuchni...i nawet nie maja własnego pokoju. Ludzie...tam w 3 pokojach jest 11 osób!!!!!!! Ale dziwnym trafem...o tym nie przeczytacie nigdzie..pomimo iż było to mówione 2-krotnie na rozprawach...
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-04-20 (Pią), 10:41
no a kiedy sprawa będzie dziać się dalej?
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Sally w 2007-04-20 (Pią), 11:00
Cytuj
no a kiedy sprawa będzie dziać się dalej?
[snapback]164200[/snapback]



Więc:

Teoretycznie kolejan rozprawa jest 25.04
Ale wniosłam już zażalenie do okręgowego żeby mi dziciaki oddali spowrotem.
Nie wiem ile to potrwa  :ppk_wystraszony:
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-04-20 (Pią), 11:15
Cytuj
Teraz wystarczy że matka krzyknie na dziecko płaczące na ulicy i już jakaś dewota się przyczepi: "Pani sie znęca nad dzieckiem!"
[snapback]164197[/snapback]


Ja tam mam taką rodzinną historyjkę: ponoć jak byłem mały, opowiada mi mama, gdzieś tam szliśmy obok sklepu, gdzie zobaczyłem ładny samochodzik czy coś. No i zaczęła się histeria, bida w domu, a ja koniecznie muszę to mieć. Ona coś ciężki dzień miała, nie wiem, ja rzucałem się na ulicę i waliłem rękami i nogami o chodnik. W końcu dostałem jakieś porządne manto i był spokój, na przyszłość też takie sceny już  się nie powtarzały. Ja tego zupełnie nie pamiętam, ale zachowanie ponoć się poprawiło na dobre. Więc nie jestem przeciwny biciu dzieci, ale z rozsądkiem.
Natomiast wtedy na ulicy jakaś babka podchodzi do mojej mamy i mówi: "Jak pani może takie małe dziecko bić", a moja mama, że była zdenerwowana i ma temperament, odpowiada: "Jak pani chce to i pani mogę wpierdolić."
Sumując - zgadzam się, teraz jest mania na punkcie chronienia dzieci i robienia z nich kalek. Ja dzieci z zasady nie lubię, ale kurewskich dzieci amerykańskich czy szkockich to nienawidzę i gdybym mógł kazał bym do nich strzelać. Właśnie przez to tzw. bezstresowe wychowanie.
Taką historię podobno widział kolega w autobusie w Krakowie. Baba wchodzi z bachorem do autobusu, tam se jacyś ludzie są i stoi punk, żuje gumę. Dzieciak oczywiście wrzeszczy, zaczepia ludzi itd. Ktoś z tłumu mówi w końcu "Niech pani uspokoi to dziecko, da klapsa czy coś", na co ona, że wychowuje dziecko bezstresowo i że nie. No więc dzieciak dalej drze swoją wyćwiczoną mordę. Zbliża się przystanek, więc punk wysiada. Podchodzi do tej matki i przykleja jej gumę na czole. Cały autobus oczywiście oszołomiony. Baba w końcu wyjąknęła: "Jak się pan zachowuje, jak pana matka wychowała?", na co on ku uciesze współpasażerów: "Bezstresowo."
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Sally w 2007-04-20 (Pią), 11:27
Cytuj
Cytuj
Teraz wystarczy że matka krzyknie na dziecko płaczące na ulicy i już jakaś dewota się przyczepi: "Pani sie znęca nad dzieckiem!"
[snapback]164197[/snapback]


Ja tam mam taką rodzinną historyjkę: ponoć jak byłem mały, opowiada mi mama, gdzieś tam szliśmy obok sklepu, gdzie zobaczyłem ładny samochodzik czy coś. No i zaczęła się histeria, bida w domu, a ja koniecznie muszę to mieć. Ona coś ciężki dzień miała, nie wiem, ja rzucałem się na ulicę i waliłem rękami i nogami o chodnik. W końcu dostałem jakieś porządne manto i był spokój, na przyszłość też takie sceny już  się nie powtarzały. Ja tego zupełnie nie pamiętam, ale zachowanie ponoć się poprawiło na dobre. Więc nie jestem przeciwny biciu dzieci, ale z rozsądkiem.
Natomiast wtedy na ulicy jakaś babka podchodzi do mojej mamy i mówi: "Jak pani może takie małe dziecko bić", a moja mama, że była zdenerwowana i ma temperament, odpowiada: "Jak pani chce to i pani mogę wpierdolić."
Sumując - zgadzam się, teraz jest mania na punkcie chronienia dzieci i robienia z nich kalek. Ja dzieci z zasady nie lubię, ale kurewskich dzieci amerykańskich czy szkockich to nienawidzę i gdybym mógł kazał bym do nich strzelać. Właśnie przez to tzw. bezstresowe wychowanie.
Taką historię podobno widział kolega w autobusie w Krakowie. Baba wchodzi z bachorem do autobusu, tam se jacyś ludzie są i stoi punk, żuje gumę. Dzieciak oczywiście wrzeszczy, zaczepia ludzi itd. Ktoś z tłumu mówi w końcu "Niech pani uspokoi to dziecko, da klapsa czy coś", na co ona, że wychowuje dziecko bezstresowo i że nie. No więc dzieciak dalej drze swoją wyćwiczoną mordę. Zbliża się przystanek, więc punk wysiada. Podchodzi do tej matki i przykleja jej gumę na czole. Cały autobus oczywiście oszołomiony. Baba w końcu wyjąknęła: "Jak się pan zachowuje, jak pana matka wychowała?", na co on ku uciesze współpasażerów: "Bezstresowo."
[snapback]164209[/snapback]



Jessssuuuuu...myslałam ze się ze śmiechu posiusiam.
Gratki dla mumuchy faktycznie ma babka temperament  :D
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Steffek w 2007-04-20 (Pią), 15:42
Cytuj
Taką historię podobno widział kolega w autobusie w Krakowie. Baba wchodzi z bachorem do autobusu, tam se jacyś ludzie są i stoi punk, żuje gumę. Dzieciak oczywiście wrzeszczy, zaczepia ludzi itd. Ktoś z tłumu mówi w końcu "Niech pani uspokoi to dziecko, da klapsa czy coś", na co ona, że wychowuje dziecko bezstresowo i że nie. No więc dzieciak dalej drze swoją wyćwiczoną mordę. Zbliża się przystanek, więc punk wysiada. Podchodzi do tej matki i przykleja jej gumę na czole. Cały autobus oczywiście oszołomiony. Baba w końcu wyjąknęła: "Jak się pan zachowuje, jak pana matka wychowała?", na co on ku uciesze współpasażerów: "Bezstresowo."
Urban legend (czy jak to się tam nazywało).
Słyszałem podobną historyjkę tyle, że działa się w poznańskim tramwaju, nie było punka a zwykły szary student a guma została przyklejona nie na czoło, ale we włosy.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-04-20 (Pią), 16:07
Dlatego napisałem "podobno", widzisz. Urban legendy są gitoskie, zna ktoś jakąś pracę na ten temat?
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: pedro w 2007-04-20 (Pią), 17:31
Wyszła chyba nawet książka takiego psora socjologii polskiego. Ale nie pamiętam ani tytułu ani nazwiska autora.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-04-20 (Pią), 20:24
Cytuj
Natomiast wtedy na ulicy jakaś babka podchodzi do mojej mamy i mówi: "Jak pani może takie małe dziecko bić", a moja mama, że była zdenerwowana i ma temperament, odpowiada: "Jak pani chce to i pani mogę wpierdolić."

A mój ojciec kiedyś jak staliśmy w korku i przepychaliśmy się z pasa na pas miał taki występ:

Rowerzysta podjeżdzający z lewej do ojca przez okno: "GDZIEŚ CHUJU STANĄŁ?"

Ojciec przez okno: "A W PIŹDZIE!"

Bardzo to podniosło mój respekt w stosunku do ojca - i tak niemały
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Diabellus w 2007-04-22 (Nie), 10:40
Heh, tak samo mi sie przypomina sytuacja u mnie w bloku, jak kumpel wpierdolil synowi nauczycielki po tym jak go wyzywal. Nauczycielka oczywiscie pobiegla do ojca kumpla i z morda ze mu syna bija itp. Na co ojciec kumpla "Dobrze zrobił" i zatrzasnął jej drzwi przed twarzą.

No ale to chyba nie o tym. Sady? Postoje z boku...
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Sally w 2007-04-23 (Pon), 09:50
Cytuj
Heh, tak samo mi sie przypomina sytuacja u mnie w bloku, jak kumpel wpierdolil synowi nauczycielki po tym jak go wyzywal. Nauczycielka oczywiscie pobiegla do ojca kumpla i z morda ze mu syna bija itp. Na co ojciec kumpla "Dobrze zrobił" i zatrzasnął jej drzwi przed twarzą.

No ale to chyba nie o tym. Sady? Postoje z boku...
[snapback]164284[/snapback]



Włanie w tym jest problem że według sądów rodzice powinni być idealni a zwłaszcza matki...
Posprzątaj , ugotuj, zajmij się dziećmi, idź do roboty, w przerwach poprasuj i zrób pranie...

 :ppk_diablo:  :ppk_diablo:  :ppk_diablo:  :ppk_diablo:  :ppk_diablo:  :ppk_diablo:


A facet?
Facet ma wymówkę - był w pracy- nie ważne że handlował nielegalnie czymś...ważne ze "pracował dorywczo"....
I nikt się nie interesuje tym ze nawet nie pracował na rodzinę bo cała kasa szła na jego "zabawki" i alkohol...
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Xtense w 2007-04-23 (Pon), 11:14
Cytuj
Posprzątaj , ugotuj, zajmij się dziećmi, idź do roboty, w przerwach poprasuj i zrób pranie...
 :ppk_diablo:  :ppk_diablo:  :ppk_diablo:  :ppk_diablo:  :ppk_diablo:  :ppk_diablo:
[snapback]164315[/snapback]
Prawidłowo! A jak będzie protestować to luta w twarz. Dobrze mówił stary góral, że jak kobiety się przynajmniej raz w tygodniu nie spierze to nie zna swojego miejsca, o. :)
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-04-23 (Pon), 14:59
Same cze gewary ostatnio
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: sah w 2007-04-23 (Pon), 16:13
ja czekam na cho-gevarę
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-04-23 (Pon), 17:19
jakoś mi nie podchodzi twarz szczytującego che
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: KaGieBe w 2007-04-23 (Pon), 18:12
A moze Cho'Gall (ten z Warcrafta II) z twarza nowego bohatera?
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: JayZeus w 2007-04-23 (Pon), 21:32
Sally, no ja chcę tylko powiedzieć, że trzymam za was kciuki, i mam nadzieję, że wszystko się dobrze potoczy.

Sprawa rzeczywiśćie jest upierdliwa, szczególnie ze względu na dziwny wgląd sądu w tą sprawę.

W razie co, dawać znać!
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: adams_no1 w 2007-04-25 (Śro), 13:49
Przebrnąłem przez calą dyskusje i Sally 3mam kciuki, nie wiem czy to coś pomoże, ale może opinia jakiegoś psychologa mogłaby coś w sądzie pomóc...

pzdr
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: pshemozz w 2007-05-07 (Pon), 23:19
Niniejszym chciałbym poinformować wszystkich, że istnienie owego tematu tutaj zostało zgłoszone do sądu przez Pana Mariusza C. i z racji tego chciałbym go z tego miejsca serdecznie pozdrowić i zapytać, jak też czuje się jego środkowy palec, który tak chętnie mi pokazywał parę dni temu.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Sally w 2007-05-07 (Pon), 23:22
Cytuj
Niniejszym chciałbym poinformować wszystkich, że istnienie owego tematu tutaj zostało zgłoszone do sądu przez Pana Mariusza C. i z racji tego chciałbym go z tego miejsca serdecznie pozdrowić i zapytać, jak też czuje się jego środkowy palec, który tak chętnie mi pokazywał parę dni temu.
[snapback]164584[/snapback]



LOL  :lol:
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Koki w 2007-05-08 (Wto), 06:27
"Bo o mnie w internecie źle napisali" to napewno będzie poważny argument. Lepiej niech Xtense wyczyści database.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: KaGieBe w 2007-05-08 (Wto), 08:19
Ja tez chce byc w telewizji!
Pozdrawiam mame
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-05-08 (Wto), 08:56
jEpAć RzYdUf!!!!!11
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-05-08 (Wto), 10:28
Niniejszym oświadczam, że wszystko co pisałem o sędziach to prawda. Razem z nazwiskami, o.

Sue me.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-05-08 (Wto), 13:38
A ja mam zielone papiery i wszystko, co pisałem, jest wyrazem seksualnych frustracji połączonych z depresją i, o dziwo, kompleksem Elektry.


Swoją drogą koleś musi być szalenie dojrzały, skoro wyładowuje swoje przykre uczucia pokazaniem palca.
Dość interesująco wczoraj grałem w bilard w Irish Pubie Pod Papugami. Gdzieś ok 2 napatoczył się jakiś smark, nie wiem, z 19 lat, pijany i z zagubionym wzrokiem. Denerwował mnie, ale w końcu zagraliśmy partyjkę. W stoliku obok siedzieli jacyś Brytyjczycy, którym w pewnym momencie ten pijany gnojek zupełnie bez powody pokazał faketa. Ani albo nie zauważyli, albo nie chcieli konfrontacji (co chyba dziwne, jeśli chodzi o Angoli), więc wszystko przeszło dość abstrakcyjnie, taki gest nie wiadomo skąd, po co. Morał jest taki, że ten gość ze sprawy sądowej nie bardzo musi swoją dojrzałością przerastać pijanego dziewiętnastolatka.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: pedro w 2007-05-08 (Wto), 13:47
Zielone? A nie żółte?
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-05-08 (Wto), 14:16
Tzn. one są (albo były, teraz nie wiem) żółte, ale z jakiegoś powodu mówiło się o nich "zielone".
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-05-08 (Wto), 15:01
bo to jest tak, że w małopolsce są zielone one. a wszędzie indziej żółte.

w małopolsce mówi się 'sznycle' na kotlety mielone, więc wiecie. co zrobić
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Xtense w 2007-05-08 (Wto), 15:44
No a po zachodniej stronie wisły na placki ziemniaczane się mówi racuchy. Paranoja jakaś, no.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-05-08 (Wto), 16:50
Cytuj
istnienie owego tematu tutaj zostało zgłoszone do sądu przez Pana Mariusza C.
[snapback]164584[/snapback]
a czy po rozprawie dowiemy się w jakim celu?
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: trzy86 w 2007-05-08 (Wto), 22:12
Ja bym raczej zapytał, jaki to w ogóle ma związek. Może niech zgłosi rozmowę z sąsiadem, w końcu też forma komunikacji.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Einnar w 2007-05-09 (Śro), 09:33
Zaiste opiniotwórcze to nasze zagubione w internecie forum.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Koki w 2007-05-09 (Śro), 11:14
Eh, jeszcze nam to wyciągną za lat dwadzieścia - zamiast teczek będzie odgrzebywanie co kto tam napisał w Internecie.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-05-09 (Śro), 13:15
ano będzie odgrzebywanie, prawie 150 tys postów
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-05-09 (Śro), 13:36
I wtedy mamy przejebane z lekka.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Tremayne w 2007-05-09 (Śro), 13:39
A w hameryce wypieprzyli jednego rysownika komiksów z roboty, bo powiedział, że chce zacząć trenować strzelectwo sportowe i szuka pistoletu, który mu nie wystrzeli w twarz. Uznano to oświadczenie za akt terrorystyczny i wypierdolono go na zbity ryj.

Większość z nas jest studentami, a jak wiemy, studenci lubią biegać po campusach z bronią i zabijać ludzi. Niech sędziowie mają to na uwadzę.

[Yeee... i leci do kartoteki! ;P]
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-05-09 (Śro), 13:41
Ja nie jestem studentem.
A poza tym - co to za przypadek z tym rysownikiem, pierwsze słyszę?
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-05-09 (Śro), 13:56
Cytuj
I wtedy mamy przejebane z lekka.
[snapback]164660[/snapback]
pierdolisz  :D
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Victor w 2007-05-09 (Śro), 14:48
Skor temat ma puśc do sądu to niech uzyska zgodęna skopiowanie zawartości, lub załózmy coś na sewerze na kajmanach i niech stamtad sciaga, a potem za nielegalne kopiowanie mu sie dostanie
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-05-09 (Śro), 15:05
no a załużmy, że wejdzie waste i nie czytając tego wątku skasuje całe forum bo będzie miał taką fanaberię
czy wtedy zniszczy dowód w sprawie?
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-05-09 (Śro), 15:38
nie, geniuszu - bo przeciez wydukowac musieli do sądu.

victor zajebuje mnie nawet bez katany
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-05-09 (Śro), 16:22
ale gdyby skasować ten wątek, to gość nie umiały nawet udowodnić że nie spreparował tego wydruku
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-05-09 (Śro), 16:51
nie musiałby, bo jesli okolicznosc byłaby na tyle prawdopodobna ze nie spraeparował iż sąd by to przyjął (a wierz mi że przyjąłby) to nie ma problemu. Możesz kasować.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-05-09 (Śro), 17:19
no dobra, ale teraz hipotetycznie wątek usunięty a Sally kwestionuje prawdziwość wydruku
to sąd arbitralnie ustali kto mówi prawdę a kto nie?
bo logicznie to jest to sytuacja nie do rozwiązania i zdrowy rozsądek nakazuje odrzucić wydruk jak nie da się potwierdzić jego prawdziwości
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Koki w 2007-05-09 (Śro), 18:10
Cytuj
Skor temat ma puśc do sądu to niech uzyska zgodęna skopiowanie zawartości, lub załózmy coś na sewerze na kajmanach i niech stamtad sciaga, a potem za nielegalne kopiowanie mu sie dostanie
[snapback]164676[/snapback]

O, to to. Z tego co wiem to wypowiedzi należą do postującego, a ja nie wyrażałem zgody na kopiowanie/modyfikowanie moich postów. A GNU niech spierdala.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-05-09 (Śro), 18:16
dupa a nie zdrowy rozsądek.

do uznania sądu pozostaje czy uzna dowód za wiarygodny. a normalny człowiek jak widzi środek dowodowy poboczny, który nic tak naprawdę nie udowadnia - to nie będize nikogo podejrzewał o spreprarowanie. a jak Sally będzie chciała to kwestionować to postąpi źle. Wydruk to nie tylko tekst, ale i grafika - a to już trzeba by się narobić żeby podrobić.

to nie amerykańsaki film, Pumbus
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-05-09 (Śro), 18:54
Ale taki nindża np. to by pomógł na rozprawie, ścinając kataną głowy wrogów?
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-05-09 (Śro), 19:26
(http://img409.imageshack.us/img409/7126/gnurunningls9.jpg)

Cytuj
Ale taki nindża np. to by pomógł na rozprawie, ścinając kataną głowy wrogów?
[snapback]164698[/snapback]
jeśli będzie do tego krzyczał ALLAH AKBAR to prawdopodobnie pomoże bo jest mała szansa powiązania go z interesami Sally
gorzej jak zacznie wrzeszczeć LODA SZMATY lub KUCAĆ DO MIECZA, tu już powiązania z forum były by klarowniejsze

gdzie tu masz grafikę Durb której podrobienie by stanowiło jakikolwiek problem? (http://forum.ppk.webd.pl/lofiversion/index.php/t4565.html)
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Tremayne w 2007-05-09 (Śro), 20:46
Yis, twórca bodajże webcomicsu Mac Hall/Three Panel Soul, czy cuś w ten deseń. Rozmawiał ze znajomym w pracy o tym, że chce kupić pistolet na strzelnice, który będzie na tyle bezpieczny, że strzelając komuś w twarz się nie trafi... Ktoś to usłyszał, nakablował dyrekcji i oni go wywalili za propagowanie treści terrorystycznych.
Jedyne co, że ta firma była subcontractorem dla governmentu, więc może przez to.
Ale i tak chore zagranie.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-05-09 (Śro), 21:10
Cytuj
subcontractorem dla governmentu
[snapback]164707[/snapback]
To żeś dojebał.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Durbik w 2007-05-09 (Śro), 23:13
pumbus - chociażby te tabelki. sędzia w rejonówce nie wie że się to da szybko zrobić i sądzi że to fixed stuff
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Sally w 2007-05-10 (Czw), 00:55
Ehhh..panowie...po co ja mam cokolwiek kasować? Na całe forum napisałam może z 10 postów...i to góra. Poprostu wiadoma osoba (MC) widac nie ma poczucia humoru, widzicie jedni odstresowywują się pisanie bzdur na forum a inni naprzykład... pierdoleniem głupot w sądzie.


Nawiasem... mój małżonek nadal nie wpadł na pomysł z rozdzielczością majątkową... Może nie wie co to jest.. :.^^:
Może nie wie że coś takiego się przydaje  :.^^:

Mi tam się nie spieszyyyyyy :lol:
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Koki w 2007-05-10 (Czw), 06:28
Cytuj
Yis, twórca bodajże webcomicsu Mac Hall/Three Panel Soul

No tak, a my wierzymy wszystko co piszą w webcomicach. Zwłaszcza jeżeli mają Maca.
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pan Patryk w 2007-05-10 (Czw), 07:52
Brudne łapska imperializmu precz od Maców!
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Pumbus w 2007-05-10 (Czw), 09:12
(http://www.hafl.org/applelin.JPG)
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Tremayne w 2007-05-10 (Czw), 13:04
Coci, akurat to przeczytałem na którymś z serwisów wiadomościowych. I akurat to bardzo możliwe, bo wielu twórców webcomicsów o tym wspominało. Jak dla mnie, prawdopodobne.

Yis, podoba się mój inglisz? :*
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: sah w 2007-05-10 (Czw), 15:06
Koki more like cocky
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: Koki w 2007-05-10 (Czw), 19:10
O kurwa. Jak bywałem na #spyderlake to był tam taki kolo co się nazywał Colette. Z Quebec. Typowa IRC-ciota. Miał też zwyczaj mówić do mnie właśnie "Koki more like cocky". Miał też, czego nie krył, zwyczaj analnego onanizoawnia się plastikowym ogórkiem.

Więc sah, z mojej strony - how appropiate!
Tytuł: Kraków...
Wiadomość wysłana przez: sah w 2007-05-10 (Czw), 23:14
akurat nie myślałem tu o sensie anatomicznym